Metamorfoza salonu kojarzyła mi się z remontem, bałaganem i wydatkami, które szybko wymykają się spod kontroli. Tymczasem w Sinsay wypatrzyłam samoprzylepną tapetę w drobne różyczki za 15,99 zł. Ma romantyczny klimat angielskiego cottage, a do jej położenia nie potrzeba tradycyjnego kleju do tapet. Jeśli marzy ci się szybka zmiana wnętrza bez urządzania remontowej rewolucji, ten niepozorny dodatek może dać zaskakujący efekt.
Miałam dość pustej ściany, ale na remont nie było ani czasu, ani ochoty. W Sinsay znalazłam kwiatowy patent za 15,99 zł
Czasem patrzysz na salon i wiesz, że czegoś mu brakuje, ale ostatnią rzeczą, na jaką masz ochotę, jest rozpoczynanie remontu. Nowy kolor ścian oznacza przecież wybieranie farby, zabezpieczanie podłogi i mebli, malowanie, poprawki, a na końcu jeszcze wielkie sprzątanie. Klasyczne tapetowanie też może odstraszać, jeśli nigdy wcześniej się tego nie robiło. Dlatego tak bardzo zwróciła moją uwagę tapeta z Sinsay. Nie dość, że jest samoprzylepna, to jeszcze kosztuje 15,99 zł. Wystarczy spojrzeć na jej wzór, żeby zrozumieć, dlaczego może całkowicie odmienić charakter pokoju. Na jasnym tle rozsypano niewielkie bukieciki różowych kwiatów z zielonymi listkami. Wzór jest delikatny i regularny, ale nie ginie na ścianie.
Zobacz także:
Ma w sobie coś bardzo nostalgicznego – przypomina tapety, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu można było spotkać w angielskich domach, wiejskich posiadłościach czy mieszkaniach naszych babć. Dziś takie motywy wracają w zupełnie nowym kontekście. Zamiast staromodnych wnętrz mamy jasne kanapy, proste drewniane stoliki i naturalne tekstylia, a drobne różyczki są elementem, który dodaje im charakteru. Produkt na stronie Sinsay ma obecnie ocenę 5/5 na podstawie 14 opinii. Sama cena 15,99 zł sprawia natomiast, że można pomyśleć o niewielkiej metamorfozie bez wydawania setek złotych na dekoracje. Trzeba jedynie pamiętać, że ostateczny koszt zależy od powierzchni, którą chcemy pokryć, i liczby potrzebnych rolek.
fot. sinsay.pl
Wygląda trochę jak ściana z angielskiego domku na wsi. „Babcine” różyczki znowu są modne i wcale nie muszą wyglądać staroświecko
Najciekawszy jest dla mnie sam charakter tego wzoru. Jeszcze niedawno drobne różyczki mogły kojarzyć się z wnętrzem, które od lat nie przeszło remontu. Teraz podobna estetyka wraca razem z popularnością cottagecore i grandmillennial. Pierwszy trend czerpie garściami z romantycznej wizji życia na wsi: są w nim kwiaty, drewno, ceramika, naturalne tkaniny i przedmioty, które wyglądają tak, jakby miały swoją historię. Grandmillennial idzie o krok dalej i świadomie wykorzystuje rzeczy przez lata uznawane za „babcine” – kwieciste wzory, porcelanę, dekoracyjne poduszki czy właśnie tapety. Cały sekret polega na tym, z czym je zestawimy. Przy tej tapecie nie dokładałabym już kilku innych mocnych deseni.
Jeśli szukasz więcej aranżacyjnych inspiracji, to też może cię zainteresować: Burgundowy stolik z Jysk pasuje jak ta lala do mojego jesiennego balkonu. Za 25 zł szkoda było nie wziąć
Pozwoliłabym różyczkom grać pierwsze skrzypce, a obok postawiła prostą sofę w kolorze écru, kremowym lub jasnobeżowym. Do tego drewniany stolik, lniane zasłony i kilka dodatków w zgaszonej zieleni. Jeśli chcesz pójść jeszcze bardziej w angielski klimat, świetnie sprawdzi się ceramiczny wazon z kwiatami, dekoracyjna lampka i poduszka z subtelnym haftem. Z kolei w nowoczesnym salonie kwiatowa ściana może być ciekawym kontrastem dla bardzo prostych mebli. Nie trzeba też oklejać całego pomieszczenia. Taki wzór widzę na jednej ścianie za kanapą, we wnęce albo na fragmencie ściany, który chcemy wizualnie wyróżnić. Dzięki temu romantyczny motyw nie przytłoczy wnętrza, a jednocześnie stanie się jego najbardziej charakterystycznym elementem.
Najbardziej przekonało mnie jedno słowo: samoprzylepna. Bez tradycyjnego kleju metamorfoza przestaje brzmieć jak wielki remont
To właśnie samoprzylepna forma jest największym haczykiem dla kogoś, kto chce szybkiej zmiany. Klasyczne tapetowanie potrafi być przedsięwzięciem, szczególnie jeśli trzeba przygotować klej i pilnować jego równomiernego nakładania. Tutaj warstwa klejąca jest już częścią produktu, więc odpada przynajmniej jeden etap pracy. Nie oznacza to jednak, że tapetę warto przyklejać w pośpiechu. Jeśli zależy ci na ładnym efekcie, powierzchnia powinna być odpowiednio przygotowana – przede wszystkim czysta, sucha, gładka i pozbawiona kurzu czy tłustych zabrudzeń. Przed rozpoczęciem pracy warto też dokładnie wymierzyć ścianę i rozplanować ułożenie kolejnych fragmentów tak, żeby kwiatowy wzór wyglądał spójnie.
Materiał najlepiej przyklejać stopniowo, wygładzając powierzchnię i pilnując, by pod spodem nie zostały pęcherzyki powietrza. W przypadku konkretnej ściany trzeba też wcześniej upewnić się, że jej rodzaj i wykończenie nadają się pod produkt samoprzylepny oraz stosować się do zaleceń producenta. Największą zaletą pozostaje jednak to, że taka zmiana nie musi oznaczać wielodniowego remontu. Przy niewielkiej powierzchni można zaplanować ją jako weekendowy projekt. Rano przygotować ścianę i wszystko wymierzyć, później zabrać się za aplikację, a wieczorem ustawić meble i dodatki. Efekt może być nieporównywalnie większy niż przy zakupie kolejnej poduszki czy świeczki, bo zmienia się całe tło pomieszczenia.
Za 15,99 zł można zacząć małą wnętrzarską rewolucję. Ja wykorzystałabym ją nie tylko za kanapą
Tapeta kojarzy się przede wszystkim ze ścianą, ale przy dekoracyjnych produktach samoprzylepnych możliwości jest więcej – o ile producent dopuszcza aplikację na daną powierzchnię. Kwiatowy wzór może być ciekawym sposobem na podkreślenie niewielkiej wnęki albo fragmentu pomieszczenia. Sama najchętniej wykorzystałabym go za sofą lub w sypialni za zagłówkiem łóżka, bo właśnie tam romantyczne różyczki mogą stworzyć wyjątkowo przytulne tło. Ciekawie wyglądałyby również w domowym kąciku do czytania, w którym stoi fotel, niewielki stolik i lampa. Wtedy nie potrzeba wielu dekoracji – ściana robi większość pracy.

Obserwuj nas na Google







