Jesień chyba zawitała już na dobre, bo dni stają się coraz bardziej ponure, szybciej robi się ciemno i zdecydowanie jest już chłodniej. W tym okresie zawsze nabieram ochoty na małe zmiany. Wywracam garderobę do góry nogami, chowam typowo letnie rzeczy i przygotowuję się na kolejne miesiące. Trochę inaczej zaczyna wyglądać też moje mieszkanie, w którym pojawiają się cieplejsze kolory i bardziej przytulne dodatki. Kuchnia nie jest tutaj wyjątkiem, bo jesienią spędzam w niej więcej czasu i zdecydowanie częściej mam ochotę na coś ciepłego. Ostatnio w Dino dorwałam prawdziwy hit. 

Szklany dzbanek z Dino wypatrzyłam w gazetce. Dla zaparzacza specjalnie pojechałam do sklepu

Bardzo często przeglądam gazetki różnych marketów, bo lubię wcześniej wiedzieć, co warto kupić, na co zwrócić uwagę i gdzie pojawiło się coś ciekawego. Do Dino nie mam zbyt blisko i na co dzień rzadko robię tam zakupy, ale od czasu do czasu sprawdzam również jego ofertę. Ostatnio zdecydowanie było warto, bo w gazetce od razu wpadł mi w oko szklany dzbanek Ambition. Pomyślałam, że to dokładnie coś, czego brakowało mi na sezon jesienno-zimowy.

Zobacz także:

Najbardziej zainteresował mnie zaparzacz umieszczony bezpośrednio w środku. Uwielbiam herbaty liściaste, więc dla mnie takie rozwiązanie to absolutny must have. Nie potrzebuję dodatkowego sitka i od razu mogę przygotować większą porcję ulubionego naparu. Znaczenie miała też pojemność. Dzbanek mieści 1,4 l, więc za jednym razem przygotowuję naprawdę sporo herbaty. Nie muszę co chwilę nastawiać kolejnej, szczególnie kiedy wieczorem mam ochotę wypić więcej niż jedną filiżankę.

Cena również jest kusząca, bo wynosi 24,99 zł. Stwierdziłam, że za taką kwotę warto nadłożyć trochę drogi i sprawdzić, czy znajdę go jeszcze na półce. Miałam szczęście i wróciłam do domu ze swoim egzemplarzem. Zdążyłam już porządnie go przetestować.

Ostatnio zaprosiłam teściową na herbatę i oczywiście nowy dzbanek od razu wylądował na stole. Teściowa była nim zachwycona i stwierdziła, że sama też potrzebuje takiego w swojej kuchni. Zapowiedziała nawet, że jeśli nie uda jej się upolować go w Dino, będzie częściej wpadać do mnie na herbatkę. Teraz nie wiem, czy bardziej cieszyć się z udanego zakupu, czy zacząć robić większe zapasy herbaty.

Dzbanek z zaparzaczem jest praktyczny, ale wygląd też robi swoje. Ryflowane szkło prezentuje się naprawdę elegancko

Funkcjonalność była dla mnie najważniejsza, ale szklany dzbanek z Dino spodobał mi się również wizualnie. Nie wygląda jak najprostsze naczynie, które po użyciu mam ochotę od razu schować do szafki. Spokojnie mogę postawić go na stole podczas wizyty gości i podać w nim herbatę.

fot. marketdino.pl

Korpus wykonany jest z przezroczystego szkła, dzięki czemu dobrze widać kolor przygotowanego naparu. Sam kształt jest obły i lekko pękaty. Szczególnie podobają mi się pionowe żłobienia na szkle. Przypominają modne ryflowanie, które od kilku sezonów pojawia się na szklankach, wazonach, świecznikach i innych dodatkach do wnętrz. Tutaj ten detal sprawia, że prosty dzbanek nabiera znacznie ciekawszego charakteru.

Całość uzupełnia duży przezroczysty uchwyt oraz srebrna pokrywka zakończona kulistą gałką. Metaliczne wykończenie dobrze komponuje się również z zaparzaczem znajdującym się wewnątrz. Podoba mi się, że przez szkło widać zarówno napar, jak i liście znajdujące się w sitku. Jesienią planuję testować w nim różne herbaty i mieszanki, więc mam przeczucie, że z kuchennego blatu szybko nie zniknie.

Warto zajrzeć też do Action: Do budżetowej metamorfozy salonu wystarczyła pufa z Action. Ma barankowe obicie, oparcie i schowek. Przytulność 10/10

Akcesoria kuchenne z Dino skusiły mnie do dalszych zakupów. Do dzbanka dobrałam jeszcze dwie nowości

Skoro już specjalnie pojechałam do Dino, na jednym produkcie oczywiście się nie skończyło. Zajrzałam również do produktów sezonowych i wypatrzyłam kilka innych drobiazgów do kuchni. Ostatecznie oprócz dzbanka wzięłam ręczny siekacz do warzyw Dajar oraz bambusową deskę do serwowania.

fot. marketdino.pl

Siekacz kosztuje 15,95 zł i ma pojemność 0,9 l. Składa się z przezroczystego pojemnika, pokrywy oraz umieszczonego wewnątrz mechanizmu z ostrzami. Wybrałam go z myślą o szybkim rozdrabnianiu warzyw, kiedy nie chce mi się wyciągać większego sprzętu kuchennego. Taki niewielki gadżet łatwiej też później schować w szafce.

Najbardziej jesiennym znaleziskiem okazała się jednak bambusowa deska do serwowania za 14,99 zł. Ma kształt grzyba, więc od razu pasowała mi do klimatu, który lubię w kuchni o tej porze roku. Widzę na niej sery, owoce, małe kanapeczki albo inne przekąski podawane do wieczornej herbaty.