Koniec sierpnia zawsze przypomina mi, że ciepłe dni nie będą trwały wiecznie. W ogrodzie wciąż jest zielono, ale za kilka tygodni sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Dlatego właśnie teraz staram się wykorzystać to, co przez całe lato rosło na grządkach. Jeden z najprostszych patentów podpatrzyłam u znajomej z działki i od tamtej pory powtarzam go przed nadejściem jesieni. Nie wymaga specjalnych preparatów ani większych wydatków.

Zioła z ogródka mogą zostać ze mną na dłużej. Nie każdy gatunek można jednak dzielić

Pod koniec sierpnia można wykopać część wieloletnich ziół, podzielić rozrośnięte kępy i posadzić je w osobnych doniczkach. Do takiego rozmnażania dobrze nadają się przede wszystkim mięta, melisa, oregano i szczypiorek. Można spróbować również z rozrośniętym tymiankiem, o ile roślina utworzyła już wyraźną kępę z kilkoma ukorzenionymi częściami.

Zobacz także:

Wybieram zawsze zdrowe, mocne okazy, bez uszkodzonych czy przebarwionych liści. Dzięki temu z jednej większej rośliny mogę uzyskać kilka mniejszych praktycznie za darmo. Nie wszystkie popularne zioła można jednak potraktować w ten sposób. Bazylii nie dzielę, ponieważ jest rośliną jednoroczną i nie tworzy wieloletniej kępy, którą można bezpiecznie rozdzielić. Jeśli chcę przedłużyć jej sezon, wykopuję cały okaz z bryłą korzeniową i przesadzam do doniczki albo przygotowuję sadzonki z pędów. Podobnie nie dzielę jednorocznego koperku czy kolendry – w ich przypadku lepszym rozwiązaniem jest wysiew nasion.

Z jednej kępy robię kilka doniczek. Ten prosty sposób nic mnie nie kosztuje

fot: New Africa/AdobeStock

Najważniejsze jest zachowanie korzeni przy każdej oddzielanej części. Nie rozrywam więc rośliny przypadkowo na małe kawałki. Jeśli ziemia jest bardzo sucha, dzień wcześniej lekko ją podlewam, a później zabieram się do pracy:

  1. Ostrożnie wykopuję całą kępę, starając się zachować jak najwięcej korzeni i ziemi wokół nich.
  2. Delikatnie otrząsam nadmiar podłoża, żeby zobaczyć, w których miejscach najłatwiej rozdzielić roślinę.
  3. Dzielę kępę rękami lub czystym, ostrym nożem. Każda nowa część powinna mieć własne korzenie oraz kilka zdrowych pędów.
  4. Przygotowuję doniczki z otworami odpływowymi i wypełniam je świeżym, przepuszczalnym podłożem.
  5. Sadzę każdą część osobno, mniej więcej na tej samej głębokości, na której rosła wcześniej.
  6. Na koniec delikatnie dociskam ziemię i podlewam roślinę, ale nie pozostawiam jej w wodzie.

W ten sposób jedna duża mięta czy oregano może dać mi kilka nowych roślin. Część zostawiam na zewnątrz, a najładniejsze okazy przenoszę do domu.

Jesienią zioła potrzebują trochę innej opieki. Na parapecie liczy się przede wszystkim światło

Po przesadzeniu daję roślinom kilka dni na przyzwyczajenie się do nowych warunków. Gdy zabieram je do mieszkania, wybieram dla nich jasny parapet, bo jesienią naturalnego światła z tygodnia na tydzień jest coraz mniej. Nie stawiam doniczek w głębi pokoju ani tuż przy mocno nagrzewającym się kaloryferze.

Czytaj także: Sąsiadka z działki zdradziła mi darmowy trik na bujnie kwitnące hortensje. Żadne banany i fusy, wystarczy łopatka

Podlewam dopiero wtedy, kiedy wierzchnia warstwa ziemi lekko przeschnie. Nadmiar wilgoci jest szczególnie niebezpieczny w chłodniejszych miesiącach, gdy rośliny rosną wolniej i zużywają mniej wody. Przed wniesieniem do mieszkania dokładnie oglądam też liście i pędy, żeby razem z nimi nie sprowadzić szkodników. Zioła regularnie przycinam i zbieram, ale jesienią robię to oszczędniej niż latem. Nie będą rosły na parapecie równie szybko jak w pełnym sierpniowym słońcu, jednak taki prosty zabieg pozwala znacznie dłużej korzystać ze świeżych listków.