Początek września to dla mnie moment, kiedy powoli żegnam się z typowo letnimi dekoracjami. Kolorowe dodatki chowam do pudełek, a ich miejsce zajmują cieplejsze barwy, świece i drobne ozdoby kojarzące się z jesienią. Nie robię przy tym wielkich zakupów, bo często jeden niewielki dodatek wystarczy, żeby przestrzeń wyglądała zupełnie inaczej. Szczególnie lubię zmieniać balkon, na którym nadal spędzam wieczory, dopóki pogoda na to pozwala. Tym razem pomysł na jego jesienną odsłonę znalazłam zupełnie przypadkiem podczas zakupów w Sinsay.

Girlanda z Sinsay miała być tylko drobnym dodatkiem. Wieczorem na balkonie zrobiła cały klimat

Do Sinsay wybrałam się przede wszystkim po to, żeby przejrzeć jesienne nowości wśród ubrań. Oczywiście, jak to ja, nie mogłam wyjść bez zajrzenia do działu domowego i dobrze, bo właśnie tam wpadła mi w oko girlanda z Sinsay ozdobiona kolorowymi liśćmi. Muszę przyznać, że wyglądają naprawdę efektownie. Mają pomarańczowe i żółte odcienie, a z daleka przypominają jesienne liście zebrane podczas spaceru. Pomyślałam, że będą idealnie pasowały do nowej aranżacji mojego balkonu.

Zobacz także:

Cena szybko pomogła mi podjąć decyzję. Girlanda kosztowała 15,99 zł, więc wzięłam jedną na próbę. Rozwiesiłam ją na balustradzie i poczekałam do wieczora, żeby zobaczyć pełny efekt. Gdy zrobiło się ciemno i zapaliłam lampki, po prostu przepadłam. Delikatne światło pomiędzy pomarańczowymi liśćmi sprawiło, że balkon zrobił się znacznie przytulniejszy. Co ważne, girlanda jest przeznaczona do wnętrz, ale za 16 zł postanowiłam zaryzykować i rozwiesić ją na balkonie, a na razie sprawdza się tam bez problemu.

Najzabawniejsze było jednak to, co wydarzyło się chwilę po rozwieszeniu świecących liści. Zauważyłam, że sąsiadka z naprzeciwka już zerka w stronę mojego balkonu. Znam ją na tyle dobrze, że podejrzewam, iż przy kolejnym spacerze z psem zapyta, skąd mam nową dekorację. To zresztą nie byłby pierwszy raz, kiedy wypytuje mnie o moje balkonowe pomysły.

fot. sinsay.com

Girlanda LED w liście ma ponad 3 metry długości. Brak kabla daje mi sporo swobody przy dekorowaniu

Po zakupie sprawdziłam dokładniej parametry girlandy i jej długość bardzo mnie ucieszyła. Ma 310 cm, więc można nią udekorować całkiem spory fragment przestrzeni. Na całej długości rozmieszczono 20 punktów świetlnych, pomiędzy którymi znajdują się jesienne liście. Po zapaleniu lampki dają ciepłe, żółtawe światło. Właśnie ono najbardziej podoba mi się wieczorem, bo nie jest ostre i dobrze współgra z pomarańczowymi oraz żółtymi kolorami dekoracji.

Dużą zaletą jest dla mnie również zasilanie bateryjne. Girlanda działa na dwie baterie AA. Nie trzeba więc szukać gniazdka ani prowadzić kabla przez pół pomieszczenia. W moim przypadku ma to szczególne znaczenie, bo mogę swobodnie zmieniać ułożenie dekoracji.

Zerknij też na świecący hit z Jysk: Kupiłam do pokoju syna i teraz sama chce taki w sypialni. Sterowany pilotem, zmienia kolory i relaksuje. Za 60 zł w Jysk

Jedna girlanda zrobiła taki efekt, że postanowiłam kupić drugą. Na stronie Sinsay jest już bestsellerem

Jedna girlanda spodobała mi się na tyle, że za tę cenę postanowiłam dokupić jeszcze jedną. Tym razem nie chciałam specjalnie jechać do Sinsay, więc zajrzałam do sklepu internetowego. Dopiero wtedy zobaczyłam, że girlanda ma oznaczenie bestsellera, a jej średnia ocen wynosi aż 4,9/5 przy 53 ocenach. Co ciekawe, nie tylko ja wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać ją na balkonie, bo jedna z kobiet również wspomniała o takim zastosowaniu w swojej opinii. Wygląda na to, że świecące liście wywołały prawdziwy szał.

W opiniach możemy przeczytać m.in.:

Zamówiłam 2 i ozdobiłam sobie balkon, jest bardzo przytulnie, polecam!

Piękna, tworzy super klimat.

Liście duże, jaskrawo zabarwione, odpowiedniej długości.

U mnie ta niewielka dekoracja wystarczyła, żeby wieczory na balkonie nabrały zupełnie innego klimatu. Teraz pozostaje mi tylko dokupić drugą girlandę i sprawdzić, czy sąsiadka znów będzie zerkać podczas podlewania kwiatków.