Zmarszczka między brwiami potrafi stać się widoczna szybciej niż inne linie na twarzy, a kiedy już ją zauważę, mój wzrok mimowolnie wędruje właśnie w to miejsce. Tym razem zamiast dokładać do pielęgnacji kolejne serum czy krem, zainteresował mnie znacznie bardziej nietypowy kosmetyk. W Rossmannie znalazłam hydrożelowy płatek Biotaniqe Professional przeznaczony specjalnie do pielęgnacji czoła i „lwiej zmarszczki”. Kosztuje 10,99 zł, a jego skład i sposób użycia przypominają mi mały domowy rytuał rodem z gabinetu kosmetycznego.
Nie pod oczy i nie na usta – ten płatek ląduje prosto na czole. W Rossmannie znalazłam kosmetyk wymierzony w „lwią zmarszczkę”
Hydrożelowe płatki najczęściej kojarzyły mi się do tej pory z pielęgnacją okolicy oczu. Nakładam je na kilkanaście minut, kiedy skóra wygląda na zmęczoną i potrzebuję szybkiego domowego rytuału. Biotaniqe Professional podchodzi jednak do tematu inaczej. Marka przygotowała jeden duży hydrożelowy płatek przeznaczony właśnie na czoło, czyli miejsce, w którym u wielu osób stosunkowo wcześnie pojawiają się linie mimiczne. Szczególnie charakterystyczna jest tzw. lwia zmarszczka, czyli pionowe bruzdy pomiędzy brwiami, które uwidaczniają się między innymi podczas marszczenia czoła.
Zobacz także:
Na opakowaniu produktu zaznaczono zarówno tę okolicę, jak i bruzdy czołowe. Sam płatek z Rossmanna ma więc bardziej precyzyjne zastosowanie niż klasyczna maseczka nakładana na całą twarz. Dla mnie to ciekawy pomysł szczególnie wtedy, kiedy reszta skóry nie potrzebuje intensywnej pielęgnacji, a chciałabym skupić się właśnie na czole. Nie oczekiwałabym oczywiście, że pojedynczy kosmetyk trwale „wyprasuje” zmarszczki. Mimika, wiek, genetyka czy ekspozycja na słońce mają ogromny wpływ na ich wygląd. Hydrożelowy płatek może natomiast zapewnić intensywną pielęgnację, nawilżenie i wygładzenie skóry, dzięki czemu linie mogą wyglądać na mniej wyraźne. To zdecydowanie rozsądniejszy sposób patrzenia na podobne produkty niż oczekiwanie efektu porównywalnego z profesjonalnymi zabiegami.
fot. rossmann.pl
Mucyna ślimaka, peptydy i probiotyki zamknięto w jednym hydrożelowym płatku. Skład brzmi jak znacznie droższa kuracja
To właśnie skład sprawił, że zatrzymałam się przy tym produkcie na dłużej. Biotaniqe Professional zawiera 2 proc. mucyny ślimaka, opatentowany kompleks peptydów MATRIXYL® 3000 oraz probiotyki pro.aQua. Według informacji producenta formuła została opracowana z myślą o wygładzaniu bruzd czołowych, poprawie jędrności oraz zmniejszeniu widoczności zmarszczek. Mucyna ślimaka jest składnikiem dobrze znanym z kosmetyków pielęgnacyjnych, szczególnie tych nastawionych na regenerację i nawilżenie. Peptydy z kolei od dawna pojawiają się w produktach przeznaczonych do pielęgnacji skóry dojrzałej. Producent podkreśla również obecność probiotyków, które mają wspierać pożyteczną mikroflorę skóry.
Chcesz więcej polecajek kosmetycznych? To też warto sprawdzić: Znajoma zapytała co to za perfumy, a to moja odżywka do włosów. Zapachowa "mgiełka" unosi się przy każdym ruchu
Ciekawa jest sama hydrożelowa forma. Płatek wykonano z humektantów o właściwościach nawilżających i ujędrniających, a po nałożeniu na skórę tworzy on warstwę okluzyjną. W praktyce właśnie dlatego tego rodzaju maski tak dobrze wpisują się w domowe rytuały pielęgnacyjne – przylegają do konkretnego miejsca i pozwalają przez określony czas pozostawić na nim kosmetyczną formułę. Według deklaracji marki produkt zawiera 97 proc. składników pochodzenia naturalnego i został przebadany dermatologicznie. Wszystko to zamknięto w jednorazowym opakowaniu zawierającym jeden płatek. To raczej kuracja „na specjalną okazję” albo uzupełnienie codziennej pielęgnacji niż produkt, którym zastąpiłabym podstawowy krem nawilżający.
Kosztuje 10,99 zł, więc potraktowałabym go jak domowe SPA przed ważnym wyjściem. Wystarczy chwila tylko dla siebie
Cena hydrożelowego płatka Biotaniqe Professional w Rossmannie wynosi 10,99 zł. I właśnie w tym kontekście produkt wydaje mi się najciekawszy. Nie muszę kupować całego słoiczka kolejnego kosmetyku, żeby sprawdzić, czy taka forma pielęgnacji mi odpowiada. Dostaję pojedynczy płatek i mogę urządzić sobie mały rytuał wtedy, kiedy najbardziej mam na niego ochotę. Widzę go przede wszystkim jako dodatek do wieczornej pielęgnacji przed ważnym dniem. Zmywam makijaż, oczyszczam twarz, odkładam telefon, nakładam płatek zgodnie z instrukcją producenta i przez chwilę po prostu odpoczywam.
Taki kosmetyk można również zabrać na weekendowy wyjazd, ponieważ płaskie opakowanie zajmuje zdecydowanie mniej miejsca niż kolejne pudełko z maseczką. Przy okazji cena 10,99 zł sprawia, że może być ciekawym drobiazgiem dorzuconym do domowego zestawu SPA. Warto tylko zachować właściwe oczekiwania. Kosmetyki nawilżające i wygładzające mogą sprawić, że powierzchnia skóry wygląda lepiej, jest bardziej miękka i elastyczna, ale nie usuwają na stałe głębokich zmarszczek mimicznych. Jeżeli więc po jednym użyciu „lwia zmarszczka” nadal będzie obecna, nie oznacza to, że produkt nie zrobił niczego – po prostu kosmetyczna pielęgnacja ma inne możliwości niż procedury wykonywane w gabinecie. Ja patrzyłabym przede wszystkim na to, jak po zastosowaniu wygląda i zachowuje się skóra: czy jest przyjemnie nawilżona, wygładzona i bardziej sprężysta.
Zamiast kolejnego słoiczka wybieram precyzyjną pielęgnację jednego miejsca. Ten kosmetyczny gadżet ma szansę zostać moim patentem przed wielkim wyjściem
Najbardziej podoba mi się pomysł, że nie każda maseczka musi obejmować całą twarz. Czasami chcę skoncentrować pielęgnację dokładnie tam, gdzie skóra danego dnia najbardziej zwraca moją uwagę. Płatki pod oczy już nikogo nie dziwią, więc dlaczego podobnego rozwiązania nie zastosować na czole? Szczególnie że jest to okolica intensywnie pracująca podczas mimiki i właśnie tam często zauważamy pierwsze wyraźniejsze linie.
Biotaniqe Professional wyróżnia się więc przede wszystkim formą: jeden hydrożelowy płatek, konkretna okolica i zestaw składników aktywnych ukierunkowanych na pielęgnację skóry dojrzałej. Za 10,99 zł można potraktować go jako niedrogi kosmetyczny eksperyment albo element wieczornego SPA. Sama nie nazywałabym go zamiennikiem zabiegów ani cudownym sposobem na trwałe pozbycie się „lwiej zmarszczki”. Znacznie bardziej przekonuje mnie obietnica intensywnego nawilżenia, wygładzenia i poprawy wyglądu skóry. Jeśli przy okazji bruzdy po takim pielęgnacyjnym seansie będą prezentowały się subtelniej, tym lepiej. A że cały rytuał kosztuje mniej niż niejeden deser i nie wymaga nawet wychodzenia z łazienki, to jest dokładnie ten rodzaj kosmetycznej ciekawostki, który chętnie trzymałabym w szufladzie na specjalną okazję.

Obserwuj nas na Google







