We wrześniu kaloryfery jeszcze u mnie odpoczywają, ale chłodniejsze wieczory coraz częściej dają o sobie znać. Pomyślałam, że chcę wstrzymać się z odkręcaniem kaloryferów, jak najdłużej się da, więc już teraz testuję drobne patenty, które pozwalają mi się skutecznie ogrzać. Ostatnio podczas zakupów w Action wpadł mi w oko niepozorny gadżet za niespełna 30 zł. Wzięłam go trochę z ciekawości i szybko okazało się, że na jesienne wieczory trafiłam w dziesiątkę.
Już we wrześniu kombinuję, jak mniej wydawać na ogrzewanie. W tym roku zainteresowała mnie niepozorna poduszka z Action
Kiedy zaczynają się pierwsze naprawdę chłodne wieczory pod koniec lata i jesienią, mam zawsze ten sam dylemat. W mieszkaniu nie jest jeszcze na tyle zimno, żeby rozpoczynać sezon grzewczy, ale siedzenie na kanapie pod cienkim kocem przestaje być przyjemne. Wtedy z pomocą przychodzą moje sprawdzone jesienne patenty.
Zobacz także:
Najpierw zamieniam lekką piżamę na cieplejszą, na kanapie ląduje gruby koc, a pluszowe kapcie wracają na swoje stałe miejsce. Staram się też wykorzystywać ciepło punktowo. Jeśli przez dwie godziny siedzę w jednym miejscu z książką albo przed telewizorem, nie zawsze widzę sens w mocnym ogrzewaniu całego pomieszczenia.
W tym roku podczas zakupów zainteresowała mnie więc poduszka podgrzewana Deluxa z Action. Nie jest to elektryczna wersja z przewodem ani urządzenie, które trzeba podłączać do kontaktu. Jej sekret tkwi w naturalnym wypełnieniu z siemienia lnianego. Pomyślałam, że właśnie czegoś tak prostego brakowało mi na pierwsze chłody. Cena również nie odstraszała. Poduszka kosztuje tylko 29,95 zł, więc wrzuciłam ją do koszyka i postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie będę po nią sięgać.
Poduszka z Action kosztuje tylko 29,95 zł. W środku ma siemię lniane, a na zewnątrz mięciutki plusz
Poduszka Deluxa z Action ma dość nietypowy kształt. Jej środkowa część jest szeroka i podłużna, a po bokach znajdują się długie końce, dzięki którym można wygodniej dopasować ją do ciała. Jej wymiary to około 9,7 × 16,3 × 14 cm. Zewnętrzna warstwa jest pluszowa, więc już sam materiał daje przyjemne, miękkie odczucie podczas użytkowania.
Najważniejsze znajduje się jednak w środku. Poduszka została wypełniona siemieniem lnianym. Po podgrzaniu nasiona stopniowo oddają zgromadzone ciepło. Producent wskazuje również, że gadżet może pomóc rozluźnić napięte mięśnie.
fot. action.com
Dla mnie największą zaletą tej poduszki jest właśnie prostota. Nie potrzebuję przewodu ciągnącego się przez pół kanapy ani kolejnego urządzenia zajmującego gniazdko. Mogę ułożyć ją tam, gdzie akurat chcę poczuć ciepło, i wrócić pod koc. Właśnie tego najczęściej potrzebuję podczas chłodnego wrześniowego wieczoru.
Sama poduszka rachunków nie obniży. Mam jednak kilka sposobów, dzięki którym nie muszę od razu podkręcać kaloryferów
Poduszka z siemieniem lnianym jest tylko jednym z elementów mojego jesiennego zestawu. Gdy temperatura zaczyna spadać, najpierw sięgam po rzeczy, które pozwalają mi zachować komfort bez ustawiania ogrzewania od razu na wysoką temperaturę. Gruby koc, ciepłe skarpety, kapcie i dodatkowa warstwa ubrania brzmią banalnie, ale podczas siedzenia w jednym miejscu naprawdę robią różnicę.
Przed rozpoczęciem sezonu sprawdzam również okolice okien i drzwi. Nieszczelności potrafią szybko wychłodzić pomieszczenie, dlatego warto upewnić się, że chłodne powietrze nie przedostaje się do środka przez zużyte uszczelki. Jednocześnie nie zasłaniam ani nie zatykam kratek wentylacyjnych.
To również może cię zainteresować: Kupiłam w Pepco za 25 zł i postawiłam w sypialni. Ta lampa wygląda jak oszlifowany lodowiec, świeci w 7 kolorach i ma pilot
Kiedy kaloryfery zaczynają już pracować, pilnuję, żeby nie zastawiać ich meblami i nie przykrywać grubymi zasłonami. Ciepłe powietrze powinno mieć możliwość swobodnego rozchodzenia się po pokoju. Wietrzę natomiast krótko i intensywnie.

Obserwuj nas na Google







