Zawsze zazdrościłam kobietom, które po pierwszym cieplejszym weekendzie wyglądają jak po długich słonecznych wakacjach. U mnie każda próba opalania kończyła się albo zaczerwienieniem, albo bardzo nierównym kolorem skóry. Właśnie dlatego od dawna ratuję się samoopalaczami i produktami brązującymi.

Problem w tym, że przy bardzo jasnej cerze naprawdę łatwo przesadzić. Za ciemny odcień wygląda sztucznie, a źle dobrany produkt potrafi zrobić plamy na łokciach, kolanach i dłoniach. Przez lata przetestowałam więc mnóstwo pianek, balsamów i kropli brązujących, od drogeryjnych hitów po dużo droższe produkty polecane w internecie. I właśnie dlatego tak bardzo zdziwiło mnie to, co znalazłam ostatnio w Action. Ten żel samoopalający kosztuje tylko 11,99 zł, a daje naprawdę ładny efekt skóry muśniętej słońcem.

Zobacz także:

Testowałam mnóstwo produktów brązujących. Przy jasnej karnacji naprawdę łatwo o efekt „pomarańczy”

Mam bardzo bladą skórę i wiem z doświadczenia, że znalezienie dobrego samoopalacza wcale nie jest takie proste. Wiele produktów wygląda pięknie na zdjęciach albo u influencerek, ale później okazuje się, że na jasnej karnacji tworzą nienaturalny odcień albo robią plamy.

Najgorzej wspominam produkty, które obiecywały „głęboką opaleniznę”. Na mojej skórze często kończyło się to bardzo ciemnym kolorem już po jednej aplikacji. Zdarzały się też samoopalacze, które pięknie pachniały, ale po kilku godzinach zostawiały smugi przy kostkach i kolanach.

Właśnie dlatego z czasem nauczyłam się zwracać uwagę na kilka rzeczy. Dla jasnej karnacji najlepiej sprawdzają się lżejsze formuły, które można stopniowo budować. Dużo lepiej wyglądają też produkty dające delikatny efekt glow zamiast bardzo mocnego brązu już po pierwszym użyciu.

Testowałam pianki, mgiełki, balsamy, krople mieszane z kremem i różne żele brązujące. Jedne wysuszały skórę, inne brudziły pościel albo miały bardzo intensywny zapach. Były też takie, które kosztowały ponad 100 zł, a efekt i tak nie zachwycał. Właśnie dlatego dziś dużo ostrożniej podchodzę do drogich hitów z internetu. Czasami naprawdę lepszy efekt można znaleźć w zwykłym dyskoncie niż w luksusowej drogerii. I właśnie takie miałam odczucia, kiedy zobaczyłam żel samoopalający w Action.

Na początku podeszłam do niego z dystansem. Cena 11,99 zł nie zapowiadała cudów. Pomyślałam raczej, że to kolejny produkt, który skończy na dnie szafki. Po kilku użyciach okazało się jednak, że efekt wygląda dużo lepiej, niż się spodziewałam.

Żel samoopalający z Action daje naturalny efekt. Nie robi smug i pięknie podbija kolor skóry

Żel samoopalający The Beauty Dept. ma formę lekkiego produktu z pompką, dzięki czemu bardzo łatwo rozprowadza się go na skórze. To właśnie konsystencja najbardziej mnie zaskoczyła, bo wiele tanich samoopalaczy jest ciężkich albo klejących. Tutaj wszystko szybko się wchłania i nie zostawia nieprzyjemnej warstwy.

fot. action.com

Według opisu produkt zawiera kwas hialuronowy i ma kokosowy zapach. Faktycznie pachnie dużo przyjemniej niż większość samoopalaczy, które zwykle mają ten charakterystyczny „ciężki” aromat wyczuwalny po kilku godzinach. Bardzo spodobało mi się też to, że efekt nie pojawia się nagle. Skóra wygląda po prostu zdrowiej i bardziej promiennie, jak po kilku dniach lekkiego opalania. Dla mnie to ogromny plus, bo przy jasnej cerze wolę stopniowy efekt niż mocny brąz od razu po jednej aplikacji.

Żel ma delikatne drobinki rozświetlające, dzięki którym ciało wygląda bardziej wakacyjnie. Szczególnie ładnie prezentuje się na nogach i ramionach. Skóra wydaje się gładsza i bardziej świetlista, nawet bez prawdziwej opalenizny. Podoba mi się też opakowanie z pompką. Dzięki niemu łatwiej kontrolować ilość produktu i nic się nie wylewa. To drobiazg, ale przy kosmetykach brązujących naprawdę robi różnicę.

Jak nakładać samoopalacz, żeby uniknąć smug? Kilka prostych zasad robi ogromną różnicę

Przez lata nauczyłam się jednego. Nawet najlepszy samoopalacz może wyglądać źle, jeśli źle go nałożymy. Większość smug nie wynika wcale z kiepskiego produktu, tylko z pośpiechu albo braku przygotowania skóry.

Najważniejszy jest peeling dzień wcześniej. Sucha skóra na łokciach, kolanach czy kostkach dużo mocniej chłonie pigment, dlatego bez peelingu bardzo łatwo o ciemniejsze plamy. Drugą ważną rzeczą jest nakładanie cienkich warstw. Lepiej dołożyć produkt następnego dnia niż od razu przesadzić z ilością. Szczególnie przy jasnej cerze stopniowe budowanie koloru wygląda dużo bardziej naturalnie.

Bardzo pomaga też rękawica do samoopalacza. Odkąd zaczęłam jej używać, praktycznie przestałam mieć problem ze smugami. Produkt rozprowadza się równiej, a dłonie nie robią się pomarańczowe.

Ten produkt również może cię zainteresować: Nie „babcine”, a wygodne jak kapcie i do tego eleganckie. Ciocia chwali te taniutkie sandały Lasockiego

Ja zawsze zaczynam od nóg i kieruję się ku górze. Po aplikacji warto odczekać kilka minut przed ubraniem się. Wiele osób zapomina o tym kroku i później produkt odbija się na ubraniach albo ściera nierównomiernie. Ja zwykle wybieram luźną piżamę albo szerokie ubrania, zanim samoopalacz dobrze się wchłonie.