Jesienią w moim domu zaczyna się odwieczna dyskusja o temperaturze. Jednej osobie jest idealnie, druga najchętniej odkręciłaby kaloryfer, a ja wieczorem siedzę na kanapie i zastanawiam się, dlaczego znowu mam zimne stopy. Nie zawsze chcę ogrzewać całe mieszkanie tylko dlatego, że przez godzinę marznę podczas oglądania serialu. Lubię wtedy proste rzeczy, które dają przyjemne ciepło dokładnie tam, gdzie go potrzebuję. I właśnie do tej kategorii należy poduszka, którą znalazłam w Kauflandzie.
Wygląda jak zwykła miękka poduszka, ale najważniejsze kryje się w środku. Zamiast kabla ma naturalne wypełnienie z ziaren pszenicy
Poduszka termiczna Blumtal jest wypełniona ziarnami pszenicy. Nie ma grzałki, baterii, akumulatora ani kabla, który ciągnie się przez pół kanapy. Nie wlewamy do niej również wrzątku, jak do klasycznego gumowego termoforu. Ciepło magazynują znajdujące się w środku ziarna. I właśnie ta prostota najbardziej mnie do niej przekonuje. Pamiętam stare termofory, które trzeba było napełnić gorącą wodą, dokładnie zakręcić, a później jeszcze sprawdzić, czy nic nie przecieka. Tutaj cała zabawa wygląda inaczej.
Zobacz także:
Poduszkę z ziarnami można ogrzać w kuchence mikrofalowej albo piekarniku, zgodnie z instrukcją producenta. Wystarczy kilka minut. Dopiero wtedy przykładam ją tam, gdzie chcę poczuć ciepło. Sama poduszka nie wytwarza ciepła. Najpierw trzeba ją ogrzać, a później ziarna stopniowo oddają zgromadzone ciepło. Dla mnie to coś pomiędzy klasycznym termoforem a poduszką. Nie ma wody chlupiącej w środku, za to ziarna przesuwają się i układają razem z materiałem. Dzięki temu łatwiej dopasować ją do konkretnego miejsca niż sztywny gumowy termofor. Nie nazywałabym jej też piecykiem w dosłownym znaczeniu. To określenie dobrze oddaje jesienny klimat, ale poduszka daje miejscowe ciepło i z czasem stygnie. Nie zastąpi ogrzewania pomieszczenia. Za to podczas wieczoru na kanapie właśnie takie punktowe ciepło często mi wystarcza.
fot. kaufland.pl
Ma aż 50 cm długości, więc nie jest maleńkim ogrzewaczem do dłoni. Kładę ją tam, gdzie akurat najbardziej potrzebuję ciepła
Model dostępny w Kauflandzie ma 50 na 20 cm. To podłużny kształt, który od razu wydał mi się praktyczniejszy od niewielkich woreczków z pestkami czy ziarnami, które pamiętam sprzed lat. Jesienią najchętniej położyłabym taką poduszkę na nogach podczas siedzenia na kanapie albo zabrała ją do łóżka przed snem. Producent przedstawia ją jako uniwersalne źródło ciepła na chłodniejsze dni. Ziarna sprawiają też, że poduszka nie zachowuje się jak twardy przedmiot. Układa się razem z ciałem, co jest dla mnie dużym plusem.
Szukasz ciekawych rozwiązań do domu? To też warto sprawdzić: Nie potrzebuję dyni na każdym parapecie, żeby poczuć jesień. Ta zazdrostka z Pepco robi to subtelniej, a tylko 10 zł. Co na to Sinsay?
Jest jeszcze jedna rzecz, której na początku się nie spodziewałam. Ta sama poduszka działa również na zimno. Latem można ją schłodzić w lodówce. Jeden prosty przedmiot ma więc dwa zastosowania zależnie od pory roku. Jesienią interesuje mnie oczywiście głównie wersja ciepła, ale dobrze wiedzieć, że po sezonie poduszka nie musi lądować na dnie szafy. Przy korzystaniu z niej trzymam się instrukcji ogrzewania. W przypadku produktów wypełnionych ziarnem nie stosuję zasady „jeszcze minutka, będzie cieplejsza”. Zbyt mocne ogrzanie nie jest dobrym pomysłem. Po wyjęciu sprawdzam temperaturę, zanim przyłożę poduszkę bezpośrednio do ciała.
Bawełniany pokrowiec można zdjąć, co przy częstym używaniu ma spore znaczenie. To detal, który doceniam bardziej niż wymyślne dodatki
Sama idea poduszki z ziarnem jest stara i nieskomplikowana, ale tutaj spodobało mi się praktyczne wykończenie. Zewnętrzny pokrowiec wykonano w 100 procentach z bawełny i można go zdjąć. Dla mnie to ważne, bo jesienią taki ogrzewacz szybko zaczyna wędrować po całym domu. Raz leży na kanapie, później trafia do sypialni, a następnego wieczoru znowu ląduje przy fotelu. Możliwość zdjęcia pokrowca znacznie ułatwia utrzymanie go w czystości.
Nie ma tu za to regulacji temperatury, pilota czy automatycznego wyłącznika znanego z elektrycznych poduszek. Trzeba o tym pamiętać przed zakupem. Osoba, która chce stałego grzania przez długi czas i kilku poziomów temperatury, znajdzie więcej możliwości w modelu elektrycznym. Tutaj dostajemy znacznie prostszy mechanizm. Ogrzewamy ziarna, korzystamy z nagromadzonego ciepła i po pewnym czasie poduszka naturalnie stygnie. Mnie akurat taka prostota odpowiada. Nie zawsze potrzebuję urządzenia, które trzeba podłączać, ustawiać i pilnować przewodu. Czasami chcę po prostu usiąść z herbatą, wziąć coś ciepłego na kolana i obejrzeć spokojnie film.
Babcia nazwałaby to pewnie woreczkiem z ziarnem, dziś wygląda znacznie bardziej salonowo. Zasada działania nadal pozostaje banalnie prosta
Najbardziej rozbawiło mnie to, że pod nowoczesnym wyglądem kryje się rozwiązanie, które wcale nie jest nowym wynalazkiem. Różnego rodzaju ogrzewacze wypełnione ziarnami czy pestkami znam od dawna. Teraz po prostu dostały ładniejsze pokrowce i formę, której nie mam potrzeby chować, gdy ktoś przychodzi w odwiedziny. Poduszka Blumtal kosztuje 49,99 zł. Nie jest więc sprzętem, który wymaga większego zastanawiania się nad kolejnym urządzeniem elektrycznym w domu.

Obserwuj nas na Google







