Jesienią mój salon zawsze trochę się zmienia. Jasne, lekkie dodatki chowam do szafy, a na ich miejsce wyciągam rzeczy, które sprawiają, że podczas chłodnego wieczoru naprawdę chce mi się zostać w domu. Nie robię wielkiej rewolucji i nie kupuję wszystkiego od nowa. Wolę kilka dobrze wybranych dodatków, szczególnie takich, które poza wyglądem mają też konkretne zastosowanie.
Jesienią wymieniam letnie dekoracje na klimatyczne dodatki, ale nie chcę rzeczy, które tylko stoją i zbierają kurz. Ciepły koc jest u mnie numerem 1
Mam słabość do jesiennych dekoracji, ale z roku na rok coraz rozsądniej podchodzę do ich kupowania. Kiedyś wystarczyło, że zobaczyłam ładną figurkę, świecznik albo kolejną ozdobną poduszkę i już zastanawiałam się, gdzie ją postawić. Potem przychodził koniec sezonu i nagle trzeba było znaleźć miejsce na całe pudło dodatków.
Zobacz także:
Teraz wolę rzeczy praktyczne. Zamiast kolejnej ozdoby na komodę chętniej kupię poszewkę lub porządny koc. Ten ostatni jest dla mnie jesienią absolutną podstawą. Jestem strasznym zmarzluchem. Wystarczy kilka chłodniejszych wieczorów i już siedzę na kanapie przykryta od stóp do pasa. Koc mam właściwie zawsze pod ręką. Przydaje się podczas oglądania serialu, czytania, popołudniowej drzemki, a nawet wtedy, gdy rano piję kawę i w mieszkaniu jest jeszcze trochę chłodno.
Do tego taki tekstylny dodatek potrafi naprawdę zmienić wygląd pokoju. Wystarczy przewiesić jasny, miękki koc przez oparcie kanapy albo ułożyć go w fotelu. Salon od razu robi się bardziej przytulny, a ja nie muszę kupować pięciu nowych dekoracji tylko dlatego, że rozpoczął się kolejny sezon.
W tym roku postanowiłam więc trzymać się zasady, że moje jesienne zakupy mają przede wszystkim przydawać się na co dzień. Koc znalazł się na pierwszym miejscu listy. Tym bardziej że te, które miałam w domu, zdecydowanie najlepsze czasy miały już za sobą.
Moje stare koce były już mocno zużyte, więc ruszyłam po nowy. Najpierw zajrzałam do Home&You, ale ceny mnie zniechęciły. Dałam szansę Tedi
Mam w domu kilka koców, ale po kolejnych sezonach naprawdę zaczęły wyglądać średnio. Jeden stracił swoją miękkość, drugi był już mocno wyeksploatowany. Stwierdziłam więc, że tym razem zamiast kupować kolejny przypadkowy drobiazg do salonu, wymienię rzecz, z której rzeczywiście korzystam niemal każdego dnia.
Zaczęłam od Home&You. Oglądałam tam polarowe koce i bardzo szybko zorientowałam się, że za jedną sztukę musiałabym wydać mniej więcej od 140 do 200 zł. Przy moim założonym budżecie było to zdecydowanie za dużo. Szczególnie że zależało mi na dużym kocu, pod którym zmieszczą się dwie osoby. Nie twierdzę, że taka cena jest nieuzasadniona, bo wszystko zależy od konkretnego produktu, wykonania i materiału. Sama po prostu nie chciałam tym razem wydawać prawie 200 zł na koc. Wyszłam więc bez niczego. I dobrze, bo później weszłam jeszcze do Tedi.
W Tedi trafiłam akurat na dużą dostawę i towaru było tyle, że kartony sięgały niemal po sufit. Wśród nowych dekoracji wypatrzyłam mięciutki koc za 90 zł, który ma 150 na 200 cm
To był ten rodzaj wizyty w sklepie, podczas której człowiek od razu zaczyna się rozglądać, bo czuje, że właśnie pojawiło się coś nowego. Towaru było naprawdę sporo, a ja oczywiście zaczęłam sprawdzać, co kryje się między kolejnymi jesiennymi rzeczami. Moją uwagę ostatecznie przyciągnęły jednak nie dekoracje, tylko koce. Jeden z nich był dokładnie tym, czego szukałam. Jasny, neutralny kolor pasuje mi do salonu, ale najważniejsza okazała się jego miękka, przyjemna w dotyku powierzchnia.
Na metce znalazłam konkrety. Koc z Tedi kosztuje 90 zł i ma wymiary 150 x 200 cm. To dla mnie bardzo wygodny rozmiar, bo nie jest to mały kocyk, którym przykryję jedynie nogi. Przy takich wymiarach spokojnie mogę używać go na kanapie razem z drugą osobą.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Od razu spodobał mi się jego wygląd. Nie ma mocnych wzorów ani sezonowych nadruków, więc nie będę musiała chować go wraz z ostatnią jesienną dynią. Jasny kolor mogę zostawić na kanapie także zimą, a nawet wiosną. To dla mnie kolejny plus, bo właśnie takich uniwersalnych zakupów szukam coraz częściej.
Cena przekonała mnie ostatecznie. Po wcześniejszym oglądaniu koców kosztujących około 140, 160 czy nawet 200 zł ta kwota wydała mi się znacznie łatwiejsza do zaakceptowania. Szczególnie przy wymiarach 150 x 200 cm.
To również może cię zainteresować: Do pani z Castoramy, która pokazała mi bujany fotel bouclé z przeceny - dziękuję! Ma solidne płozy i wytrzymałą tapicerkę, a jaki wygodny
Jesienią przewieszę go przez sofę i już w ten sposób będzie pełnił funkcję dekoracyjną. A kiedy wieczorem zrobi się zimno, zamiast patrzeć na kolejną sezonową ozdobę, po prostu zdejmę mojego miękkiego „misia” z oparcia i się nim przykryję. Takie jesienne dodatki zdecydowanie lubię najbardziej.

Obserwuj nas na Google







