Sierpniowy deszcz potrafi bardzo pomóc przesuszonemu ogrodowi, jednak dla mnie oznacza również dokładniejsze oglądanie warzywnika. Ślimaki i pomrowy uwielbiają wilgotne warunki, dlatego po opadach pojawiają się na grządkach znacznie częściej. Szczególnie zależy mi na ochronie sałaty, której delikatne liście są dla nich łatwym celem. Na szczęście z czasem znalazłam kilka prostych sposobów, dzięki którym łatwiej ograniczyć szkody. Co ważne, nie muszę przy tym wydawać pieniędzy na kolejne ogrodnicze preparaty.
Po deszczowej nocy kiedyś miałabym ślimaki w całym ogrodzie. Teraz wiem, gdzie szukać ich w pierwszej kolejności, zanim zdążą się rozprzestrzenić
Ostatni dzień i noc były wyjątkowo obfite w deszcz, co wiąże się z prawdziwą inwazją ślimaków i pomrowów w ogrodzie. Tym razem również się pojawiły, ale teraz już wiem, że najlepiej reagować od razu, zanim zdążą się rozprzestrzenić i urządzić ucztę na grządkach.
Zobacz także:
Wilgotna ziemia stwarza im bardzo dobre warunki do przemieszczania się, dlatego po opadach warto szczególnie uważnie obserwować ogród. Ślimaki chętnie żerują nocą i o poranku, natomiast w ciągu dnia szukają chłodnych, zacienionych zakamarków. Można znaleźć je pod liśćmi, przy obrzeżach grządek, kamieniach, deskach czy pojemnikach pozostawionych na ziemi.
Nie czekam więc na kolejne dziury w sałacie. Po ulewie robię szybki obchód warzywnika, sprawdzam potencjalne kryjówki i od razu zabezpieczam najbardziej narażone rośliny. Właśnie wtedy przydają mi się rzeczy, które normalnie uznałabym za odpad.
Skorupki po jajkach zostawiam po śniadaniu. Przydaje się też stara doniczka
Jednym z najprostszych domowych sposobów jest wykorzystanie skorupek jaj. Zamiast wyrzucać je po śniadaniu, pozostawiam do wyschnięcia, kruszę i rozsypuję dookoła sałaty. Tworzę z nich dość szeroki pierścień, który ma stanowić dodatkową mechaniczną barierę na drodze do roślin. Po ulewnym deszczu trzeba sprawdzić jego stan i w razie potrzeby ponownie rozsypać skorupki.
Jeszcze inaczej wykorzystuję stare doniczki. Odwrócone lub lekko przechylone naczynie ustawione w zacienionym miejscu może stać się dla ślimaków atrakcyjną kryjówką. Pod spodem utrzymuje się cień i wilgoć, czyli warunki, których szukają w ciągu dnia. Dzięki temu zamiast wypatrywać ich po całym warzywniku, mogę regularnie sprawdzać przygotowane miejsce i zbierać ukryte osobniki.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Takie rozwiązanie nic mnie nie kosztuje, a przy okazji pozwala wykorzystać przedmioty, które już mam w domu. Nie liczę jednak wyłącznie na jedną metodę. Przy większej liczbie ślimaków najważniejsza jest systematyczność i ograniczanie warunków, w których czują się najlepiej.
Podlewam rano i robię porządek wokół grządek. Ślimaki mają mniej miejsc do ukrycia
W walce ze ślimakami ogromne znaczenie ma również to, jak wygląda przestrzeń dookoła roślin. Sterty wilgotnych liści, chwasty, kawałki drewna czy pozostawione na ziemi pojemniki tworzą zacienione kryjówki. W pobliżu sałaty staram się więc nie gromadzić rzeczy, pod którymi szkodniki mogłyby przeczekać słoneczną część dnia.
Zmieniłam również porę podlewania. Jeśli pogoda na to pozwala, robię to rano, żeby powierzchnia gleby zdążyła częściowo przeschnąć przed wieczorem. Nocą ślimaki są najbardziej aktywne, dlatego stale wilgotna grządka może tworzyć dla nich wyjątkowo sprzyjające warunki.
Ten domowy sposób również może cię zainteresować: Rozsypuję pod tujami to, co zbierałam całe lato. Podlewania mam 2x mniej, rachunki poszły w dół
Pomaga też regularne usuwanie chwastów i obumarłych części roślin oraz zaglądanie pod większe liście. Po deszczu robię to częściej niż zwykle, bo właśnie wtedy najłatwiej zauważyć problem, zanim szkody staną się poważne. Domowe bariery są więc tylko częścią mojego sposobu. Najwięcej daje połączenie ich z porządkiem na grządkach i systematyczną kontrolą warzywnika.

Obserwuj nas na Google







