Jesienią wystarczyło kilka chłodniejszych nocy i rano znowu widziałam ten sam obraz. Szyby były całe w parze, a przy dolnej krawędzi okna zbierały się krople wody. Przez długi czas po prostu je wycierałam, ale szybko miałam dość codziennego biegania ze ściereczką. Zaczęłam więc szukać prostego sposobu, który pomoże ograniczyć nadmiar wilgoci przy samym oknie. Zamiast kupować kolejny plastikowy pochłaniacz, wykorzystałam rzeczy, które miałam już w kuchennej szafce. Jestem zachwycona efektem.

Co roku jesienią wracał dokładnie ten sam problem. Okna „pociły się” od środka, a rano zbierała się na nich woda

Problem zaczynał się u mnie właściwie wraz z pierwszymi większymi różnicami temperatur jesienią. Na zewnątrz robiło się chłodno, w mieszkaniu było znacznie cieplej, a rano szyby pokrywały się drobnymi kropelkami. W najchłodniejsze dni wody było na tyle dużo, że zbierała się na dole okna i trzeba było ją regularnie wycierać.

Zobacz także:

Nie jest to zresztą nic niezwykłego. Kiedy ciepłe i wilgotne powietrze w pomieszczeniu styka się z chłodną powierzchnią szyby, para wodna może się na niej skraplać. Sytuację potrafią nasilać codzienne czynności, takie jak gotowanie, suszenie prania w mieszkaniu czy długi prysznic. Znaczenie ma też wentylacja, temperatura szyb oraz ogólny poziom wilgotności w domu.

fot. Zarina Lukash/Adobe Stock

Przez pewien czas traktowałam więc mokre okna głównie jako irytujący obowiązek. Rano brałam ściereczkę, zbierałam wodę i zapominałam o sprawie do następnego dnia. Z czasem uznałam jednak, że wolę ograniczyć wilgoć, zamiast ciągle usuwać jej skutki. Właśnie dlatego poza regularnym wietrzeniem zaczęłam szukać czegoś, co mogę ustawić bezpośrednio na parapecie.

Wszyscy polecali mi gotowe pochłaniacze wilgoci. Ja zrobiłam prostszą wersję z tego, co miałam w domu

Pierwszą radą, na którą trafiałam, były oczywiście gotowe pochłaniacze wilgoci. Można kupić niewielkie pojemniki z wkładami, ustawić je na parapecie i regularnie wymieniać zawartość. Nie chciałam jednak dokładać sobie kolejnych kosztów.

Postanowiłam więc wypróbować inny prosty domowy patent. Wykorzystałam niewielką miseczkę lub słoiczek, który i tak stał nieużywany w szafce. Do środka wsypałam składniki, które już i tak zwykle mam pod ręką w mieszkaniu, a gotowy pojemnik postawiłam w pobliżu okna. Przygotowanie go zajęło dosłownie chwilę.

Wsypuję sól i sodę, a na koniec dodaję kilka kropli tego olejku. Później domowy pochłaniacz ląduje na parapecie

Do przygotowania swojej wersji pochłaniacza wilgoci wykorzystuję przede wszystkim sól oraz sodę oczyszczoną. Wsypuję je do szerokiego, otwartego naczynia i ustawiam na parapecie. Sól ma właściwości higroskopijne, więc z łatwością radzi sobie z pochłanianiem wilgoci z otoczenia. Soda oczyszczona również wiąże część wilgoci, a dodatkowo jest często wykorzystywana do neutralizowania nieprzyjemnych zapachów.

Nie trzymam się żadnych proporcji. Przygotowuję po prostu mieszankę soli i sody, która wypełnia sporą część naczynia. Co jakiś czas zaglądam do środka. Jeżeli zawartość mocno się zbryli, zawilgotnieje albo przestanie nadawać się do dalszego używania, wymieniam ją na świeżą. Naczynie ustawiam stabilnie, w miejscu niedostępnym dla dzieci i zwierząt.

Ten domowy sposób z wykorzystaniem zwykłej folii spożywczej jest niewiarygodny. Spróbowałam raz i wracam do niego regularnie: Włóżcie folię spożywczą do zamrażarki, a będziecie zachwyceni. Ten trik powinien znać każdy

Na koniec dodaję jeszcze kilka kropli olejku eterycznego z drzewa sandałowego. Nie zwiększa on zdolności mieszanki do pochłaniania wilgoci. Używam go wyłącznie dla zapachu. Dzięki temu zamiast kolejnego plastikowego pojemnika na parapecie mam prosty domowy pochłaniacz, który przy okazji delikatnie pachnie. Poza domowym pochłaniaczem wilgoci pamiętam też o regularnym wietrzeniu mieszkania i nie zasłanianiu kratek wentylacyjnych.