Jesienią zawsze mam ochotę nieco ocieplić salon i nadać mu sezonowego klimatu po letnich miesiącach. Latem wystarczają mi jasne kolory i niewiele dodatków, ale wraz z pierwszymi chłodniejszymi wieczorami zaczynam wyciągać brązy, pomarańcze i wszystko, co sprawia, że kanapa wygląda przytulniej. W tym roku postawiłam sobie jednak jeden warunek. Nie będę wymieniać połowy wyposażenia tylko po to, żeby przez kilka miesięcy cieszyć się sezonową aranżacją. Zamiast tego wyznaczyłam sobie limit 60 zł i postanowiłam sprawdzić, ile da się z niego wycisnąć.
Sezonowa metamorfoza salonu wcale nie musi kosztować fortuny. Pepco ma jesienne dekoracje za grosze
Przez długi czas miałam trochę błędne podejście do sezonowego dekorowania mieszkania. Kiedy oglądałam piękne jesienne aranżacje, od razu widziałam nowy koc, kilka poduszek, świece, wazony, zasłony i jeszcze dekoracje na stolik. Gdybym chciała kupić wszystko jednocześnie, faktycznie zrobiłaby się z tego pokaźna suma.
Zobacz także:
Z czasem zauważyłam jednak, że wcale nie potrzebuję aż tylu rzeczy. Salon może wyglądać zupełnie inaczej już nawet po wymianie dwóch czy trzech dodatków. Szczególnie łatwo zrobić to tekstyliami, bo wystarczy wprowadzić nowy kolor, żeby cała kanapa nabrała innego charakteru.
W tym roku powiedziałam więc sobie jasno, że na pierwsze jesienne zakupy przeznaczam maksymalnie 60 zł. Ani złotówki więcej. Chciałam znaleźć coś, co rzeczywiście będzie widoczne w salonie, zamiast przynieść do domu pięć drobiazgów, które później zginą pomiędzy pozostałymi dekoracjami.
Zajrzałam do Pepco i właściwie od razu wiedziałam, że nie będę miała problemu z wykorzystaniem swojego budżetu. W jesiennej ofercie znalazłam sporo dodatków w kolorach, które teraz najbardziej mi się podobają. Były głębokie brązy, cieplejsze odcienie, kwiatowe motywy i ozdobne detale. Najbardziej interesowały mnie poduszki. Mam jasną sofę, więc właśnie na niej najłatwiej pokazać zmianę pory roku. Wtedy na półce w Pepco zobaczyłam model w zgaszonym, ceglanym odcieniu. A gdy zobaczyłam cenę, szybko policzyłam, że mój limit wystarczy dokładnie na dwie sztuki.
Poduszki z Pepco w kolorze zgaszonej cegły to mój hit jesieni 2026. Lilia i perełkowe wykończenie sprawiają, że nie potrzebuję już wielu innych ozdób
Poduszka dekoracyjna z Pepco kosztuje 30 zł, więc za dwie zapłaciłam dokładnie zaplanowane 60 zł. Tym sposobem wykorzystałam cały swój budżet, ale ani trochę go nie przekroczyłam.
Każda poduszka ma 30 x 50 cm, czyli prostokątny fason. To akurat bardzo mi odpowiada, ponieważ mam już na kanapie klasyczne kwadratowe poduszki. Dorzucenie dwóch mniejszych, podłużnych modeli sprawia, że całość wygląda ciekawiej.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Najważniejszy jest jednak motyw. Na ceglastym tle znajduje się duża lilia, która od razu przyciąga wzrok. Kwiat jest jasny, pojawiają się przy nim również zielone elementy, dzięki czemu dekoracja nie jest jednolicie pomarańczowa. Wzór jako haftowany, a detale subtelnie podkreślają kwiatowy motyw.
Mnie spodobało się również wykończenie brzegu. Wokół poduszki biegnie dekoracyjna lamówka, która sprawia, że całość wygląda bardziej elegancko. To niewielki szczegół, ale właśnie takie detale najbardziej zwracają moją uwagę przy niedrogich dekoracjach. Po zakupach zabrałam swoje dwie sztuki do domu i ułożyłam po przeciwnych stronach sofy. Nie dokładałam już kolejnych mocno wzorzystych poduszek, ponieważ lilia sama w sobie jest wystarczająco dekoracyjna.
Do nowych poduszek dorzucam pomarańczowy koc, który został mi z poprzedniego roku. Zastanawiam się jeszcze nad pachnącą świecą
Najlepsza oszczędność zaczęła się tak naprawdę dopiero po powrocie do domu. Zamiast zastanawiać się, co jeszcze powinnam dokupić do nowych poduszek, zajrzałam do szafy z tekstyliami. Leżał tam mój pomarańczowy koc z poprzedniego sezonu. Nadal dobrze wygląda, nadal z niego korzystam i kolorystycznie pasuje do nowych poduszek. Nie widzę więc najmniejszego sensu, żeby kupować kolejny tylko dlatego, że pojawiły się nowe jesienne kolekcje.
To również może cię zainteresować: W Tedi dopakowali towar po sam sufit. Jako naczelny zmarzluch wzięłam tego „misia” dla 2 osób. Prosto z Dortmundu, a niedrogo
Pomarańczowy koc położyłam luźno na jednym końcu kanapy. Obok znajdują się nowe poduszki z liliami. Przy jasnej sofie takie kolory są wystarczająco mocne, żeby całość wyglądała bardziej jesiennie. Zastanawiam się jeszcze nad jednym dodatkiem, czyli świecą. Tym razem nie chodzi mi nawet wyłącznie o wygląd. Chciałabym znaleźć zapach, który będzie pasował do chłodniejszych wieczorów i sprawi, że w salonie zrobi się jeszcze przyjemniej.

Obserwuj nas na Google







