Wielu Polaków nadal wybiera wakacje w kraju i każdego roku tłumnie rusza nad Bałtyk. Od dłuższego czasu mówi się jednak o tym, że dobrze wyszukane oferty zagraniczne potrafią kosztować mniej niż urlop w Polsce. Jeszcze kilka lat temu sama podchodziłam do takich porównań z dużą rezerwą. Wydawało mi się, że lot samolotem, hotel i wyżywienie muszą oznaczać znacznie większy wydatek. Teraz jednak wiem, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Wakacje w Mielnie miały być rozsądnym wyborem. Rodzice szybko przekonali się, ile dziś kosztuje polskie morze

Letnie wyjazdy to u moich rodziców już niemal tradycja. Gdy tylko robi się cieplej, zaczynają przeglądać oferty i planować, gdzie spędzą kilka dni poza domem. W tym roku wybór padł na Mielno. Znaleźli hotel, który od razu przypadł im do gustu i bez większego zastanowienia zarezerwowali pobyt od 24 czerwca do 1 lipca. Zachwyciła ich przede wszystkim lokalizacja blisko plaży, jeziora i nadmorskiej promenady, bo właśnie takie spokojne spacery lubią najbardziej.

Zobacz także:

Hotel ma też sporo udogodnień. Na miejscu znajduje się kryty basen, strefa SPA, sauna, łaźnia parowa, restauracja i bar. Pokoje wyposażono między innymi w minibar, telewizor, prywatną łazienkę i bezpłatne Wi-Fi. Obiekt na stronie Booking może pochwalić się oceną 9,2/10, więc trudno mówić o przypadkowym wyborze. Rodzice od początku byli zachwyceni zdjęciami i stwierdzili, że właśnie czegoś takiego szukali.

Rodzice do wyboru mieli tańszą ofertę bezzwrotną lub droższą z możliwością anulowania rezerwacji. Ostatecznie zdecydowali się na tę drugą opcję, bo uznali, że wolą mieć większy komfort i elastyczność. Za tygodniowy pobyt dla dwóch osób zapłacą więc 6384 zł. Co ważne, w tej cenie mają wyłącznie śniadania. Kiedy usłyszałam tę kwotę, przez chwilę myślałam, że źle zrozumiałam. Jeszcze kilka lat temu trudno byłoby mi uwierzyć, że wakacje w Polsce mogą kosztować aż tyle.

fot. booking.com

Rodzice nie narzekają, bo hotel naprawdę przypadł im do gustu. Widzę jednak, że sami są zaskoczeni, jak mocno wzrosły ceny nad Bałtykiem. Szczególnie gdy doliczy się później obiady, kolacje, kawę na mieście czy wieczorne wyjścia. Właśnie wtedy zaczęłam jeszcze dokładniej przyglądać się ofertom zagranicznym.

Tanie wakacje znalazłam dosłownie kilka kliknięć dalej. Gdy porównałam koszty, decyzja była natychmiastowa

Najzabawniejsze jest to, że rodzice bardzo chcieli, żebym pojechała z nimi wraz ze swoim partnerem. Od razu odmówiłam. Nie dlatego, że nie lubię polskiego morza. Po prostu od dawna uważam, że wakacje w Polsce są mocno przereklamowane pod względem kosztów. Za podobne pieniądze, a często nawet znacznie mniejsze, można znaleźć znacznie ciekawsze propozycje poza granicami kraju.

Od lat poluję na oferty last minute. Wiele osób obawia się takich rezerwacji, ale właśnie dzięki nim udało mi się odwiedzić kilka miejsc, o których wcześniej nawet nie myślałam. Tym razem również postawiłam na taki wariant. Kilka wieczorów przeglądania ofert wystarczyło, żebym trafiła na prawdziwą perełkę.

W dokładnie tym samym terminie, czyli od 24 czerwca do 1 lipca 2026 roku, znalazłam tygodniowy pobyt w Turcji dla dwóch osób za 3058 zł. Kiedy zobaczyłam tę cenę, nie zastanawiałam się długo. To mniej niż połowa kwoty, którą za swój wyjazd zapłacą rodzice. Co więcej, nie mówimy tutaj o samym noclegu. W cenę wliczone są loty, bagaż rejestrowany do 20 kg na osobę, bagaż podręczny oraz wyżywienie All Inclusive.

fot. itaka.pl

Wylatujemy z Katowic 24 czerwca o godzinie 5:10 rano, a w Antalyi lądujemy o 8:50. Powrót zaplanowano na 1 lipca. Samolot startuje o 9:50 i o 11:40 jesteśmy już z powrotem w Katowicach. Do dyspozycji mamy standardowy pokój dwuosobowy. Szczerze mówiąc, już sam fakt, że nie muszę codziennie zastanawiać się nad kosztami jedzenia, sprawił, że ta oferta wydała mi się znacznie bardziej atrakcyjna. Przy porównaniu z pobytem rodziców różnica wygląda wręcz absurdalnie.

To też może cię zainteresować: Ciocia olała NFZ i pojechała na turnus rehabilitacyjny do Polanicy-Zdrój. W cenie SPA, zabiegi i fizjoterapeuta

Wakacje w Turcji wybrałam bez wahania. Hotel przy słynnej plaży Kleopatry był dodatkowym argumentem

Sama cena przyciągnęła moją uwagę, ale ostatecznie przekonał mnie hotel. Wybraliśmy Aslan City Hotel w Alanyi. To trzygwiazdkowy obiekt, który znajduje się praktycznie w samym centrum miasta. Bardzo spodobała mi się lokalizacja. W pobliżu znajdują się restauracje, sklepy, bary i mnóstwo miejsc, do których można dojść pieszo.

Największym atutem okazała się jednak plaża Kleopatry. Hotel znajduje się zaledwie około 200 metrów od jednej z najbardziej znanych plaż całej Riwiery Tureckiej. Piaszczyste wybrzeże i łagodne zejście do morza sprawiają, że trudno o lepsze miejsce na letni wypoczynek. Już teraz wyobrażam sobie poranne spacery brzegiem morza i wieczorne zachody słońca.

Na miejscu czeka również basen z bezpłatnymi leżakami i parasolami. Dla osób lubiących aktywność dostępny jest aquapark oddalony o około 30 metrów od hotelu, a także kort tenisowy, boiska i sporty wodne przy plaży. Można też skorzystać ze strefy wellness obejmującej saunę, hammam oraz masaże. Tak naprawdę każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Najbardziej bawi mnie jednak jedno. Rodzice jadą na wakacje w Mielnie i wydadzą ponad 6300 zł za pobyt ze śniadaniami. Ja w tym samym czasie lecę z partnerem do Turcji, mam loty, bagaże, hotel, basen, plażę Kleopatry i pełne wyżywienie All Inclusive za 3058 zł. Jeszcze kilka lat temu sama nie uwierzyłabym w takie porównanie. Dziś wiem już jedno – jeśli chodzi o wakacje za granicą, czasem naprawdę warto dać szansę ofertom last minute, bo potrafią zaskoczyć bardziej niż niejeden urlop nad polskim morzem.