Jesienią do lasu jeżdżą wszyscy i ci, którzy grzyby zbierają od czterdziestu lat, i wnuki, które robią to pierwszy raz. Sanepid w kilku miastach prowadzi bezpłatne dyżury grzyboznawców, gdzie ktoś fachowy obejrzy cały koszyk, zanim trafi na patelnię. Sprawdziłam, gdzie i kiedy działają w tym sezonie oraz co warto zabrać ze sobą.

Sobota w kalendarzu, nie tylko dzień roboczy


W Poznaniu Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna przyjmuje grzyby do oceny na co dzień, od poniedziałku do piątku w godzinach 7:25–14:30, w gabinecie przy ul. Libelta 36, pokój 113. Od 26 września do 24 października 2026 roku dochodzą też dyżury sobotnie, w godzinach 10:00–16:00 – to właśnie ten weekendowy termin wiele gospodyń odkłada sobie w kalendarzu, bo w tygodniu trudniej wygospodarować czas na dojazd. Usługa jest bezpłatna i nie wymaga wcześniejszej rejestracji.

Zobacz także:

Nie mieszkasz pod Poznaniem? To nie koniec listy


Podobne punkty prowadzi też sanepid w innych miastach, choć zasady różnią się w szczegółach. W Warszawie, przy ul. Nowogrodzkiej 82, grzyboznawca przyjmuje od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00–14:00, ale trzeba się wcześniej umówić telefonicznie. W Bydgoszczy dyżury trwają od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00–13:00, a dodatkowo działają punkty w kilkunastu powiatowych stacjach sanitarno-epidemiologicznych w regionie kujawsko-pomorskim. Najprościej jest zadzwonić do najbliższej stacji sanepidu i zapytać o aktualny grafik – dyżury bywają sezonowe i mogą się zmieniać z roku na rok.

Co musi znaleźć się w koszyku, żeby w ogóle miało sens zabieranie go do oceny


Grzyboznawca ocenia wyłącznie całe, dobrze wykształcone owocniki – z kapeluszem i całym trzonem, bez obcinania. Grzyby powinny być świeże, zebrane najwyżej 48 godzin wcześniej i przechowywane w chłodzie, najlepiej w przewiewnym koszyku, a nie w foliowej reklamówce, w której się spocą. Do oceny nie nadają się grzyby myte, gotowane, mrożone, smażone ani zapleśniałe – takie owocniki tracą cechy, po których można je bezpiecznie rozpoznać. To dobra wiadomość dla każdego, kto zbiera „na wszelki wypadek” wszystko, co wygląda znajomo, a dopiero w domu zaczyna się zastanawiać, co właściwie ma w koszyku.

Zanim wrzuciś grzyby do garnka, wybierz się do grzyboznawcy


To samo dotyczy przetworów – jeśli koszyk ma trafić do słoików albo na suszenie, warto zajrzeć do grzyboznawcy, zanim ktokolwiek zacznie obierać kapelusze. Po obraniu, ugotowaniu czy wysuszeniu ocena nie jest już możliwa, bo znikają cechy, po których można rozpoznać gatunek. Kilka minut przy oknie w sanepidzie to mniej stresu niż zastanawianie się nad otwartym słoikiem tydzień później.

fot. Adobe Stock/Jacek

Dla kogo ten dyżur jest ważniejszy niż zwykła ciekawostka


Szczególnie warto o nim pamiętać, kiedy do lasu wybierają się wnuki – pierwsze grzybobranie często kończy się koszykiem pełnym rzeczy, które „na pewno są jadalne, bo tak się kiedyś mówiło”. To samo dotyczy starszych bliskich, którzy zbierają z pamięci sprzed lat i mogą przeoczyć, że okolica lasu się zmieniła albo że wzrok już nie ten co kiedyś. Moja mama do dziś twierdzi, że rozpozna każdego grzyba po zapachu, a mimo to raz w roku i tak jedziemy razem sprawdzić koszyk u fachowca, bo spokój wart jest jednego przystanku po drodze. 

Jak to wygląda za granicą


W Czechach podobne poradnictwo prowadzi od lat Czeskie Towarzystwo Mykologiczne, które utrzymuje sieć klubów i punktów doradczych działających praktycznie cały rok, częściowo powiązanych z systemem egzaminów dla osób sprzedających grzyby komercyjnie. W Polsce dyżury mają charakter bardziej sezonowy i punktowy, ale kierunek jest ten sam – fachowa ocena koszyka zamiast zgadywania z atlasem w ręku.