Własny dom na Sycylii za mniej niż koszt espresso? Brzmi jak oferta, przy której odruchowo zaczynasz sprawdzać ceny lotów do Włoch. I choć nieruchomości wystawione za symboliczne 1 euro naprawdę istnieją, za kuszącą ceną kryje się znacznie więcej niż prosty zakup czterech ścian. Sycylijskie miasteczko Naro chce w ten sposób tchnąć życie w swoje historyczne centrum i przyciągnąć nowych mieszkańców. Chętni mogą zgłaszać się również spoza Włoch, ale zanim zaczniesz pakować walizki, warto poznać warunki. Dom za 1 euro może bowiem szybko zamienić się w poważny projekt remontowy.

Na Sycylii możesz kupić cały dom za symboliczną monetę. Naro chce w ten sposób ożywić swoje stare centrum

Programy sprzedaży domów za 1 euro nie są we Włoszech nowością i mogą z niego skorzystać również Polacy. W ostatnich latach podobne inicjatywy uruchamiały niewielkie miejscowości, które mierzą się z problemem wyludnienia, starzejącej się społeczności oraz opuszczonych nieruchomości niszczejących w historycznych centrach. Mechanizm jest prosty: zamiast pozwolić budynkom popadać w ruinę, lokalne władze próbują znaleźć dla nich nowych właścicieli, którzy podejmą się remontu. W 2026 roku do grona takich miejsc dołączyło Naro w sycylijskiej prowincji Agrigento. To niewielkie miasto o historycznej zabudowie, położone w południowej części wyspy. Projekt „Case a 1 euro” ma pomóc przywrócić do życia opuszczone budynki, a przy okazji przyciągnąć osoby, które chciałyby tutaj zamieszkać albo stworzyć działalność związaną chociażby z turystyką.

Zobacz także:

Dla kogoś marzącego o własnym miejscu we Włoszech sama lokalizacja może działać na wyobraźnię. Sycylia kojarzy się przecież ze słońcem, kamiennymi uliczkami, włoską kuchnią, zabytkami i morzem. Naro leży również w prowincji Agrigento, czyli części wyspy znanej m.in. z niezwykłych stanowisk archeologicznych i śródziemnomorskiego krajobrazu. W tym przypadku nie chodzi jednak o gotową willę z tarasem i basenem, do której można wprowadzić się następnego dnia po zakupie. W programie znajdują się opuszczone budynki wymagające prac remontowych. Cena 1 euro ma więc charakter przede wszystkim symboliczny. Jest zachętą do przejęcia nieruchomości, której nowy właściciel przywróci dawną funkcję i wygląd. Właśnie dlatego warto czytać regulamin równie uważnie, jak oglądać zdjęcia sycylijskich uliczek.

fot. Adobe Stock | Julia Lavrinenko

Jedno euro to dopiero początek wydatków. Nowy właściciel dostaje konkretny harmonogram i musi zabrać się za remont

Najważniejszy haczyk? Kupno domu za 1 euro nie oznacza, że cała inwestycja będzie kosztowała 1 euro. Nabywca musi pokryć m.in. koszty notarialne, podatki i pozostałe opłaty związane z przeprowadzeniem transakcji. Największą pozycją w budżecie może jednak okazać się remont. Jego ostateczna cena będzie zależała od stanu konkretnego budynku oraz zakresu koniecznych prac. Przy nieruchomości, która przez lata stała pusta, lista może obejmować znacznie więcej niż malowanie ścian i wymianę mebli. To właśnie dlatego przed zachwyceniem się symboliczną ceną warto potraktować taki zakup jak normalną inwestycję w wymagającą renowacji nieruchomość. Co więcej, remontu nie można odkładać w nieskończoność. Zgodnie z zasadami programu nowy właściciel ma 12 miesięcy od podpisania aktu na przedstawienie projektu remontu. Po jego zatwierdzeniu otrzymuje kolejne 12 miesięcy na rozpoczęcie prac. Całość powinna natomiast zostać zakończona w ciągu 36 miesięcy od zakupu.

Chcesz więcej ciekawostek? To również może cię zainteresować: Monterzy zapukają do milionów polskich domów. Chodzi o darmowe urządzenie, które zmieni rachunki za prąd

Wymagane jest również zabezpieczenie finansowe w wysokości 5 tys. euro. To jasno pokazuje, że program nie jest sposobem na kupienie taniego domu, zamknięcie drzwi na klucz i pozostawienie go na następne kilkanaście lat. Miastu zależy właśnie na odwrotnym efekcie – nieruchomości mają zostać odnowione i ponownie wykorzystane. Jest jeszcze jeden ważny warunek. Po przeprowadzeniu inwestycji właściciel nie może natychmiast sprzedać odnowionego budynku z zyskiem. Program przewiduje pięcioletni okres związania z inwestycją. Jeśli więc ktoś widzi w ofercie przede wszystkim okazję do szybkiego „flipowania” nieruchomości, powinien dokładnie przeanalizować obowiązujące zasady.

Nie musisz być Włochem, żeby zgłosić swoją kandydaturę. O domu nie zawsze zdecyduje jednak zasada „kto pierwszy, ten lepszy”

Jednym z najciekawszych elementów programu jest to, że nie jest on skierowany wyłącznie do mieszkańców Włoch. O nieruchomość mogą ubiegać się także cudzoziemcy, o ile spełnią wymagania określone przez władze Naro. Przewidziano również udział osób prawnych, fundacji czy stowarzyszeń. Budynek może zostać wykorzystany w celach mieszkaniowych, ale również w innych dopuszczonych przez program formach, w tym związanych z turystyką. Nie oznacza to jednak, że wystarczy zobaczyć ogłoszenie, wysłać wiadomość i przelać symboliczne euro. W przypadku większego zainteresowania znaczenie może mieć przedstawiony pomysł na nieruchomość. Włochy zatem zachęcają, ale stawiają też warunki. 

Projekty ocenia komisja techniczna, która bierze pod uwagę m.in. plan wykorzystania budynku i harmonogram zapowiadanych prac. Oznacza to, że o przyznaniu nieruchomości nie musi decydować kolejność zgłoszeń. Dobrze przygotowana i realistyczna koncepcja może być ważniejsza niż samo szybkie wyrażenie zainteresowania. I właśnie tutaj romantyczne marzenie o sycylijskim domu spotyka się z rzeczywistością. Jeśli myślisz o takim zakupie poważnie, potrzebujesz nie tylko pomysłu na urządzenie wnętrza, ale również budżetu, harmonogramu oraz świadomości formalności związanych z inwestowaniem za granicą. Warto też przed podjęciem decyzji zobaczyć konkretną nieruchomość na miejscu i ocenić jej stan z pomocą fachowca. Symboliczna cena zakupu może wyglądać świetnie w ogłoszeniu, ale o opłacalności przedsięwzięcia zdecydują przede wszystkim koszty tego, co trzeba zrobić później.

Dom za 1 euro brzmi jak włoski sen, ale nie jest prezentem. To oferta dla osób gotowych zostać na dłużej

Program Naro pokazuje, dlaczego słynne włoskie domy za 1 euro od lat wzbudzają tak ogromne emocje. Z jednej strony trudno przejść obojętnie obok perspektywy przejęcia całego budynku za symboliczną kwotę. Z drugiej – wystarczy zajrzeć do warunków, żeby zrozumieć, że prawdziwą ceną nie jest jedno euro, lecz zobowiązanie do uratowania nieruchomości. Nowy właściciel musi przygotować projekt, rozpocząć i zakończyć remont w określonym czasie, ponieść koszty transakcji oraz dysponować środkami potrzebnymi do przeprowadzenia prac. Do tego dochodzi zabezpieczenie finansowe i ograniczenie dotyczące szybkiej odsprzedaży. Nie czyni to jednak programu mniej interesującym. Wręcz przeciwnie – dla kogoś, kto rzeczywiście marzy o życiu na Sycylii, szuka nietypowej nieruchomości albo ma pomysł na długoterminową inwestycję, może to być okazja do zrealizowania projektu, który na zwykłym rynku wyglądałby zupełnie inaczej.