Gdy dni stają się krótsze, mam większą ochotę zajmować się domem. Przestawiam lampkę, wyciągam cieplejszy koc, na stole pojawia się dzbanek z herbatą. Nie robię jednak wielkiej jesiennej rewolucji. Z doświadczenia wiem, że najlepiej działają u mnie małe zmiany. Szczególnie te, które później łatwo schować i zastąpić czymś innym. Okno jest do tego idealnym miejscem, bo nawet niewielka dekoracja od razu rzuca się w oczy.

Zazdrostka z Pepco wygląda jak wyjęta z kuchni w leśnej chatce. Grzyby i liście robią tu całą robotę

Zazdrostki przez długi czas kojarzyły mi się głównie z kuchnią babci. Krótka firanka wisiała w połowie okna, na parapecie stały pelargonie, a obok zawsze znalazło się miejsce na radio albo doniczkę ze szczypiorkiem. Dziś ten rodzaj dekoracji znowu wygląda ciekawie, szczególnie gdy dostaje wzór dopasowany do pory roku. Model z Pepco ma 45 na 150 cm i jest utrzymany w beżowej kolorystyce. Najważniejszy jest jednak nadruk. Pojawiają się na nim grzyby, liście oraz inne leśne rośliny. Dzięki temu jesienne skojarzenie jest czytelne, ale nie krzyczy z drugiego końca pokoju. Nie ma tu wielkiej pomarańczowej dyni zajmującej pół materiału ani napisu przypominającego, jaka właśnie trwa pora roku. Pepco samo opisuje ten motyw jako inspirowany naturą i wskazuje, że zazdrostka pasuje między innymi do kuchennego okna. Właśnie takie sezonowe dekoracje lubię najbardziej. Nie muszę zmieniać połowy salonu ani kupować całego zestawu ozdób. Jeden drobiazg wystarcza, żeby wnętrze nabrało trochę innego charakteru.

Zobacz także:

fot. pepco.pl

Krótka firanka wraca do łask i nie musi wyglądać staromodnie. W jasnym wnętrzu daje przytulny, domowy efekt

Zazdrostka ma jeszcze jedną zaletę, o której łatwo zapomnieć. Nie zasłania całego okna tak jak długa firana. Dzięki temu może być ciekawym wyborem tam, gdzie zależy nam przede wszystkim na dekoracji dolnej części szyby. Sama widzę ją przede wszystkim w kuchni. Drewniany blat, jasne szafki, kilka ceramicznych kubków i taka leśna firanka tworzą bardzo prosty zestaw. Podoba mi się też jej trochę nostalgiczny charakter. Zazdrostki pamiętam z rodzinnego domu i mieszkań starszych krewnych. Teraz wracają w odświeżonej formie, a jesienne motywy sprawiają, że przestają wyglądać jak przypadkowa firanka sprzed kilkudziesięciu lat.

Chcesz więcej ciekawych inspiracji aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Teściowa spytała, czy wyciągnęłam bieżnik po babci. Nie uwierzyła, że znalazłam go w Action. Jak len, a tylko 7,95 zł

Nie oznacza to oczywiście, że pasują wszędzie. Przy bardzo eleganckim, minimalistycznym wnętrzu leśne grzybki mogą wyglądać zbyt swobodnie. Ja traktuję ten model raczej jako dekorację do przytulnej kuchni, jadalni albo niewielkiego okna, przy którym brakuje sezonowego akcentu. Najlepiej prezentuje się właśnie wtedy, gdy reszta wystroju pozostaje spokojna. Nie dokładam do niej pięciu ceramicznych dyń, pomarańczowej girlandy i sztucznych liści. Zazdrostka sama daje wystarczająco wyraźny sygnał, że lato zostało już za drzwiami.

Za taki jesienny drobiazg nie trzeba wydawać fortuny. Pepco wyceniło zazdrostkę bardzo rozsądnie

Największe zaskoczenie czeka przy cenie. Za zazdrostkę z grzybami i liśćmi Pepco chce 10 zł. Przy sezonowych dekoracjach ma to dla mnie spore znaczenie. Nie jest to przecież rzecz, która wisi w oknie przez cały rok. Jesienią wyciągam ją z szafy, a gdy zaczynam myśleć o zimowych dekoracjach, mogę ją wyprać, złożyć i schować do następnego sezonu. To również ciekawa opcja dla osób, które mają ochotę odświeżyć kuchnię, ale nie chcą ruszać mebli, ścian czy dodatków stojących na blacie. Okno mocno wpływa na odbiór pomieszczenia, dlatego nawet zmiana samej firanki potrafi być zauważalna. Szczególnie przy niewielkim oknie nad kuchennym blatem czy stołem.

Przed zakupem sprawdzam jednak szerokość własnego okna i sposób, w jaki chcę ułożyć materiał. Sam wymiar zazdrostki nie mówi jeszcze, jak mocno materiał się zmarszczy. Przy węższym oknie efekt będzie bardziej obfity, przy szerszym materiał ułoży się luźniej. To drobiazg, ale właśnie on decyduje później o wyglądzie całej dekoracji. Podoba mi się też to, że wzór nie jest związany wyłącznie z jednym konkretnym świętem. Grzyby, liście i leśne rośliny pasują właściwie do całej jesieni. Mogę więc powiesić zazdrostkę już we wrześniu i nie mam poczucia, że zaczęłam dekorować mieszkanie zbyt wcześnie.

Sinsay odpowiada własną jesienną zazdrostką i idzie w inną stronę. Tutaj zamiast leśnych grzybków pojawiają się połyskujące dynie

Pepco nie jest jedyną sieciówką, która tej jesieni przypomniała sobie o krótkich firankach. W Sinsay znalazłam zestaw zazdrostek z połyskującym haftem dyni. Sam sklep umieszcza ten model w swojej aktualnej ofercie firan i zasłon. I tutaj wybór robi się ciekawy, bo oba produkty podchodzą do jesieni zupełnie inaczej. Pepco stawia na leśny klimat, grzyby, liście i spokojną beżową kolorystykę. Sinsay wybiera dynię i połyskujący haft, czyli dekorację bardziej jednoznacznie kojarzącą się z sezonem.

fot. sinsay.pl

Ja przy spokojnej kuchni wybrałabym... właściwie wybieram Pepco. Leśny motyw jest mniej oczywisty i właśnie dlatego bardziej mi odpowiada. Nie potrzebuję dyni na kubku, poduszce, świecy i parapecie jednocześnie. Wystarczą mi grzybki i liście na krótkiej firance, żeby przy porannej kawie poczuć, że za oknem zaczęła się moja ulubiona pora roku. Z kolei zazdrostki z Sinsay trafiają w gust osób, które jesienią chcą mocniejszego sezonowego akcentu i lubią dekoracyjny połysk. Dobrze, że wybór nie sprowadza się do kolejnych dwóch niemal identycznych produktów.