Kuchnia potrafi znudzić się szybciej niż inne pomieszczenia. Patrzymy codziennie na tę samą ścianę podczas robienia kawy, krojenia warzyw czy szykowania kolacji i w pewnym momencie zaczynamy dostrzegać każdy detal, który przestał nam się podobać. Sama długo myślałam o małej zmianie, ale wizja prawdziwego remontu skutecznie studziła mój zapał. Nie chciałam bałaganu ani organizowania całego domu pod ekipę. Zależało mi przede wszystkim na wizualnym odświeżeniu kuchni i właśnie wtedy zainteresował mnie znacznie prostszy patent.

Mąż już widział skuwanie płytek i remontowy bałagan. Ja przyniosłam samoprzylepny zestaw z Sinsay

Kiedy powiedziałam w domu: „zmieniamy płytki”, reakcja była dokładnie taka, jakiej się spodziewałam. Mąż złapał się za głowę i od razu zaczął mówić o kurzu, narzędziach i tym, że przecież kuchnia jeszcze nie wymaga generalnego remontu. Problem polegał na tym, że ja wcale nie planowałam generalnego remontu. Pokazałam mu płytki samoprzylepne z Sinsay. Producent sprzedaje je w zestawie czterech sztuk. Już sama nazwa produktu zdradza najważniejszą cechę, czyli samoprzylepną formę. Nie są to więc tradycyjne płytki ceramiczne wymagające typowego montażu. To dekoracyjne rozwiązanie stworzone z myślą o prostszej zmianie wyglądu powierzchni.

Zobacz także:

I właśnie tutaj pojawiło się nasze „jedno popołudnie”. Nie traktuję tego czasu jako obietnicy producenta, bo Sinsay nie deklaruje, że każda kuchnia przejdzie metamorfozę w kilka godzin. U nas chodziło o niewielką powierzchnię i kosmetyczną zmianę, dlatego uporaliśmy się z nią tego samego dnia. Przy większej ścianie, wielu gniazdkach, narożnikach czy konieczności dokładnego docinania praca zajmuje odpowiednio więcej czasu. To ważne rozróżnienie. Samoprzylepna dekoracja nie zamienia starej kuchni w pomieszczenie po generalnym remoncie. Może jednak mocno zmienić jej wygląd, szczególnie wtedy, gdy problemem nie jest stan techniczny wnętrza, a po prostu znudzony wzór czy kolor.

fot. sinsay.pl

Najwięcej czasu poświęciłam nie na samo przyklejanie, lecz na przygotowanie powierzchni. Przy takim patencie dokładność robi ogromną różnicę

Przy produktach samoprzylepnych łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że wystarczy wyjąć element z opakowania i przykleić go gdziekolwiek. Ja podchodzę do tego spokojniej. Powierzchnia musi nadawać się do takiej dekoracji, dlatego przed rozpoczęciem pracy sprawdzam zalecenia producenta i przygotowuję miejsce zgodnie z instrukcją. Nie zakładam też z góry, że produkt nadaje się na każdą ścianę, każdy rodzaj starych płytek czy każdą powierzchnię w kuchni. To szczególnie istotne w pomieszczeniu, gdzie pojawia się wilgoć, para, tłuszcz i wysoka temperatura. Nie umieszczam takiej dekoracji w dowolnym miejscu tylko dlatego, że jest samoprzylepna. Najpierw upewniam się, czy wybrana powierzchnia i jej położenie odpowiadają przeznaczeniu produktu.

Szukasz ciekawych inspiracji aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Teściowa spytała, czy wyciągnęłam bieżnik po babci. Nie uwierzyła, że znalazłam go w Action. Jak len, a tylko 7,95 zł

Samo planowanie też ma znaczenie. Zanim zaczęliśmy, rozłożyłam elementy i zastanowiłam się nad układem. Wolę zrobić to wcześniej niż po przyklejeniu połowy powierzchni odkryć, że przy krawędzi zostaje niewygodny fragment. W miejscach z gniazdkami czy narożnikami dochodzi jeszcze dokładne dopasowanie. Mąż, który początkowo spodziewał się remontowej katastrofy, szybko zrozumiał, że tym razem chodzi o zupełnie inną skalę pracy. Nie było skuwania ceramiki ani przygotowywania zaprawy. Było za to mierzenie, przykładanie i pilnowanie, żeby całość wyglądała równo. Mniej spektakularne niż remont z ekipą, ale właśnie tego potrzebowałam.

Największą różnicę zauważyłam dopiero wtedy, gdy odstawiłam wszystkie rzeczy na miejsce. Kuchnia wygląda świeżej bez wymiany mebli

Lubię takie metamorfozy, bo pokazują, jak mocno niewielka powierzchnia wpływa na odbiór całego pomieszczenia. Kuchenne szafki zostały te same. Blat też. Nie kupowałam nowych krzeseł, lamp ani sprzętu AGD. Zmieniło się tło i nagle rzeczy, na które wcześniej prawie nie zwracałam uwagi, zaczęły wyglądać inaczej. To właśnie mam na myśli, mówiąc, że kuchnia wygląda jak nowa. Nie twierdzę, że zrobiliśmy pełny remont w jedno popołudnie. To byłoby mocno przesadzone. Zrobiliśmy szybką zmianę dekoracyjną, która dała mi efekt świeższego wnętrza bez rozpoczynania wielkiego przedsięwzięcia.

Przy okazji zrobiłam też porządek na blacie. Schowałam kilka rzeczy, które stały tam bez większego powodu, zostawiłam tylko te używane codziennie i nagle całość wygląda spokojniej. To prosty trik, o którym często zapominamy. Nowe tło najlepiej prezentuje się wtedy, gdy nie zasłonimy go od razu dziesięcioma pojemnikami, deskami i przypadkowymi dekoracjami. Dla mnie dużym plusem jest również możliwość sprawdzenia, czy dany kierunek w ogóle mi odpowiada. Przy tradycyjnym remoncie decyzja o nowych płytkach jest poważniejsza. Tutaj traktuję zmianę bardziej dekoracyjnie. Nadal jednak przed zakupem dokładnie mierzę powierzchnię i obliczam liczbę potrzebnych zestawów. Cztery elementy w opakowaniu mogą brzmieć jak dużo, dopóki nie zestawimy ich z powierzchnią, którą chcemy pokryć.

Samoprzylepne płytki nie zastąpią prawdziwego remontu w każdej kuchni. Do szybkiego odświeżenia wnętrza są jednak ciekawym rozwiązaniem

Najważniejsze jest dla mnie zachowanie rozsądnych oczekiwań. Gdy stare płytki odpadają, podłoże jest zniszczone albo w pomieszczeniu występują problemy techniczne, dekoracyjna warstwa niczego nie naprawi. Wtedy potrzebna jest normalna naprawa, a nie sprytny patent z internetu. Samoprzylepne płytki widzę przede wszystkim jako sposób na wizualną zmianę tam, gdzie powierzchnia jest w odpowiednim stanie, a nam zwyczajnie przestał podobać się jej wygląd. To dobra wiadomość dla osób mieszkających w miejscu, którego nie chcą gruntownie przebudowywać, albo takich jak ja, które mają ochotę na zmianę, ale niekoniecznie na kilka dni remontowego zamieszania.