Jesienią pogoda potrafi zmienić się w ciągu kilku godzin. Rano wychodzę z domu przy słońcu, a po południu wracam po mokrych chodnikach pełnych kałuż. W takich warunkach szkoda mi ulubionych botków, szczególnie gdy czeka mnie spacer z psem albo szybkie wyjście do sklepu. Dlatego o tej porze roku zawsze staram się mieć pod ręką obuwie, któremu niestraszna kapryśna aura. Tym razem znalazłam je w Biedronce. 

Kalosze z Biedronki wyglądają jak klasyczne botki. Zamierzam nosić je nie tylko podczas spacerów z psem

Wczoraj wieczorem przeglądałam gazetkę Biedronki z najnowszymi produktami i praktycznie od razu zatrzymałam się przy tych kaloszach. Wydały mi się świetną opcją na jesień, szczególnie na spacery z psem oraz szybkie wyjścia po zakupy. Najbardziej spodobało mi się jednak to, że nie wyglądają jak typowe gumiaki. Krótka cholewka, elastyczne wstawki po bokach oraz prosta forma sprawiają, że na pierwszy rzut oka przypominają ponadczasowe botki.

Zobacz także:

Właśnie takiego rozwiązania szukałam. Nie chcę mieć w szafie kolejnych butów przeznaczonych wyłącznie na kilkunastominutowy spacer podczas deszczu. Ten model bez problemu wyobrażam sobie w codziennych zestawach. Zamierzam nosić te kalosze do jeansów, ale równie chętnie połączę je z sukienką i cieplejszym płaszczem. Dzięki temu podczas brzydkiej pogody nie będę musiała wybierać pomiędzy praktycznym obuwiem a stylizacją, w której dobrze się czuję.

Do zakupu dodatkowo zachęciła mnie cena. Kalosze kosztują tylko 39,99 zł, więc jak na jesienne obuwie jest to naprawdę niewiele. Nie chciałam zwlekać, dlatego dzisiaj oczywiście byłam w Biedronce, żeby je upolować. Takie niedrogie hity potrafią szybko znikać z półek. Podczas moich zakupów modeli było jeszcze całkiem sporo, ale mimo wszystko radziłabym się pospieszyć.

fot. biedronka.pl

Jesienna plucha przestaje być problemem, gdy na nogach mam kalosze. Antypoślizgowa podeszwa przydaje się na mokrych chodnikach

Kalosze na jesień mają dla mnie przede wszystkim jedno zadanie. Chcę móc przejść po mokrym chodniku, błocie czy niewielkiej kałuży bez ciągłego zastanawiania się, czy za chwilę zniszczę swoje buty i będę miała mokre skarpetki. Najważniejszym zadaniem kaloszy jest nieprzepuszczanie wody do środka. Takie buty nie przemakają.

W modelu z Biedronki zwróciłam uwagę również na antypoślizgową podeszwę. Jesienią ma to dla mnie spore znaczenie. Mokre liście, deszcz i błoto potrafią sprawić, że nawet dobrze znana trasa nagle robi się bardzo śliska. Wolę więc mieć na nogach buty z podeszwą przygotowaną na takie warunki, szczególnie gdy idę szybkim krokiem albo prowadzę psa na smyczy. Podoba mi się również to, że praktyczne rozwiązania nie wpłynęły tutaj na wygląd butów.

Lidl też ma świetne buty na jesień. Zobacz: Mają elegancki szpic, ale nie ściskają palców. Polki polecają sobie te botki z Lidla dla szerokich stóp. Skórzane, do biura

Czarne kalosze łatwo dopasuję do jesiennej garderoby. Matowe wykończenie wybrałam ze względu na jego stonowany wygląd

Kolor tych butów jeszcze bardziej przemawia na ich korzyść. Kalosze są czarne, a w gazetce zaznaczono, że można dostać również wersję błyszczącą. Ja zdecydowałam się na matowe wykończenie, ponieważ wydaje mi się bardziej stonowane i łatwiejsze do wykorzystania w zwykłych, codziennych stylizacjach.

Czarne buty to dla mnie podstawa jesiennej garderoby. O tej porze roku często sięgam po brązy, bordo, khaki oraz ciemną zieleń, a czerń dobrze łączy się z każdą z tych barw. Nie wysuwa się przy tym na pierwszy plan i nie zaburza całej stylizacji, tylko subtelnie ją dopełnia. Dzięki temu całość wygląda spójnie, nawet gdy łączę ze sobą kilka typowo jesiennych kolorów.

Czerń jest też praktyczna podczas deszczowej pogody, bo drobne zabrudzenia nie rzucają się na niej w oczy tak szybko jak na jasnych butach. Najważniejsza pozostaje jednak dla mnie jej ponadczasowość. Trendy obuwnicze zmieniają się co sezon, ale proste czarne botki regularnie do nich wracają. Kalosze z Biedronki mocno je przypominają, dlatego jestem przekonana, że za rok nadal będę chętnie po nie sięgała.