Wrzesień ma dla mnie jeden zapach, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. To zapach świeżych grzybów przyniesionych prosto z lasu. Kiedy trafiam na dobry dzień, szybko okazuje się jednak, że pełny koszyk to dopiero początek pracy. Grzyby trzeba przebrać, oczyścić i zdecydować, co z nimi zrobić. Część od razu trafia do kuchni, inne odkładam do dalszej obróbki. Najwięcej zachodu zawsze miałam z suszeniem, szczególnie wtedy, gdy chciałam przygotować większą partię. Dopiero zakup odpowiedniego urządzenia sprawił, że przestałam traktować ten etap jak najbardziej męczącą część grzybobrania. Co więcej, mogę na tym „interesie” sporo zarobić.
Im dalej we wrzesień, tym bardziej czekam na prawdziwy wysyp grzybów. Co roku staram się wykorzystać sezon najlepiej, jak tylko potrafię
Na początku września zaczynam zdecydowanie częściej spoglądać na pogodę. Interesuje mnie już nie tylko to, czy następnego dnia będzie padało, ale też jakie warunki panują w lesie. Kiedy sezon zaczyna się rozkręcać, każda wolna chwila może skończyć się u mnie spacerem z koszykiem.
Zobacz także:
Grzybobranie lubię przede wszystkim dla samej przyjemności chodzenia po lesie. Nie ukrywam jednak, że kiedy trafia się naprawdę dobry wysyp, staram się wykorzystać go maksymalnie. Zjedzenie wszystkiego na bieżąco byłoby przecież niemożliwe. Część grzybów wykorzystuję od razu. Z pozostałymi trzeba zrobić coś, co pozwoli zachować je na później.
Można je odpowiednio przygotować do mrożenia, marynowania albo suszenia. Ten ostatni sposób jest dla mnie szczególnie ważny, ponieważ dobrze przygotowane suszone grzyby można później wykorzystać w kuchni, ale mogą też znaleźć kupca.
I właśnie tutaj zaczyna się największe wyzwanie przy obfitych zbiorach. Pełny koszyk wygląda wspaniale na zdjęciu z lasu, ale po powrocie do domu zaczyna się prawdziwa praca. Każdy grzyb trzeba dokładnie obejrzeć, oczyścić i wysuszyć przed sprzedażą. Do niedawna robiłam to domowym sposobem. W pewnym momencie zaczęło brakować mi miejsca na kolejne partie.
Przez lata suszyłam grzyby tradycyjnym sposobem i szybko brakowało mi miejsca. Suszarka do grzybów zmieniła wszystko
Przez długi czas radziłam sobie najprostszym sposobem. Kiedy zaczynał się sezon grzewczy, wykorzystywałam ciepło kaloryfera. Grzyby rozkładałam w woreczkach na grzejniku i regularnie sprawdzałam, jak wygląda sytuacja. Przy niewielkich zbiorach można było sobie z tym poradzić.
Problem pojawiał się wtedy, kiedy z lasu wracałam z naprawdę udaną zdobyczą. Miejsca przy kaloryferze nagle robiło się zdecydowanie za mało. Kolejne grzyby czekały na swoją kolej, a ja zamiast cieszyć się zbiorami, zastanawiałam się, gdzie rozłożyć następną partię. Do tego dochodziła zależność od ogrzewania. Wrześniowy sezon grzybowy może być już bardzo udany, a przecież nie zawsze jest wtedy na tyle chłodno, żeby w domu działały kaloryfery. Włączanie ogrzewania tylko po to, żeby suszyć grzyby, nie miało dla mnie większego sensu.
Rok temu postanowiłam więc wypróbować suszarkę spożywczą. I dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo brakowało mi takiego rozwiązania. Największą różnicę odczułam przy większych zbiorach. Mogłam sprawniej przerabiać kolejne partie i przygotowywać więcej suszonych grzybów w krótszym czasie. W moim przypadku przełożyło się to również na możliwość przygotowania większej ilości na sprzedaż.
Suszarka do grzybów to must-have przy większych zbiorach. 5-poziomowy model z Biedronki trafił na promocję
Ja zaopatrzyłam się w taki sprzęt już rok temu, ale w internetowej ofercie Biedronki znalazłam suszarkę do grzybów Adler za 105 zł. Promocyjna cena obowiązuje do 30 września 2026 roku. Urządzenie ma pięć tac. To właśnie taka piętrowa konstrukcja jest dla mnie największą zaletą suszarek spożywczych, ponieważ pozwala wykorzystać miejsce w pionie.
fot. home.biedronka.pl
Łączna powierzchnia suszenia tego modelu wynosi 2310 cm². Każda tacka ma 2,5 cm wysokości. Tace wykonano z polipropylenu, a ich rozmieszczenie zapewnia równomierny obieg powietrza. Przydatny jest również panel sterowania z wyświetlaczem LCD. Zakres temperatur wynosi od 35 do 70 stopni Celsjusza. Do dyspozycji jest także timer, który pozwala ustawić czas pracy od 1 do 70 godzin. Parametry można więc dopasować do tego, co akurat trafia do suszarki.
To również może cię zainteresować: 10.09 robię miejsce w kuchni na śliwkowe garnki Magdy Gessler z Biedronki. 3 rodzaje, nieprzywierająca powłoka, cena rewelka
Model nadaje się również do suszenia owoców, warzyw, mięsa, roślin, ziół oraz przypraw. Można więc korzystać z niego także wtedy, kiedy sezon grzybowy już się skończy. Urządzenie wyposażono też w zabezpieczenie przed przegrzaniem, które automatycznie je wyłącza w razie potrzeby. Gdybym wiedziała wcześniej, jak dużą różnicę zrobi u mnie taki prosty sprzęt, nie czekałabym z zakupem tak długo.

Obserwuj nas na Google







