Jesienią Tatry lubię chyba najbardziej. Nie ma już letniego skwaru, kolory robią się intensywniejsze, a chłodniejsze powietrze zachęca do marszu. Z wiekiem coraz mniej interesują mnie jednak wycieczki, po których następnego dnia czuję każdy mięsień. Chcę zobaczyć góry, usiąść nad wodą, zrobić piękne zdjęcia i wrócić bez poczucia, że właśnie zaliczyłam sportowy sprawdzian. Dlatego zainteresował mnie Popradzki Staw w słowackich Tatrach Wysokich. Jest to ciekawa alternatywa dla obleganego Morskiego Oka. Jest górskie jezioro, są potężne szczyty dookoła, a najłatwiejsza opisana trasa nie wymaga wielogodzinnego podejścia. Dla mnie brzmi to jak dobry pomysł również na wycieczkę z mamą czy aktywnymi seniorami. Trzeba jednak pamiętać, że góry pozostają górami, a metryka sama w sobie nie mówi nic o kondycji.
Zamiast kolejny raz maszerować nad Morskie Oko wybieram słowacką stronę Tatr. Popradzki Staw leży na wysokości 1494 m n.p.m
Morskie Oko zna właściwie każdy, nawet osoba, która w Tatrach była raz w życiu. Popularność ma jednak swoją cenę. W najbardziej obleganych okresach na trasie pojawia się wielu turystów, nie tylko Polaków, a spokojny kontakt z górami schodzi czasem na dalszy plan. Dlatego coraz bardziej podobają mi się miejsca, które oferują podobny wysokogórski klimat, ale nie są pierwszym punktem na liście każdego turysty. Tak trafiłam na Popradzki Staw. To jezioro po słowackiej stronie Tatr Wysokich, położone na wysokości 1494 m n.p.m. Miejsce nie przyciąga takich tłumów jak Morskie Oko, choć zdecydowanie nie jest tajemniczym zakątkiem znanym wyłącznie miejscowym. To popularny punkt wycieczek i baza do dalszych górskich tras.
Zobacz także:
Największe wrażenie robi samo otoczenie. Woda, wysokie skaliste szczyty i typowo tatrzański krajobraz dają dokładnie ten efekt, dla którego jadę w góry. Określenie „widoki jak z Alp” traktuję tutaj jako skojarzenie, a nie geograficzne porównanie jeden do jednego. Nie muszę przecież jechać do Austrii czy Szwajcarii, żeby stanąć nad górskim jeziorem otoczonym skalistymi wierzchołkami. To właśnie najbardziej podoba mi się w tej propozycji. Nie wybieram miejsca dlatego, że jest „lepsze” od Morskiego Oka. Dostaję po prostu inny pomysł na dzień w Tatrach i przy okazji zaglądam na słowacką stronę.
fot. Adobe Stock | Julia
Najłatwiejsza trasa nad Popradzki Staw zajmuje około godziny. Szeroka asfaltowa droga sprawia, że nie jest to typowa wspinaczka po kamieniach
Tutaj pojawia się argument, który szczególnie zainteresował mnie w kontekście osób po 60. roku życia. Najłatwiejszy wariant rozpoczyna się przy przystanku Popradské Pleso. Stamtąd nad jezioro prowadzi szeroka asfaltowa droga, a przejście zajmuje około godziny. To brzmi znacznie przyjaźniej niż wąska ścieżka pełna dużych kamieni czy strome podejście wymagające ciągłego patrzenia pod nogi. Nie oznacza jednak, że każda osoba po sześćdziesiątce przejdzie trasę bez wysiłku. Sama mam w rodzinie osoby po sześćdziesiątce, które maszerują szybciej ode mnie, oraz takie, dla których godzina podejścia jest już konkretnym wysiłkiem. Dlatego zamiast patrzeć na PESEL, patrzę na kondycję. Dobre buty, spokojne tempo, przerwy i sprawdzenie pogody przed wyjściem nadal są podstawą.
Szukasz inspiracji podróżniczych? To też warto sprawdzić: 13 września tysiące Polaków zjadą na wielkie święto. Ceramika zaleje ulice, a wieczorem odbędzie się ogniste widowisko. Wstęp za 0 zł
W Tatrach warunki potrafią zmienić się szybko, a łatwa technicznie droga nie sprawia, że możemy ignorować pogodę. Szczególnie jesienią dzień robi się krótszy, temperatura spada, a mokra nawierzchnia wymaga większej ostrożności. Dla aktywnego seniora, który regularnie spaceruje i nie ma problemów z dłuższym marszem, opisana trasa wygląda jednak znacznie bardziej zachęcająco niż wiele klasycznych wysokogórskich szlaków. I właśnie to jest jej największą zaletą.
Nad wodą nie trzeba od razu zawracać w stronę parkingu. Przy Popradzkim Stawie działa schronisko, więc jest miejsce na odpoczynek
Lubię górskie wycieczki, podczas których celem nie jest wyłącznie dotknięcie tabliczki, zrobienie zdjęcia i szybki powrót. Nad Popradzkim Stawem można zatrzymać się dłużej, a w pobliżu jeziora znajduje się schronisko. To szczególnie ważne podczas wycieczki z osobami starszymi, kiedy odpoczynek jest normalną częścią planu, a nie oznaką słabszej kondycji. Samo jezioro również zachęca, żeby zwolnić. Zamiast od razu ruszać dalej, wolę usiąść, popatrzeć na góry i dopiero po przerwie rozpocząć drogę powrotną. Przy godzinnej trasie w jedną stronę można w ten sposób urządzić sobie spokojną kilkugodzinną wycieczkę.
Warto wspomnieć także o symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą, znajdującym się niedaleko Popradzkiego Stawu. To miejsce poświęcone ludziom, którzy zginęli w Tatrach. Jest więc kolejnym punktem, który można uwzględnić podczas pobytu w okolicy, choć przed wyjściem zawsze sprawdzam aktualny przebieg szlaków i warunki. Nie planuję natomiast dnia co do minuty. Przy wycieczce z mamą czy starszymi członkami rodziny zostawiam zapas czasu. Nikt nie musi gonić, bo aplikacja pokazała określony czas przejścia. Godzina podawana w opisie trasy jest orientacyjna. Jedna osoba pokona drogę szybciej, inna zatrzyma się kilka razy po drodze.

Obserwuj nas na Google







