Retinol śledziłam w mediach od kilku lat, bo kobiety w moim wieku mówią o nim jak o cudownym patencie na wszystko. Kremy z retinolem od zagranicznych marek zaczynają się od 150 zł i szybko dobijają do 300 zł, a nawet 500 zł za flakonik. Kuzynka, która kilka lat pracowała w drogerii, powiedziała mi kiedyś wprost, że polskie marki drogeryjne mają dokładnie te same składniki co drogie zachodnie, tylko z pominięciem marketingu. Poszłam sprawdzić do Rossmanna, wzięłam Bielendę Skin Clinic Professional i wyszłam z butelką za 31,99 zł, wciąż nie wierząc, że coś tak taniego zadziała.
Serum Bielenda z retinolem ma 0,25% czystego składnika. Tyle samo co markowe za 5 razy więcej
Bielenda Skin Clinic Professional Retinol serum 45 ml stoi w Rossmannie na półce z produktami dla dojrzałej skóry i kosztuje 31,99 zł. Skład sprawdziłam z ciekawości i porównałam z markową butelką koleżanki, która płaci co miesiąc 150 zł. Obie mają w składzie 0,25% czystego retinolu, ten sam kwas hialuronowy i witaminę E, ta polska ma jeszcze dodatek olejku ze słodkich migdałów. Konsystencja jest lekka, wchłania się w skórę w minutę i nie zostawia lepkiej powłoki, która u wielu osób może wywoływać dyskomfort. Nakładam wieczorem pół pipety na całą twarz, szyję i dekolt, wcieram do wchłonięcia i idę spać. Rano skóra jest wypoczęta i widocznie napięta, jakbym spała 10 godzin, a nie 6 jak zwykle. Butelka wystarcza mi na 3 miesiące, więc rocznie wydam na to serum 128 zł, a koleżanka 1800 zł. Efekt? Identyczny.
Zobacz także:

Cienkie linie wokół oczu zmniejszyły się w 3 tygodnie. Policzki dostały napięcia jak z filmu
Po 3 tygodniach codziennego używania serum zauważyłam pierwsze różnice i nie były to małe zmiany. Cienkie linie na powiece, które od 5 lat wypełniałam różnymi kremami pod oczy, zmniejszyły się tak, że o poranku ich nie widzę bez okularów. Policzki, które od pół roku wyglądały mi na sflaczałe, dostały napięcia, które pamiętam ze zdjęć sprzed 10 lat. Cera jest równiejsza, po tygodniu bez makijażu wychodzę do sklepu bez kompleksów. Sąsiadka Krysia zapytała mnie w środę, czy byłam u kosmetyczki na peelingu chemicznym. Powiedziałam, że nakładam wieczorem serum za 31,99 zł z Rossmanna, i nie chciała mi uwierzyć. Wnuczka, która wpadła w piątek na obiad, sama mi zaproponowała, żebym jej pokazała, jak nakładam ten kosmetyk, bo widziała różnicę od poprzedniej wizyty. Przy okazji wspomniała mi też o innym sposobie na piękną cerę. Japonki piją ją codziennie i mają skórę jak laleczki. Już nie wydaje 3 dych codziennie, za bezcen kupiła zestaw do parzenia w domu.
Kupiłam już 3 buteleczki na zapas. Rocznie wydaję mniej, niż koleżanka miesięcznie
Kiedy raz przekonam się do jednego produktu, sięgam po niego w hurtowych ilościach. Wróciłam do Rossmanna po kolejne 2 buteleczki, żeby mieć zapas na pół roku i nie martwić się, że akurat zabraknie. Za 3 buteleczki wydałam 95,97 zł, czyli mniej niż koleżanka wydaje w jednym miesiącu na swoją markową markę. Roczna kalkulacja jest bezlitosna: ja wydaję 128 zł na 12 miesięcy pielęgnacji, koleżanka wydaje 1800 zł. Różnica to 1672 zł. Można zatem uznać, że zaoszczędziłam sporo kasy, chociaż szczerze mówiąc nigdy nie wydałabym 150 zł na krem na zmarszczki. Halinka, którą namówiłam na to samo serum, kupiła 5 buteleczek i wysłała jedną córce do Wrocławia w prezencie na urodziny. Dorzuciła jej do paczki super morską mgiełkę, która idealnie sprawdza się zamiast perfum latem. Daje doskonałe uczucie świeżości. Rossmann kusi ceną 8,49 zł.
Polska marka drogeryjna zrobiła to lepiej niż zagraniczne firmy za 5 razy więcej
Do tej pory patrzyłam na polskie kosmetyki drogeryjne jak na coś dla studentek, które nie stać na nic lepszego. Bielenda, Ziaja, Eveline, Lirene, wszystkie kojarzyłam z tanimi kremami z podstawowymi składnikami, bez cudów. Ta butelka z Rossmanna kompletnie zmieniła moją perspektywę. Skład jest przemyślany, opakowanie eleganckie, pipeta dawkuje dokładnie tyle, ile potrzeba, a efekt na skórze widać po miesiącu. Zagraniczne marki żerują na naszej wierze, że drogo znaczy dobrze. Bielenda pokazała mi, że polski producent może zrobić lepszy produkt za 5 razy mniej pieniędzy. Nie wracam już do sklepów z markowymi kosmetykami, i namawiam mamę, córkę, sąsiadkę i wnuczkę, żeby też sprawdziły co siedzi w drogerii pod domem, zanim wydadzą 300 zł na małą buteleczkę, która ma zapewniony dobry marketing.
Obserwuj nas na Google







