Wieczorem nie potrzebuję wielkich przygotowań, żeby trochę odciąć się od całego dnia. Odkładam telefon, robię herbatę, przygaszam światło i szukam czegoś, co pozwala mi zwolnić. Czasem jest to książka, czasem spokojna muzyka. Ostatnio do tego zestawu dołączyła niewielka dekoracja, przy której można siedzieć i po prostu patrzeć. Niby nic wielkiego, a właśnie takie drobiazgi najbardziej zmieniają moje jesienne wieczory.

„Patrz, dym płynie jak woda” powiedziałam mamie po odpaleniu kadzidełka. Po chwili przysunęła krzesło i obserwowała cały spektakl

Zwykłe kadzidełka znam od dawna. Zapalam stożek albo patyczek, dym unosi się do góry i po chwili zapominam, że w ogóle stoi gdzieś na półce. Tutaj największą atrakcją jest właśnie sposób, w jaki wygląda cały proces. Kominek został nazwany przez Action modelem z wodospadem dymnym i dobrze oddaje to, co dzieje się po uruchomieniu. Mama początkowo przeszła obok niego bez większego zainteresowania. Dopiero gdy zobaczyła charakterystyczną smugę, zatrzymała się i zapytała, co właściwie zrobiłam. „Patrz, dym płynie jak woda”, powiedziałam i sama usiadłam obok. Chwilę później przysunęła sobie krzesło. Taki drobiazg, a obie przez dłuższą chwilę śledziłyśmy wzrokiem dym przesuwający się po dekoracji.

Zobacz także:

Właśnie za ten efekt najbardziej go polubiłam. Nie traktuję kominka jak kolejnej figurki, która stoi na komodzie i po kilku dniach przestaję ją zauważać. Tutaj coś się dzieje. Po zapaleniu kadzidełka dekoracja przyciąga wzrok i daje mi pretekst, żeby na chwilę usiąść. Do tego dochodzi zapach. Mnie bardzo odpowiada i szybko kojarzy mi się z wieczornym odpoczynkiem. 

fot. action.pl

Za kominek z wodospadem dymnym zapłaciłam 19,95 zł. W pudełku znalazłam od razu 20 kadzideł stożkowych

W Action wodospad dymny kosztuje 19,95 zł. I właśnie tutaj pojawiło się moje drugie zaskoczenie. Za tę kwotę nie dostajemy wyłącznie samej dekoracji, do której od razu trzeba dokupić kolejne akcesoria. W zestawie znajduje się 20 kadzideł stożkowych oraz pęseta. Dzięki temu można zobaczyć charakterystyczny efekt praktycznie od początku, bez szukania odpowiednich stożków osobno. Dla mnie ma to znaczenie, bo przy niedrogich dekoracjach nie lubię sytuacji, w której po zakupie okazuje się, że do uruchomienia potrzebuję jeszcze kilku dodatkowych rzeczy.

Szukasz ciekawych dodatków aranżacyjnych? To też może wpaść ci w oko: Pepco chyba pomyliło ceny. Za wielki półmisek z misternymi tłoczeniami, tylko tyle? A to boska kamionka na lata

Action podaje również, że kominek ma antypoślizgową podkładkę. To nie jest detal, którym zachwycam się tak jak dymnym wodospadem, ale przy przedmiocie stawianym na meblach zdecydowanie wolę wiedzieć, że pomyślano także o podstawie. Podoba mi się również to, że do wyboru są różne warianty. Dzięki temu nie trzeba traktować kominka wyłącznie jako jednego konkretnego modelu pasującego do określonego wnętrza. Ja przy takich dekoracjach zawsze patrzę przede wszystkim na miejsce, w którym mają później stać. Nie chcę zagracać półek, więc nowy drobiazg musi mieć swoje konkretne miejsce.

Najlepiej wygląda u mnie wieczorem przy delikatnym świetle. Wtedy dymny wodospad staje się główną dekoracją stolika

Nie stawiam go w przypadkowym miejscu. Przy mocnym dziennym świetle cała zabawa traci dla mnie część uroku. Wieczorem sytuacja wygląda inaczej. Przygaszam główną lampę, zostawiam niewielkie światło obok kanapy i wtedy mogę spokojnie obserwować smugę. Nie dokładam obok pięciu innych dekoracji. Wystarcza mała tacka, filiżanka herbaty i sam kominek. Dzięki temu stolik nie wygląda jak wystawa sklepu z ozdobami, a dym pozostaje najciekawszym elementem.

U mnie taki rytuał najlepiej sprawdza się po dniu spędzonym w biegu. Nie potrzebuję specjalnej okazji. Zapalam kadzidełko, siadam na kanapie i przez chwilę niczego nie robię. Mama śmieje się, że znalazłam sobie „domowy telewizor bez pilota”, bo zamiast zerkać na ekran, obserwuję kolejne smugi. Oczywiście przy palącym się kadzidełku zachowuję zwykłą ostrożność. Stawiam kominek stabilnie, z dala od rzeczy łatwopalnych i nie zostawiam go bez nadzoru. Po użyciu daję mu spokojnie ostygnąć. Przy zapachowych produktach dbam też o przewietrzenie pomieszczenia. Klimat jest ważny, ale bezpieczeństwo zdecydowanie ważniejsze.

Nie potrzebuję kolejnej kosztownej dekoracji, żeby zmienić nastrój w pokoju. Tutaj całą robotę robi ruch dymu i wieczorny rytuał

Najbardziej lubię w tym zakupie to, że nie próbuję znaleźć dla niego dziesięciu zastosowań. Kominek ma robić jedną rzecz i właśnie ona jest ciekawa. Zapalam stożek, pojawia się zapach, a charakterystyczna smuga staje się małym widowiskiem na stoliku. To zupełnie inny rodzaj dekoracji niż wazon, figurka czy świecznik. Tutaj wygląd przedmiotu jest dopiero początkiem. Cały urok pojawia się podczas używania i właśnie dlatego mama tak szybko zainteresowała się moim nowym nabytkiem.

Widzę go przede wszystkim w salonie albo w miejscu, w którym odpoczywam wieczorem. Nie potrzebuje dużej przestrzeni dookoła ani wymiany innych dodatków. U mnie po prostu stanął tam, gdzie wcześniej leżało kilka przypadkowych drobiazgów, i szybko okazało się, że wolę jedną rzecz, która rzeczywiście daje mi trochę przyjemności. I chyba właśnie dlatego mama tak długo siedziała obok. Nie chodziło wyłącznie o sam kominek. Na kilka minut obie przestałyśmy zajmować się tym, co jeszcze trzeba zrobić, i patrzyłyśmy na spływającą smugę. Później została już herbata, rozmowa i przyjemny zapach w pokoju. Jak na tak niepozorny zakup, całkiem sporo dobrego z jednego jesiennego wieczoru.