Mamy już wrzesień i zarówno poranki, jak i wieczory robią się coraz chłodniejsze. Wcale nie oznacza to jednak, że zamierzam zamykać sezon balkonowy. Zdążyłam już trochę zmienić tę przestrzeń, schowałam typowo letnie dodatki, zmieniłam lampki i dołożyłam kilka dekoracji pasujących do jesieni. Chcę spędzić tutaj jeszcze cały miesiąc, szczególnie podczas spokojnych wieczorów z książką albo herbatą. Brakowało mi tylko jednej rzeczy, ale na szczęście już zdążyłam ją upolować i teraz nawet niska temperatura mi niestraszna.

Koc elektryczny z Decathlonu przedłuży mi sezon na balkonie. Jest tak duży, że spokojnie otulą się nim dwie osoby

Największym problemem podczas jesiennych wieczorów na balkonie zawsze była dla mnie temperatura. Zwykły koc przez jakiś czas dawał radę, ale kiedy robiło się naprawdę chłodno, nawet grubszy sweter niewiele zmieniał. Siedzenie na zewnątrz szybko przestawało być przyjemne. Od dłuższego czasu rozglądałam się więc za czymś praktyczniejszym i tak trafiłam w Decathlonie na koc elektryczny grzewczy.

Zobacz także:

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to jego rozmiar. Koc ma aż 180 na 160 cm, więc spokojnie mogą otulić się nim dwie osoby. Już widzę te jesienne wieczory na balkonowej kanapie, kiedy można usiąść razem, przykryć nogi, zrobić dzbanek ciepłej herbaty i nie uciekać do mieszkania po kilkunastu minutach.

Podoba mi się również jego wygląd. Koc jest ciemnoszary i wykonany z miękkiego polaru. Taka spokojna kolorystyka dobrze pasuje do jesiennej aranżacji mojego balkonu. Nie ma tutaj mocnych, energetycznych barw, które kojarzą mi się bardziej z latem. Szarość dobrze komponuje się z lampkami i dodatkami, które już ustawiłam na zewnątrz.

Na zakup zdecydowałam się tym chętniej, że trafiłam akurat na promocję. Regularna cena wynosiła 189,99 zł, a ja kupiłam koc za 139,99 zł. W kieszeni zostało mi więc 50 zł. To nie jest rzecz tylko na kilka wrześniowych tygodni, dlatego tym bardziej cieszę się, że udało mi się kupić ją taniej.

fot. decathlon.pl

Koc elektryczny grzewczy ma aż 6 poziomów ciepła. Sama wybieram, czy chcę się lekko ogrzać, czy porządnie otulić

Najważniejsze zaczyna się oczywiście po podłączeniu koca do prądu. Ma 6 poziomów regulacji temperatury, więc nie jestem skazana na jedno ustawienie. Na pierwszym poziomie zakres wynosi od 30 do 32°C. Kolejne pozwalają zwiększać temperaturę stopniowo, aż do szóstego poziomu, który osiąga od 46 do 52°C. Wszystkim steruje się za pomocą kontrolera z przyciskami. Mogę więc zacząć od delikatnego ciepła, a gdy wieczór zrobi się chłodniejszy, wybrać wyższe ustawienie.

Koc ma moc 150 W i jest zasilany sieciowo. Producent wyposażył go również w timer, który można ustawić od 1 do 12 godzin. Dla mnie to wygodne rozwiązanie, bo nie muszę cały czas pamiętać o wyłączeniu grzania. Jest też zabezpieczenie przed przegrzaniem.

Ciepło i miękki polar sprawiają, że po całym dniu można się po prostu wygodnie otulić i odpocząć. Dodatkowym plusem jest możliwość prania koca po wyjęciu elementów grzewczych. Przy rzeczy, której zamierzam regularnie używać jesienią i zimą, możliwość utrzymania jej w czystości ma dla mnie spore znaczenie.

Action też ma ciekawy hit na jesienne wieczory. Zobacz: Teściowa nie chce dorzucać się do rachunków. To teraz przykręcę jej kurek, bo dogrzeję się tym cudem za grosze z Action

Teraz koc grzewczy ratuje moje wieczory na balkonie. Zimą mam dla niego jeszcze bardziej praktyczne zadanie

Na razie mój koc elektryczny będzie przede wszystkim przedłużał sezon balkonowy. Nie mam zamiaru rezygnować z wieczorów na zewnątrz tylko dlatego, że temperatura spadła o kilka stopni. Wystarczy, że podłączę go do prądu, wybiorę odpowiedni poziom ciepła i mogę wygodnie usiąść na kanapie.

Jeszcze bardziej praktycznie zamierzam wykorzystać go zimą. Jestem z tych osób, które nie lubią od razu podkręcać grzejników, kiedy zrobi się trochę chłodniej. Zamiast mocniej ogrzewać całe mieszkanie, chcę najpierw otulić się kocem grzewczym podczas czytania, oglądania telewizji czy wieczornego odpoczynku na kanapie.

Mam nadzieję, że dzięki temu rzadziej będę podkręcała ogrzewanie i łatwiej zapanuję nad zimowymi wydatkami. Przy obecnych kosztach ogrzewania każdy taki sposób jest dla mnie wart wypróbowania. Koc nie skończy więc w szafie wraz z zamknięciem sezonu balkonowego. Jesienią będzie grzał mnie na zewnątrz, a zimą przeniosę go prosto na kanapę.