Nie planowałam kupować kolejnych naczyń, bo wydawało mi się, że w kuchni mam już wszystko. Wystarczyło jednak, że zobaczyłam ręcznie malowane ceramiczne talerze w Sinsay, a po chwili wylądowały w moim koszyku. Największym zaskoczeniem okazała się jednak cena. Kiedy pokazałam je mamie i powiedziałam, ile kosztowały, następnego dnia sama pojechała do sklepu po własny komplet.
Od razu przyciągnęły mój wzrok. Wyglądają jak z małej pracowni ceramicznej
Lubię dodatki do domu, które mają w sobie coś wyjątkowego. Nie przepadam za idealnie gładkimi naczyniami produkowanymi masowo, bo często wyglądają bardzo podobnie do siebie. Znacznie bardziej podobają mi się rzeczy, które sprawiają wrażenie ręcznie wykonanych i mają swój charakter.
Zobacz także:
Dokładnie takie odniosłam wrażenie, kiedy zobaczyłam te talerze w Sinsay. Delikatny roślinny wzór, ręczne malowanie i efekt popękanego szkliwa sprawiają, że wyglądają zdecydowanie drożej, niż wskazuje na to metka z ceną. Każdy talerz ma nieco inny charakter, dzięki czemu całość prezentuje się bardzo naturalnie i przypomina ceramikę kupioną na lokalnym targu albo w niewielkiej pracowni.
Bardzo spodobała mi się także kolorystyka. Jest subtelna i pasuje praktycznie do każdej zastawy. Dzięki temu talerzyki dobrze komponują się zarówno z białymi kubkami, jak i drewnianymi deskami, lnianymi serwetkami czy wiklinowymi dodatkami. Od razu wyobraziłam sobie letnie śniadania na balkonie właśnie z takim kompletem.
fot. sinsay.pl
Ręcznie malowane talerze okazały się bardziej uniwersalne, niż przypuszczałam. Korzystam z nich niemal codziennie
Choć średnica talerzy wynosi 15 centymetrów, bardzo szybko znalazłam dla nich wiele zastosowań. Najczęściej podaję na nich ciasto, owoce, przekąski albo kanapki na śniadanie. Świetnie sprawdzają się również jako talerzyki do kawy, gdy odwiedzają mnie znajomi. To właśnie takie niewielkie elementy sprawiają, że nawet zwykły posiłek wygląda bardziej apetycznie. Zauważyłam, że odkąd kupiłam te talerzyki, znacznie częściej sięgam po nie zamiast klasycznej zastawy. Ładnie prezentują się na stole i dodają codziennym posiłkom odrobiny wyjątkowego klimatu. A niedawno moja mama wyhaczyła też w Biedronce niezłe cudeńko na stół. 9,99 zł szt. to jak za darmo.
Doceniam również to, że zostały wykonane z ceramiki i są przeznaczone do kontaktu z żywnością. Błyszczące wykończenie sprawia, że łatwo utrzymać je w czystości, a ręczne malowanie nadaje im niepowtarzalny wygląd. To właśnie takie detale sprawiają, że nawet prosty deser czy kawa wyglądają bardziej elegancko.
Mama nie mogła uwierzyć w cenę. Sama wróciła ze swoim kompletem
Najzabawniejsza historia wydarzyła się kilka dni po zakupie. Mama wpadła do mnie na kawę i od razu zwróciła uwagę na ręcznie malowane talerze. Zapytała, gdzie je kupiłam, bo była przekonana, że pochodzą z jakiegoś sklepu z ręcznie robioną ceramiką albo z wakacyjnego wyjazdu. Kiedy powiedziałam, że to Sinsay, a komplet dwóch ręcznie malowanych talerzy kosztował zaledwie 14,99 zł, przez chwilę patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Jeszcze bardziej zdziwiła się, gdy usłyszała, że produkt trafił już na wyprzedaż. Następnego dnia zadzwoniła do mnie z informacją, że właśnie wróciła ze sklepu z własnym zestawem.
Wcale mnie to nie dziwi. Za taką cenę trudno znaleźć ceramiczne naczynia, które wyglądają tak estetycznie. Mam wrażenie, że spokojnie mogłyby kosztować kilka razy więcej i nadal znalazłyby swoich kupców. Jeśli tak jak ja lubisz drobne dodatki, które potrafią odmienić wygląd stołu, warto zwrócić na nie uwagę. Nie zajmują dużo miejsca, pasują do wielu aranżacji i sprawiają, że nawet zwykłe śniadanie czy popołudniowa kawa nabierają bardziej wyjątkowego charakteru. Czasami naprawdę nie trzeba wydawać fortuny, żeby wprowadzić do domu odrobinę stylu. W moim przypadku wystarczyły dwa niewielkie talerzyki z Sinsay, które teraz są jednymi z najczęściej używanych naczyń w całej kuchni.

Obserwuj nas na Google







