Niektóre mieszkania mają jedną wadę, która daje o sobie znać tylko przez kilka miesięcy w roku. W moim przypadku są to ogromne ilości słońca wpadające do salonu od południowej strony. Zimą bardzo to lubię, ale latem potrafi być naprawdę męczące. Każdego roku obiecywałam sobie, że znajdę skuteczniejszy sposób na ograniczenie nagrzewania wnętrza. Tym razem nie skończyło się tylko na planach.

Roleta termoizolacyjna z Leroy Merlin przyciągnęła moją uwagę od razu. Szukałam czegoś, co pomoże zatrzymać letni skwar poza mieszkaniem

Południowa ekspozycja salonu brzmi świetnie do momentu, kiedy przychodzą pierwsze upały. Wtedy przez większą część dnia promienie słoneczne bez przeszkód wpadają przez okna i stopniowo nagrzewają całe pomieszczenie. Kanapa robi się ciepła, podłoga oddaje temperaturę jeszcze długo po zachodzie słońca, a odpoczynek po pracy przestaje być przyjemnością. W tym roku stwierdziłam, że klasyczne rolety nie spełniają już swojej roli i pora poszukać czegoś skuteczniejszego.

Zobacz także:

Przeglądając internet, trafiłam na roletę termoizolacyjną z Leroy Merlin. Od razu zainteresowało mnie to, że nie jest to zwykła osłona okienna. Producent zastosował w niej specjalną warstwę refleksyjną, która pomaga odbijać promienie słoneczne i ograniczać nagrzewanie wnętrza. Dokładnie na czymś takim mi zależało. Wybrałam model Silver Click Thermo marki Mardom o wymiarach 76 x 150 cm. Ponieważ w salonie mam dwa okna, od razu zamówiłam dwie sztuki, żeby uzyskać taki sam efekt po obu stronach pomieszczenia.

Spodobało mi się również to, że jest to roleta zaciemniająca, więc oprócz ochrony przed słońcem pomaga stworzyć bardziej komfortowe warunki do odpoczynku. Tkanina wykonana została z poliestru, a całość wyposażono w stalową rurę nawojową i stalową listwę obciążeniową. Cena 87,99 zł za sztukę wydała mi się rozsądna, zwłaszcza że szukałam rozwiązania, które będzie służyło dłużej niż jeden sezon. Zamawiając dwie rolety, miałam poczucie, że inwestuję przede wszystkim w codzienny komfort.

fot. leroymerlin.pl

Roleta termoizolacyjna zachwyciła mnie przede wszystkim kolorem. Czekoladowy brąz idealnie wpisał się w styl mojego mieszkania

Choć początkowo skupiałam się głównie na funkcjonalności, o zakupie ostatecznie przesądził kolor. Mam ogromną słabość do czekoladowego brązu i właściwie trudno to ukryć. Wystarczy zajrzeć do mojej szafy, żeby zauważyć, że większość sukienek, marynarek czy torebek utrzymana jest właśnie w tym odcieniu. To jeden z tych kolorów, które nigdy mi się nie nudzą i zawsze wydają się eleganckie.

Od pewnego czasu czekoladowy brąz coraz częściej pojawia się również we wnętrzach. Jeszcze niedawno dominowały głównie jasne beże i szarości, a dziś projektanci coraz śmielej sięgają po głębsze, bardziej wyraziste barwy. Sama już wcześniej wprowadziłam ten trend do swojego mieszkania. Na kanapie leżą brązowe poduszki, w koszu obok fotela trzymam miękki koc w podobnym odcieniu, a na komodzie stoi ceramiczny wazon, który również wpisuje się w tę kolorystykę.

Kiedy zobaczyłam, że wybrana przeze mnie roleta dostępna jest właśnie w kolorze czekoladowego brązu, praktycznie od razu wiedziałam, że trafi do mojego koszyka. Ten odcień jest ciepły, głęboki i bardzo przytulny. Nie dominuje wnętrza, ale jednocześnie trudno go nie zauważyć. Po zamontowaniu obu rolet salon od razu zyskał bardziej harmonijny wygląd. Całość prezentuje się spójnie, elegancko i znacznie bardziej przytulnie niż wcześniej. Czasami wystarczy jeden dobrze dobrany element, żeby całe wnętrze zaczęło wyglądać inaczej.

Zerknij na ten balkonowy hit z Sinsay: Te świecące róże z Sinsay to rewelacja. Ocena 5/5 skusiła mnie do zakupu. Teraz mój balkon robi furorę

Roleta okazała się wyjątkowo łatwa w montażu. Samodzielnie założyłam obie sztuki w zaskakująco krótkim czasie

Największe zaskoczenie czekało na mnie podczas montażu. Zwykle takie domowe zadania odkładam na później, bo kojarzą mi się z wierceniem, szukaniem narzędzi i kilkukrotnym czytaniem instrukcji. Tym razem było zupełnie inaczej. Gdy rolety dotarły do mieszkania, postanowiłam od razu zabrać się do pracy.

Już po kilku minutach wiedziałam, że niepotrzebnie się martwiłam. Rolety były fabrycznie złożone, a w zestawie znalazły się wszystkie potrzebne elementy mocujące. Najbardziej ucieszyło mnie to, że nie musiałam wiercić żadnych otworów. Przy mieszkaniu w bloku to dla mnie ogromna zaleta. Wystarczyło zamocować odpowiednie uchwyty i umieścić roletę na oknie.

Pierwszą sztukę montowałam nieco wolniej, ponieważ chciałam wszystko dokładnie sprawdzić. Przy drugiej działałam już niemal automatycznie. Mechanizm można zamontować zarówno po lewej, jak i po prawej stronie, więc bez problemu dopasowałam go do układu salonu. Po zakończeniu montażu opuściłam obie rolety i od razu zauważyłam różnicę. W pomieszczeniu zrobiło się przyjemniej, światło przestało razić, a wnętrze zyskało bardziej przytulny charakter.

Najbardziej lubię takie rozwiązania, które nie wymagają specjalistycznej wiedzy ani pomocy drugiej osoby. Tutaj wszystko było intuicyjne i szybkie. Kilkanaście minut pracy wystarczyło, żeby dwa okna w salonie zyskały nową oprawę, a ja mogłam wreszcie cieszyć się przestrzenią, która nie nagrzewa się tak mocno jak wcześniej. Właśnie dlatego uważam, że był to jeden z najbardziej trafionych zakupów do mojego mieszkania w ostatnim czasie.