Przez lata wielokrotnie przekonałam się, że tańsze kosmetyki potrafią dorównywać znacznie droższym odpowiednikom. Nie zawsze wysoka cena oznacza przecież lepszą jakość czy większą przyjemność z używania produktu. Właśnie dlatego bardzo chętnie testuję różnego rodzaju zamienniki i budżetowe nowości. Kilka razy udało mi się znaleźć prawdziwe perełki, które zostały ze mną na dłużej. Ostatnio do tej listy dołączył kolejny kosmetyczny hit znaleziony w Lidlu.

Pianki Rituals od lat podbijają łazienki kobiet. Trudno przejść obok nich obojętnie

Jeśli choć raz miałaś okazję używać pianek Rituals, prawdopodobnie dobrze wiesz, skąd bierze się ich popularność. To jedne z tych kosmetyków, które zamieniają zwykły prysznic w mały domowy rytuał pielęgnacyjny. Początkowo mają formę żelu, ale po kontakcie z wodą zmieniają się w gęstą, puszystą pianę. Konsystencja jest bardzo przyjemna, a sam produkt wydaje się bardziej luksusowy niż klasyczny żel pod prysznic.

Zobacz także:

Ogromną rolę odgrywa także zapach. Warianty takie jak Sakura, Karma czy Ayurveda mają swoje wierne fanki na całym świecie. Sama kupiłam jedną z tych pianek jakiś czas temu i rzeczywiście korzystanie z niej było bardzo przyjemnym doświadczeniem. Pachniała pięknie i pozostawiała uczucie komfortu na skórze. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy szybko zużyłam piankę i musiałam kupić kolejną, a za opakowanie o pojemności 200 ml trzeba zapłacić 45 zł. Przyznam szczerze, że nawet jeśli kosmetyk bardzo mi się podobał, trudno było mi uzasadnić regularne wydawanie takiej kwoty.

fot. rituals.com

Pianka pod prysznic pojawiła się na filmiku Portugalki. Kilka sekund nagrania wystarczyło, żebym ruszyła do sklepu

Wieczorem mignęła mi na Instagramie rolka Portugalki pokazującej pianki pod prysznic z Lidla. Nie opowiadała o nich szczegółowo, ale już sam opis nagrania i porównanie do Rituals wystarczyły, żeby wzbudzić moją ciekawość. Od dawna znałam te droższe pianki, dlatego od razu pomyślałam, że warto sprawdzić, czy podobny produkt można znaleźć także w Polsce.

Nie analizowałam składów ani nie szukałam dodatkowych recenzji. Po prostu postanowiłam sprawdzić to osobiście. Następnego dnia pobiegłam do najbliższego Lidla. Ku mojemu zaskoczeniu pianki rzeczywiście były na półce. Nie zastanawiałam się długo. Skoro już je znalazłam, od razu wrzuciłam do koszyka trzy dostępne warianty zapachowe. Uznałam, że jeśli mam je testować, to najlepiej wszystkie naraz.

W Action też znalazłam prawdziwe perełki. Zobacz: HIT z Action za 5 zł robi takie glow na mojej skórze, jak perełka z Douglas za 120 zł. Już nie przepłacam

Pianka pod prysznic z Lidla zrobiła na mnie świetne pierwsze wrażenie. Zielony wariant okazał się moim faworytem

Kiedy wróciłam do domu i ustawiłam wszystkie trzy opakowania obok siebie, jeszcze bardziej zrozumiałam, dlaczego od razu skojarzyły mi się z Rituals. Oczywiście nie twierdzę, że są identyczne, ale wizualnie podobieństwo jest naprawdę zauważalne. Smukłe butelki, charakterystyczne kolory i sama forma pianki przywołują na myśl znacznie droższy kosmetyk.

fot. archiwum prywatne/story.pl

Najbardziej spodobała mi się zielona pianka pod prysznic z Lidla z serii SPA Moments Oriental Herbs & Musk. Producent opisuje ją jako połączenie orientalnych ziół i piżma. Zapach jest relaksujący, przyjemnie otulający i bardzo dobrze sprawdza się wieczorem po intensywnym dniu. Producent wspomina również o kremowej konsystencji oraz uczuciu luksusu podczas kąpieli i rzeczywiście coś w tym jest. Piana jest gęsta i bardzo przyjemna w użyciu.

Na sklepowej półce znalazłam także dwa pozostałe warianty. Różowy pachnie bardziej kwiatowo i przypadnie do gustu osobom lubiącym delikatniejsze aromaty. Pomarańczowy to propozycja dla fanek świeżych, energetycznych nut cytrusowych i pomarańczowych. Każda pianka ma pojemność 200 ml, czyli dokładnie tyle samo, co znacznie droższe odpowiedniki. Największe zaskoczenie czeka jednak przy cenie. Za jedno opakowanie zapłaciłam 9,99 zł. Właśnie wtedy pomyślałam o swojej dawnej piance Rituals i doszłam do wniosku, że czasem naprawdę warto dać szansę tańszym zamiennikom. Za kwotę, którą normalnie wydałabym na jeden kosmetyk znanej marki, mogłam kupić wszystkie trzy warianty i jeszcze zostało mi trochę pieniędzy na inne zakupy.