Latem wiele z nas marzy o skórze wyglądającej jak po tygodniu spędzonym na słonecznych wakacjach. Niestety rzeczywistość często wygląda nieco inaczej, szczególnie na początku sezonu. Jasna skóra, drobne przebarwienia czy nierówny koloryt potrafią skutecznie odebrać pewność siebie, zwłaszcza gdy zakładamy bardziej odkryte ubrania. Nic więc dziwnego, że coraz częściej szukamy kosmetyków dających szybki i naturalny efekt. Jedno z takich odkryć towarzyszyło mi podczas ostatniego wesela.
Krem rozświetlający z Rossmanna uratował moją weselną stylizację. Efekt na skórze przeszedł moje oczekiwania
Początek lata oznacza u mnie jedno – delikatną opaleniznę, która ma jeszcze bardzo niewiele wspólnego z tym, o czym marzę w środku wakacji. Kilka dni temu wybierałam się na wesele i wiedziałam, że będę miała na sobie dość odkrytą sukienkę. Ramiona, dekolt i nogi były mocno wyeksponowane, więc od razu zaczęłam zastanawiać się, jak poprawić wygląd skóry. Samoopalacz nawet przez chwilę nie był brany pod uwagę. Za każdym razem kończyło się podobnie, czyli plamami, zaciekami i efektem, który bardziej mnie irytował, niż cieszył. Tym razem postanowiłam poszukać czegoś znacznie bezpieczniejszego.
Zobacz także:
To właśnie wtedy wpadł mi w oko krem rozświetlający Lirene Coconut Shine z Rossmanna. Już na opakowaniu obiecywał podkreślenie opalenizny i złocisty blask. Produkt miał sporo pozytywnych ocen, więc stwierdziłam, że zaryzykuję. Kosztował 22,99 zł, czyli niewiele więcej niż dobra kawa i ciastko w kawiarni. Uznałam, że za taką kwotę warto dać mu szansę, szczególnie przed większym wyjściem.
Efekt okazał się naprawdę spektakularny. Po rozprowadzeniu kremu moja skóra od razu nabrała zdrowego, promiennego wyglądu. Opalenizna została wyraźnie podkreślona, a nogi i ramiona wyglądały tak, jakbym wróciła właśnie z krótkiego urlopu. Najbardziej spodobało mi się to, że rozświetlenie nie wyglądało sztucznie. Drobinki subtelnie odbijały światło i pięknie mieniły się w słońcu, ale bez efektu brokatu czy przesady.
Zauważyłam też coś jeszcze. Drobne niedoskonałości stały się znacznie mniej widoczne. Mam na myśli przede wszystkim lekkie przebarwienia i cellulit, który zwykle jest bardziej zauważalny przy mocnym świetle. Dzięki optycznemu wygładzeniu skóra wyglądała na bardziej jednolitą i zadbaną. Producent nie bez powodu wspomina o pigmentach soft-focus, które odbijają światło i poprawiają wygląd skóry. Podczas wesela kilka osób zapytało mnie nawet, czy wróciłam właśnie z wakacji. To był dla mnie najlepszy dowód na to, że zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.
fot. rossmann.pl
Krem rozświetlający Lirene nie tylko upiększa skórę. Formuła dba również o codzienną pielęgnację
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że ten kosmetyk nie kończy swojej roli wyłącznie na efekcie wizualnym. Dopiero po zakupie zaczęłam dokładniej czytać informacje o składzie i okazało się, że producent postawił również na pielęgnację. Formuła zawiera aż 90% składników pochodzenia naturalnego, co przy tego typu produkcie jest naprawdę przyjemnym dodatkiem.
Bardzo ważną rolę odgrywa tutaj organiczna woda kokosowa. To właśnie ona odpowiada za intensywne nawilżenie i odżywienie skóry. Latem, kiedy słońce, klimatyzacja i wysokie temperatury mogą prowadzić do przesuszenia, taki składnik jest na wagę złota. Sama zauważyłam, że po użyciu kremu skóra była przyjemnie miękka i nie sprawiała wrażenia napiętej. W składzie znajdują się również olej migdałowy oraz olej canola. Ich zadaniem jest regeneracja i wygładzenie skóry. Dodatkowo wspierają utrzymanie zdrowego kolorytu. Dzięki temu kosmetyk działa nie tylko powierzchniowo, ale także wspiera codzienną kondycję skóry.
Dużym plusem jest również to, że krem pomaga ograniczać utratę wody z naskórka. Producent podkreśla, że składniki aktywne przenikają do głębszych warstw skóry, zapewniając jej odpowiednie nawilżenie. Nic więc dziwnego, że po kilku użyciach zauważyłam, że skóra wygląda nie tylko bardziej promiennie, ale również zdrowiej. Takie połączenie efektu upiększającego i pielęgnacyjnego bardzo rzadko spotykam w kosmetykach z tej półki cenowej.
To też może cię zainteresować: Biorę portfel i biegnę do Rossmanna. Przy kasie dają gratisy prestiżowej marki
Krem rozświetlający z Rossmanna zbiera mnóstwo pozytywnych opinii. Popularność produktu nie jest przypadkowa
Już same liczby pokazują, że nie jestem jedyną osobą zachwyconą tym kosmetykiem. Produkt zebrał bardzo dużą liczbę opinii wśród użytkowniczek i cieszy się sporą popularnością w sieci. Na stronie Wizaż jest ich ponad 170, a średnia ocen wynosi 4,9/5. To właśnie pozytywne doświadczenia innych użytkowniczek były jednym z powodów, dla których zdecydowałam się wrzucić go do koszyka.
Na stronie Wizaż możemy przeczytać m.in.:
Zostawia piękny efekt rozświetlonej skóry, delikatnie wyrównuje kolor. Idealnie sprawdza się dla podkreślenia opalenizny.
Świetny produkt, niezmiennie do niego wracam w okresie wiosenno letnim, kiedy skóra nabierze lekkiego koloru, bo pięknie podkreśla opaleniznę i świeci się jak miliony monet.
Ciało przepięknie się po nim świeci, został mi on polecony na kursie dla makijażystek, efekt cudowny! Najlepiej wygląda na opalonej skórze, jednak dla bladziochów takich jak ja też się dobrze sprawdza.
Od tamtego wesela sięgam po ten krem znacznie częściej niż tylko na większe wyjścia. Świetnie sprawdza się również na co dzień, gdy chcę szybko dodać skórze blasku i sprawić, żeby wyglądała bardziej promiennie.
Obserwuj nas na Google







