Najbardziej męczy mnie nie samo sprzątanie, ale moment, gdy dwa dni później mieszkanie wygląda niemal tak samo jak przed porządkami. Koszulka znowu ląduje na krześle, szuflada przestaje się domykać, a na komodzie wyrasta mały stos rzeczy „do odłożenia później”. W pewnym momencie zrozumiałam, że kolejna godzina ze ścierką niewiele tutaj zmieni. Problemem nie zawsze jest brud. Często mamy po prostu za dużo rzeczy i nie bardzo wiemy, gdzie właściwie powinny leżeć.

KonMari nie zaczyna porządków od mopa ani ścierki. Marie Kondo najpierw rozprawia się z nadmiarem rzeczy

Metoda KonMari stworzona przez Japonkę Marie Kondo nie jest kolejnym harmonogramem sprzątania, w którym w poniedziałek myjemy łazienkę, we wtorek odkurzamy salon, a w środę zabieramy się za kuchnię. Jej sednem jest organizacja przestrzeni i zmiana podejścia do przedmiotów, którymi się otaczamy. I właśnie dlatego tak bardzo różni się od mojego dawnego sposobu. Kiedyś sprzątałam pokój po pokoju. Zaczynałam od sypialni, później przechodziłam do salonu, a na końcu zaglądałam do szaf. Problem polegał na tym, że wiele rzeczy po prostu przekładałam z miejsca na miejsce.

Zobacz także:

KonMari proponuje porządkowanie kategoriami. Zamiast zabierać się za jeden pokój, zbieramy na przykład ubrania znajdujące się w różnych częściach domu i zajmujemy się nimi razem. Dzięki temu dopiero naprawdę widzimy, ile ich mamy. Ta sama zasada dotyczy innych grup przedmiotów. Dla mnie to jeden z najbardziej praktycznych elementów całej metody. Pięć swetrów w szafie nie wygląda groźnie. Kolejne trzy schowane w komodzie i dwa w pudle na górnej półce łatwo przeoczyć. Dopiero zebranie wszystkiego w jednym miejscu pokazuje prawdziwą skalę naszych zapasów. KonMari zakłada też zdecydowane, gruntowne porządki zamiast rozciągania ich w nieskończoność. Chodzi o stworzenie systemu, który później łatwiej utrzymać. To nie oznacza oczywiście, że po zastosowaniu tej metody nigdy więcej nie trzeba odkurzać, myć podłogi czy ścierać kurzu. Nadal trzeba normalnie dbać o czystość. Zmienia się przede wszystkim ilość chaosu, który każdego dnia trzeba opanowywać.

fot. Adobe Stock | kostikovanata

Najwięcej miejsca zabierają mi rzeczy trzymane „na wszelki wypadek”. Japońska metoda każe wreszcie przyjrzeć im się bez sentymentu

Mam w domu rzeczy, których nie używałam od kilku lat, a mimo to przy każdej próbie porządkowania pojawiała się ta sama myśl: „jeszcze się przyda”. Stara torebka, za mała bluzka, trzeci podobny wazon, komplet filiżanek, którego nigdy nie wyciągam. Każdy przedmiot osobno wydaje się niegroźny. Razem zajmują sporą część szaf. W KonMari właśnie takie myślenie jest jedną z pułapek. Marie Kondo zachęca, aby brać przedmioty do ręki i zastanawiać się, czy są nam nadal potrzebne oraz kiedy ostatnio ich używaliśmy. W metodzie pojawia się również znana zasada pozostawiania rzeczy, które dają nam radość.

Szukasz praktycznych porad? To też warto sprawdzić: Zrób tę 1 rzecz, a wrzosy będą piękną, fioletową chmurą przez długi czas. Nie potrzebują żadnej odżywki, wystarczy ten nawyk

Nie odbieram tego jako nakazu wyrzucenia połowy mieszkania. Bardziej przemawia do mnie samo pytanie, dlaczego właściwie coś przechowuję. Gdy odpowiedź brzmi wyłącznie „bo kiedyś może się przydać”, przyglądam się temu jeszcze raz. To działa również podczas zakupów. Gdy wiem, ile mam kubków, ręczników czy swetrów, trudniej skusić mnie kolejnym podobnym egzemplarzem. I tutaj widzę największą oszczędność. Porządek nie polega tylko na znalezieniu większej liczby pudełek. Czasami najlepszym organizerem okazuje się po prostu wolna przestrzeń.

Koszulek nie układam już jedna na drugiej i nie zapominam o tych na samym dole. KonMari proponuje pionowe składanie ubrań

Ten element metody od razu zwrócił moją uwagę, bo problem przepełnionych szuflad znam doskonale. Klasycznie złożone koszulki tworzą stos. Wyciągam jedną ze środka, pozostałe się przesuwają i po kilku dniach porządek zaczyna przypominać wspomnienie. KonMari proponuje składanie ubrań pionowo. Chodzi o takie ułożenie rzeczy, aby można było zobaczyć poszczególne ubrania bez przekopywania całego stosu. Metoda ma oszczędzać miejsce i ułatwiać szybkie znalezienie tego, czego szukamy.

To szczególnie praktyczne przy koszulkach, bieliźnie czy innych rzeczach przechowywanych w szufladach. Po jej otwarciu od razu widzę zawartość. Nie odkrywam po kilku miesiącach zapomnianej bluzki leżącej na samym dnie. Podoba mi się też coś jeszcze. Gdy rzeczy są widoczne, zaczynam naprawdę korzystać z tego, co mam. Wcześniej nosiłam ciągle kilka tych samych ubrań, bo znajdowały się na wierzchu. Reszta znikała pod nimi. Pionowe ustawienie pomaga mi lepiej wykorzystać zawartość szafy, zamiast ciągle dokładać do niej coś nowego. 

Bałagan nie znika magicznie raz na zawsze, ale przestaje tak łatwo przejmować mieszkanie. Największą różnicę robi prosty system

Hasło, że bałagan już nigdy nie wróci, brzmi świetnie, ale w normalnym domu byłoby trudne do spełnienia. Nadal odkładamy rzeczy, robimy zakupy, przebieramy się i gotujemy. KonMari nie zatrzymuje codziennego życia. Pomaga natomiast ograniczyć liczbę przedmiotów, nad którymi trzeba później zapanować. Dla mnie to jest najważniejsza różnica. Nie chodzi o dom wyglądający przez całą dobę jak zdjęcie z katalogu. Chodzi o sytuację, w której posprzątanie zajmuje mniej czasu, bo wiem, gdzie coś odłożyć i nie muszę wciskać kolejnego przedmiotu do przepełnionej szuflady.

Metoda KonMari łączy porządkowanie również ze zmianą podejścia do kupowania. Ma uczyć większego szacunku do posiadanych rzeczy i ograniczać nadmierną konsumpcję. Porządkowanie staje się więc długofalową inwestycją w sposób korzystania z własnej przestrzeni, a nie tylko kolejnym obowiązkiem do odhaczenia. U mnie największą zmianę przyniosła bardzo prosta myśl. Zamiast pytać, gdzie upchnąć kolejną rzecz, najpierw zastanawiam się, czy naprawdę jej potrzebuję. Nie kupuję też pudełek i organizerów tylko po to, żeby efektowniej przechowywać przedmioty, których od dawna nie używam. Ścierka oczywiście nadal zostaje w szafce. Mop też nie dostał wypowiedzenia. Tyle że KonMari nie próbuje nauczyć mnie szybszego biegania po domu ze sprzętem do sprzątania. Pokazuje, jak zorganizować rzeczy, żeby codzienny bałagan miał znacznie mniej okazji do rozrastania się po kątach. I ten element japońskiego podejścia przekonuje mnie najbardziej.