W najbliższych latach w milionach polskich mieszkań i domów pojawi się niewielkie urządzenie, które może mocno zmienić sposób, w jaki patrzymy na rachunki za energię. Chodzi o inteligentne liczniki prądu, czyli urządzenia ze zdalnym odczytem. Mają automatycznie przekazywać informacje o rzeczywistym zużyciu energii, a odbiorcom ułatwić kontrolowanie tego, ile prądu faktycznie wykorzystują. Na cały program przeznaczono już 1 mld zł, a niemal 5 mln nowych liczników ma trafić do odbiorców w ramach dofinansowanych inwestycji. Docelowo zmiana obejmie jednak znacznie więcej osób – do lipca 2031 roku liczniki zdalnego odczytu mają mieć wszyscy odbiorcy końcowi energii elektrycznej w Polsce.

Monter może zapukać także do twoich drzwi. Za wymianę licznika w ramach modernizacji nie powinien wystawić ci rachunku

Jeżeli na widok informacji o wymianie licznika od razu zastanawiasz się, ile trzeba będzie za to zapłacić, najważniejsza wiadomość jest prosta: standardowa wymiana urządzenia przeprowadzana w ramach obowiązkowej modernizacji nie oznacza, że trzeba samodzielnie kupić nowy licznik. Koszty wdrażania systemu ponoszą operatorzy, a inwestycje są wspierane publicznymi środkami. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej poinformował o podpisaniu umów dotacyjnych o łącznej wartości 1 mld zł. Pieniądze pochodzą z Funduszu Modernizacyjnego i mają sfinansować zakup oraz montaż niemal 5 mln liczników zdalnego odczytu, nazywanych licznikami AMI. Wsparcie obejmuje również modernizację infrastruktury potrzebnej do prawidłowego działania całego systemu.

Zobacz także:

Zaplanowane w ramach tych umów inwestycje mają być realizowane w Polsce do 2030 roku, a to jeszcze nie koniec całej operacji. Zgodnie z obowiązującymi przepisami do lipca 2031 roku licznik zdalnego odczytu ma znaleźć się u każdego odbiorcy końcowego energii elektrycznej. W praktyce oznacza to, że urządzenia, które jeszcze niedawno można było kojarzyć głównie z nowymi budynkami czy instalacjami fotowoltaicznymi, stopniowo staną się zwyczajnym elementem wyposażenia polskich domów i mieszkań. Sama wymiana dla wielu osób może być właściwie jedynym momentem, w którym zauważą całą zmianę. Później licznik ma wykonywać sporą część pracy sam – przede wszystkim przekazywać dane bez konieczności tradycyjnego odczytywania wskazań. Warto przy tym pamiętać o bezpieczeństwie. Przy tak dużej akcji modernizacyjnej hasło „wymiana licznika” może zostać wykorzystane przez oszustów. Jeśli ktoś pojawia się bez zapowiedzi, wzbudza podejrzenia albo domaga się gotówki za standardową wymianę, lepiej zweryfikować jego tożsamość i skontaktować się bezpośrednio ze swoim operatorem sieci.

fot. Adobe Stock | GTNA73

Koniec ze zgadywaniem, ile prądu zużyliśmy? Nowy licznik ma pokazywać rzeczywiste zużycie i ułatwić pilnowanie domowego budżetu

Najciekawsza zmiana nie dotyczy jednak samego urządzenia wiszącego w skrzynce, ale sposobu rozliczania energii. Inteligentny licznik może automatycznie przekazywać operatorowi informacje o faktycznym zużyciu prądu. To ważne zwłaszcza dla osób, które znają sytuację, gdy wysokość rachunku wynikała z prognozy, a później pojawiała się korekta. Przy zdalnym odczycie rozliczenia mogą bazować na rzeczywistych danych, bez konieczności ręcznego podawania stanu licznika. Jest jeszcze jedna zaleta, którą łatwo docenić we własnym domu – dokładniejszy wgląd w zużycie energii. Zamiast dowiadywać się dopiero z kolejnego rachunku, że zużyliśmy zaskakująco dużo prądu, można łatwiej analizować, kiedy pobór energii rośnie.

Chcesz więcej ciekawostek? To też może cię zainteresować: Japończycy noszą ze sobą śmieci godzinami. Polacy przecierają oczy, ale powód jest prosty

W domu pełnym urządzeń elektrycznych taka wiedza może okazać się naprawdę praktyczna. Piekarnik, płyta indukcyjna, suszarka bębnowa, klimatyzacja, bojler czy ogrzewanie elektryczne potrafią znacząco wpływać na zużycie. Sam inteligentny licznik oczywiście nie sprawi, że nagle zaczniemy płacić połowę dotychczasowej kwoty. To ważne rozróżnienie – urządzenie nie „obniża rachunków” samo z siebie. Może natomiast dać dane potrzebne do tego, by świadomie zmienić nawyki i lepiej dopasować sposób korzystania z energii. Jeżeli widzisz, kiedy zużycie jest największe, łatwiej zdecydować, czy któreś urządzenie nie pracuje niepotrzebnie albo czy przy dostępnej taryfie części czynności nie warto przenieść na inne godziny. Nowe rozwiązanie może więc zmienić rachunki przede wszystkim w tym sensie, że mają być dokładniejsze i oparte na rzeczywistym poborze energii, a nie szacunkach. Możliwość oszczędzenia będzie zależała już od taryfy, cen energii i tego, jak wykorzystasz informacje o własnym zużyciu.

Liczniki przydadzą się również osobom z fotowoltaiką. Cała wymiana jest częścią znacznie większej zmiany na rynku energii

Na inteligentnych licznikach skorzystać mają również prosumenci. W ich przypadku znaczenie ma nie tylko energia pobierana z sieci, ale również ta wytwarzana przez domową instalację fotowoltaiczną i oddawana do systemu. Dokładniejsze oraz łatwiej dostępne dane mają usprawnić kontrolowanie obu tych wartości. Liczniki AMI mają być jednocześnie częścią większego cyfrowego systemu. Zbierane informacje będą trafiały do Centralnego Systemu Informacji Rynku Energii, czyli CSIRE, którego zadaniem jest usprawnienie wymiany danych pomiędzy uczestnikami rynku. Dla przeciętnego odbiorcy brzmi to dość technicznie, ale w praktyce chodzi o automatyzację i uproszczenie procesów związanych z energią. Operatorzy dzięki nowoczesnym licznikom mogą szybciej lokalizować awarie, monitorować parametry sieci oraz sprawniej przywracać dostawy prądu.

Łatwiejsza ma być również obsługa części spraw związanych chociażby ze zmianą taryfy czy sprzedawcy energii. To dlatego wymiana urządzeń prowadzona jest na tak ogromną skalę. Nie chodzi wyłącznie o zastąpienie starego licznika bardziej nowoczesnym modelem, ale o stworzenie sieci, która dostarcza aktualnych informacji i pozwala sprawniej zarządzać energią. Jeśli więc w najbliższych latach monter zapuka do twoich drzwi w związku z planowaną przez operatora wymianą, najprawdopodobniej będziesz świadkiem jednej z największych modernizacji energetycznych prowadzonych obecnie w Polsce. Do lipca 2031 roku rozwiązanie ma stać się standardem dla wszystkich odbiorców końcowych. A dla domowego budżetu najważniejsza może okazać się bardzo prosta rzecz: zamiast domyślać się, gdzie uciekają kilowatogodziny, będziemy mieli znacznie lepszy wgląd w to, ile energii naprawdę zużywamy.