Każda z nas ma taki domowy obowiązek, którego odkłada na później. U mnie od zawsze było to mycie łazienki. Kamień na bateriach, zacieki na kabinie prysznicowej i ślady po wodzie na płytkach potrafiły skutecznie ochłodzić największy zapał do sprzątania. Tym razem jednak porządki okazały się zaskakująco przyjemne. Nie dlatego, że nagle pokochałam szorowanie, ale dlatego, że znalazłam środek, który działa i nie męczy intensywnym, duszącym zapachem.

Jedno psiknięcie wystarczy. Glazura lśni

Na Dettol trafiłam zupełnie przypadkiem podczas zakupów w Rossmannie. Nie miałam wielkich oczekiwań. Pomyślałam, że jeśli poradzi sobie z umywalką i wanną, to już będzie sukces. Tymczasem już po pierwszym użyciu zauważyłam różnicę. Spryskałam wannę, chwilę odczekałam i przetarłam ją miękką gąbką. Osad z mydła i codzienne zabrudzenia zeszły bez mozolnego szorowania. To właśnie najbardziej mnie zaskoczyło. Nie musiałam używać siły ani poprawiać tego samego miejsca kilka razy. Potem przyszła kolej na baterie i płytki. Po wytarciu wszystko dosłownie lśniło. Serio, miałam wrażenie, że w płytkach można się przejrzeć jak w lustrze.

Zobacz także:

Zapach robi różnicę. Nie czuć chemii, czuć świeże nuty

Największym zaskoczeniem okazał się jednak zapach. Większość środków do czyszczenia pachnie podobnie – ostro, chemicznie i tak, że od razu otwieram wszystkie okna. Tutaj jest zupełnie inaczej. Po sprzątaniu w łazience unosi się świeży aromat limonki i mięty. Kojarzy mi się bardziej z letnim ogrodem niż z detergentem. Dzięki temu nie mam ochoty jak najszybciej uciekać z pomieszczenia. Wręcz przeciwnie – przez chwilę zostawiam otwarte drzwi i cieszę się przyjemnym zapachem. To drobiazg, ale sprawia, że całe sprzątanie jest po prostu mniej męczące. Co więcej Dettol jest antybakteryjny, co jest jego olbrzymim plusem. Wiadomo, łazienka jest siedliskiem różnego rodzaju zarazków, a im więcej domowników, dzieci czy zwierząt, tym istotniejsze jest, żeby utrzymać ją w higieniczną.

fot. rossmann.pl

Mam kilka trików na czyszczenie. Efekt jest jeszcze lepszy

Przy okazji odkryłam kilka prostych patentów. Najpierw spryskuję powierzchnię psikaczem z Rossmanna i zostawiam preparat na minutę lub dwie. W tym czasie środek ma szansę zadziałać, a ja przecieram lustro albo porządkuję kosmetyki. Dopiero później wracam z gąbką lub ściereczką z mikrofibry. Na koniec wycieram baterie do sucha. Dzięki temu nie zostają na nich ślady po wodzie i znacznie dłużej wyglądają jak nowe. Podobnie robię z płytkami przy umywalce i kabinie prysznicowej. Kilka dodatkowych sekund naprawdę robi różnicę, zwłaszcza jeśli ktoś nie lubi sprzątać codziennie.

Przeczytaj czym czyści łazienkę inna nasza redaktorka. Może tez cię zainspiruje: Płyn z Action to moje odkrycie. Łazienka po nim lśni i pachnie pomarańczą przez 3 dni

Tu nie ma jakichś cudów. Ale przyjemniej się sprząta

Najbardziej lubię takie domowe odkrycia, które faktycznie ułatwiają życie. Nie twierdzę, że istnieje jeden idealny środek do każdej łazienki, bo każda z nas ma inne przyzwyczajenia. Wiem jednak, że ten spray zostanie u mnie na dłużej. Nie dlatego, że ktoś mi go polecił albo zachwalał w internecie. Po prostu sama sprawdziłam go w domu i byłam pozytywnie zaskoczona efektem. Wanna błyszczy, armatura wygląda jak wypolerowana, a płytki odzyskały połysk. Do tego w łazience pachnie świeżo. Czasem naprawdę wystarczy jeden udany zakup, żeby znienawidzone sprzątanie stało się odrobinę łatwiejsze. I właśnie tak było u mnie.