Makijaż oczu jest dla mnie najważniejszym etapem codziennego szykowania się. Mogę zrezygnować z podkładu albo mocnej pomadki, ale bez pomalowanych rzęs czuję się trochę niewyraźnie. Przez lata przetestowałam mnóstwo kosmetyków, od niedrogich drogeryjnych nowości po produkty znanych domów mody. Nie każdy drogi zakup był udany, lecz do kilku tuszy regularnie wracałam. Jeden z moich pewniaków niedawno znalazłam w miejscu, w którym zupełnie się go nie spodziewałam.

Tusz YSL Lash Clash od lat kupowałam w Sephorze. Wracałam do niego dla mocnej objętości

Yves Saint Laurent Lash Clash to mój tuszowy ulubieniec od lat. Jest to maskara luksusowej marki, przeznaczona do mocnego pogrubienia, podkręcenia i przyciemnienia rzęs. Najczęściej wybieram klasyczną wersję Noir o pojemności 8 ml, ponieważ głęboka czerń wyraźnie podkreśla oczy i pasuje zarówno do codziennego, jak i wieczorowego makijażu. Wystarczą jedna lub dwie warstwy, żebym uzyskała zauważalny efekt bez sięgania po sztuczne kępki.

Zobacz także:

Tusz ma dużą, gęstą szczoteczkę, do której początkowo musiałam się przyzwyczaić. Szybko wypracowałam jednak własny sposób nakładania: prowadzę aplikator od nasady po końce, delikatnie poruszając nim na boki. Dzięki temu mogę stopniowo budować objętość i dokładnie pokryć nawet krótsze włoski. Lubię Lash Clash także za trwałość. U mnie formuła dobrze utrzymuje się przez wiele godzin, nie kruszy się szybko i nie pozostawia ciemnych śladów pod oczami. Kosmetyk jest bezzapachowy, a w jego składzie znajduje się ekstrakt z irysa florenckiego.

Zawsze kupowałam ten tusz w Sephorze, bo właśnie tam znalazłam go po raz pierwszy i później z przyzwyczajenia wracałam po kolejne opakowania. Obecnie kosztuje tam 215 zł, więc traktowałam go raczej jako kosmetyk na specjalne okazje niż zwykłą maskarę do codziennego malowania. Cena wydawała mi się wysoka, ale znałam już rezultat i wiedziałam, że produkt dobrze sprawdza się na moich rzęsach. Nie przypuszczałam jeszcze, że dokładnie ten sam kosmetyk znajdę w innej drogerii za znacznie mniejszą kwotę.

fot. sephora.pl

Tusz do rzęs z Rossmanna okazał się tym samym kosmetykiem. Różnica w cenie naprawdę mnie zaskoczyła

Ostatnio przeglądałam internetową ofertę Rossmanna i zatrzymałam się przy znajomym czarnym opakowaniu ze złotym logo. Najpierw pomyślałam, że to mniejsza pojemność, inny wariant albo starsza wersja produktu. Kwota widoczna na stronie zupełnie nie pasowała mi do ceny, jaką znałam z Sephory. Zaczęłam więc porównywać pełną nazwę, odcień, pojemność oraz wygląd opakowania. Wszystko się zgadzało. Nie była to próbka ani miniatura, tylko dokładnie ten sam pełnowymiarowy kosmetyk.

W Rossmannie kosztuje on 134,99 zł, czyli dokładnie o 80,01 zł mniej niż w Sephorze. Musiałam spojrzeć na stronę drugi raz, bo nie spodziewałam się aż takiej różnicy. Za zaoszczędzoną kwotę można kupić jeszcze dobry płyn do demakijażu, pomadkę albo kilka tańszych kosmetyków do codziennego makijażu. Tusz w Rossmannie jest dostępny wyłącznie online, dlatego do pojedynczego zamówienia trzeba doliczyć koszt dostawy zaczynający się od 9,99 zł. Jednak darmowa dostawa obowiązuje od 199 zł, więc zamierzam go kupować przy okazji większych zakupów.

fot. rossmann.pl

Luksusowy tusz do rzęs musi robić coś więcej niż ładnie wyglądać. Przy zakupie mam kilka stałych kryteriów

Testowanie tuszy zawsze sprawiało mi przyjemność, ponieważ nawet niewielka zmiana szczoteczki lub konsystencji może przynieść zupełnie inny rezultat. Przed zakupem zwracam uwagę przede wszystkim na kształt aplikatora. Duże i gęste szczoteczki zazwyczaj lepiej budują objętość, natomiast smuklejsze ułatwiają rozdzielenie krótkich włosków oraz pomalowanie dolnej linii rzęs.

W codziennym makijażu zależy mi na tym, aby rzęsy pozostawały miękkie i nie sklejały się w kilka grubych kępek. Tusz nie powinien odbijać się na powiekach, osypywać pod oczami ani znikać z końcówek po południu. Ważny jest też demakijaż, bo nie lubię długo pocierać delikatnej skóry wokół oczu.

Zerknij też na to cacko z Rossmanna: Wybrałam najtańszy dezodorant dla mężczyzn z Rossmanna, efekt petarda. Wcale nie gryzie się z moimi perfumami

Chętnie testuję niedrogie kosmetyki drogeryjne i wiele z nich zostaje ze mną na dłużej. Od czasu do czasu sięgam również po produkty luksusowych marek, ale samo znane logo nie przekonuje mnie do wydania większej kwoty. Droższa maskara musi zapewniać trwałość, wygodne nakładanie i rezultat trudny do uzyskania przy użyciu przypadkowego produktu. Lash Clash należy do tych kosmetyków z wyższej półki, które w moim przypadku naprawdę dobrze się sprawdzają. Skoro jednak mogę kupić identyczne opakowanie znacznie taniej, wybór między Sephorą a Rossmannem stał się dla mnie wyjątkowo prosty.