Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że na balkonie mam już wszystko, czego potrzebuję do stworzenia przytulnego klimatu. Kilka doniczek z kwiatami, wygodny fotel, miękki koc i klasyczne lampki LED sprawdzały się całkiem nieźle, ale ciągle brakowało mi tego jednego efektu, który sprawia, że po zmroku naprawdę chce się zostać na świeżym powietrzu. Zupełnym przypadkiem podczas zakupów w Action trafiłam na solarny łańcuch świetlny z małymi balonami. Kosztował 29,90 zł, miał aż 5,6 metra długości, dziesięć lampek LED i obietnicę efektu tańczącego płomienia. Pomyślałam, że za taką cenę mogę zaryzykować. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z tych drobnych zakupów, które dały największy efekt, ta girlanda to hit. Mój balkon po zmroku wygląda zupełnie inaczej, a znajomi za każdym razem pytają, skąd mam takie nietypowe oświetlenie.

Nie spodziewałam się, że girlanda zrobi aż taką różnicę. Balkon zaczął wyglądać wyjątkowo

Największym zaskoczeniem okazał się dla mnie sam wygląd lampek z Action po zmroku. W ciągu dnia kolorowe baloniki prezentują się bardzo dekoracyjnie, ale prawdziwe show zaczyna się dopiero wieczorem. Każda z dziesięciu lampek emituje światło imitujące migoczący płomień. Nie jest to mocne, ostre światło, które razi w oczy, tylko delikatny, ciepły blask, przypominający małe lampiony. Dzięki temu balkon od razu zyskuje bardziej przytulny charakter. Mam wrażenie, jakbym siedziała w niewielkiej wakacyjnej kawiarni albo na tarasie w pensjonacie nad jeziorem.

Zobacz także:

Bardzo spodobało mi się też to, że baloniki wyglądają naprawdę oryginalnie. Większość dostępnych dekoracji świetlnych to klasyczne kulki, gwiazdki albo zwykłe diody. Tutaj producent postawił na niewielkie balony, które już same w sobie przyciągają uwagę. W połączeniu z migoczącym światłem tworzą efekt, którego nie da się pomylić z typowym oświetleniem ogrodowym.

Dużym plusem jest również długość całego łańcucha. Ma 5,6 metra, więc bez problemu udało mi się opleść nim balustradę balkonu i jeszcze poprowadzić fragment wokół stojaka z roślinami. Lampki nie są rozmieszczone zbyt gęsto ani zbyt rzadko, dzięki czemu całość wygląda bardzo estetycznie. Nie miałam też problemu z montażem. Wystarczyło znaleźć miejsce na panel solarny, wbić go do donicy i gotowe. To rozwiązanie szczególnie spodoba się osobom, które nie mają gniazdka elektrycznego na balkonie. Sama wcześniej musiałam korzystać z przedłużaczy albo lampek na baterie. Tutaj niczego nie podłączam. Panel ładuje się w ciągu dnia energią słoneczną, a kiedy zapada zmrok, oświetlenie uruchamia się automatycznie. Nie muszę pamiętać o żadnym włączniku ani codziennym ładowaniu akumulatorów.

fot. mat. własne Story.pl

Najbardziej doceniłam wygodę, bo lampki praktycznie nie wymagają mojej uwagi. Balkon sam zamienia się w klimatyczne miejsce

Po kilku tygodniach używania mogę powiedzieć, że właśnie bezobsługowość zrobiła na mnie największe wrażenie. Z początku codziennie sprawdzałam, czy lampki już się zapaliły. Teraz nawet o nich nie myślę. Kiedy wychodzę wieczorem z kubkiem herbaty albo książką, po prostu już świecą. To drobiazg, ale naprawdę uprzyjemnia codzienne korzystanie z balkonu. Zauważyłam też, że światło nie jest przesadnie intensywne. Dla mnie to ogromna zaleta. Nie zależało mi na oświetleniu całego balkonu jak reflektorami, tylko na stworzeniu nastroju. Efekt tańczącego płomienia wygląda bardzo naturalnie i sprawia, że rośliny, meble balkonowe czy dekoracyjne poduszki prezentują się znacznie ciekawiej. Wieczorne siedzenie na zewnątrz stało się po prostu przyjemniejsze.

Jeżeli szukasz więcej inspiracji aranżacyjnych, to też może ci się spodobać: Mięciutka jak chmurka, a jaka piękna. Zrobiłam najtańszą metamorfozę balkonu z Action i mam tu teraz prawdziwy raj

To również świetna dekoracja podczas spotkań ze znajomymi. Ostatnio przygotowałam na balkonie niewielki poczęstunek i praktycznie każdy zwrócił uwagę właśnie na te lampki. Kilka osób było przekonanych, że kosztowały znacznie więcej, niż w rzeczywistości. Kiedy powiedziałam, że kupiłam je w Action za 29,90 zł, reakcje były bardzo podobne – zdziwienie i pytanie, czy są jeszcze dostępne. Myślę, że sukces tego produktu tkwi w prostocie. Nie trzeba niczego programować, montować instalacji elektrycznej ani martwić się rachunkami za prąd. Lampki wykorzystują energię słoneczną, a ich działanie jest praktycznie automatyczne. To rozwiązanie, które sprawdzi się zarówno na niewielkim balkonie w bloku, jak i na tarasie czy w ogrodzie.

fot. action.pl

Nie każda tania dekoracja wygląda dobrze po rozpakowaniu. W tym przypadku rzeczywistość okazała się nawet lepsza niż zdjęcia na opakowaniu

Zdarzało mi się już kupować dekoracje, które na sklepowej półce wyglądały obiecująco, a po przyniesieniu do domu okazywały się przeciętne. Tym razem było odwrotnie. W ciągu dnia kolorowe baloniki są sympatycznym dodatkiem, ale dopiero po zmroku pokazują swój pełny potencjał. Migoczące światło sprawia, że całość wygląda znacznie drożej, niż wskazywałaby na to cena. Doceniam też fakt, że nie muszę rezygnować z estetyki na rzecz funkcjonalności. Lampki nie tylko dekorują przestrzeń, ale też subtelnie ją doświetlają. Mogę spokojnie usiąść z książką, napić się kawy albo po prostu odpocząć po pracy. Balkon przestał być miejscem, na które zaglądam tylko w ciągu dnia. Wieczorem stał się moją ulubioną częścią mieszkania.

Jeśli ktoś szuka niedrogiego sposobu na odświeżenie balkonu lub ogrodu, uważam, że właśnie takie solarne dekoracje są jedną z najciekawszych opcji. Nie wymagają podłączenia do prądu, automatycznie włączają się o zmierzchu, mają oryginalny wygląd i tworzą bardzo przyjemny klimat. Ja kupiłam je z czystej ciekawości, a dziś nie wyobrażam sobie letnich wieczorów bez tych małych balonów z efektem tańczącego płomienia. Czasem wystarczy wydać niespełna trzydzieści złotych, żeby zwykły balkon zamienił się w miejsce, z którego naprawdę nie chce się wracać do mieszkania.