Jeszcze niedawno świąteczne zakupy zaczynałam dopiero pod koniec listopada. Dziś coraz częściej zaglądam do sklepów znacznie wcześniej, choćby po to, żeby zobaczyć, jakie ozdoby pojawiły się w sprzedaży. Najbardziej lubię dekoracje świetlne. Kiedy za oknem robi się ciemno już po południu, kilka ciepłych światełek potrafi zupełnie zmienić wygląd ogrodu, balkonu czy wejścia do domu. Problem w tym, że ta, którą widziałam na Instagramie i bardzo chciałam kupić, była już niedostępna w Action. Postanowiłam więc ruszyć na łowy w innych sklepach i znalazłam jeszcze piękniejsze świecące renifery w Bricomarche.

Do świąt zostało jeszcze sporo czasu, ale dekoracje już znikają ze sklepów. W tym roku nie warto odkładać wszystkich zakupów na grudzień

Październik dopiero się kończy, a ja już widzę w sklepach choinki, bombki i całe półki ozdób na święta. Kiedyś trochę mnie to dziwiło. Przecież dopiero co kupowaliśmy znicze na Wszystkich Świętych, a tu już wszędzie Mikołaje i renifery. Z czasem jednak zrozumiałam, dlaczego niektórzy zaczynają przygotowania tak wcześnie. Najładniejsze dekoracje nie zawsze czekają na nas do grudnia. Szczególnie dotyczy to produktów sezonowych, które pojawiają się w sklepach w ograniczonych ilościach.

Zobacz także:

Sama kilka razy przekonałam się, że odkładanie zakupów nie zawsze wychodzi na dobre. Wypatrzyłam piękny świecznik, stwierdziłam, że wrócę po niego za tydzień, a później zobaczyłam już tylko puste miejsce na półce. Innym razem zabrakło lampek w kolorze, który pasował do moich pozostałych ozdób. Właśnie dlatego w tym roku postanowiłam podejść do sprawy trochę inaczej. Nie zamierzam dekorować całego domu w październiku, ale chętnie wcześniej wybiorę kilka rzeczy, na których naprawdę mi zależy.

Mam wrażenie, że w tym roku największe zainteresowanie budzą często ozdoby świetlne do ogrodu i przed dom. Nic dziwnego. Wystarczy wyobrazić sobie oświetloną figurę stojącą przy furtce, na tarasie albo obok wejścia. Taka dekoracja jest widoczna nie tylko dla domowników, ale również dla przechodniów. W dodatku można korzystać z niej przez kilka kolejnych sezonów.

Oczywiście zawsze staram się zastanowić, czy dana rzecz rzeczywiście będzie pasowała do mojego domu. Warto też wcześniej sprawdzić, gdzie ją ustawimy i czy mamy odpowiednie miejsce do przechowywania po świętach. Jednak kiedy widzę, że o konkretną ozdobę ludzie pytają już w październiku, zaczynam rozumieć, skąd bierze się ten pośpiech. W tym roku szczególnie dużo emocji wywołują świecące renifery.

Renifery LED z Action kosztują 79,90 zł i wzbudzają ogromne zainteresowanie. Polki pytają w internecie, gdzie można je jeszcze kupić

Przeglądając internetowe grupy zakupowe, natknęłam się na zdjęcia reniferów z oświetleniem LED z Action. Przyznam, że od razu zrozumiałam, dlaczego tyle osób zwróciło na nie uwagę. To przestrzenne figury wykonane z ażurowej konstrukcji oplecionej światełkami. Na zdjęciach na Facebooku widziałam kilka wariantów. Są zwierzęta z wysoko uniesioną głową i rozłożystym porożem, ale można też zobaczyć figurę pochylającą łeb, jakby właśnie skubała trawę.

Najbardziej spodobał mi się ten pierwszy model. Ma smukłe nogi, wyraźnie zaznaczoną sylwetkę i duże poroże. Dzięki temu wygląda dekoracyjnie nawet wtedy, kiedy światełka nie są zapalone. Cena renifera z Action wynosi 79,90 zł. To właśnie połączenie wyglądu i ceny mogło przyciągnąć uwagę kupujących. Problem w tym, że obecnie bardzo trudno go zdobyć.

W Bricomarché znalazłam podobnego renifera z saniami za 119 zł. Ma 100 ciepłych światełek i wygląda jak mały świąteczny zaprzęg

Kiedy zobaczyłam renifera z saniami LED w Bricomarché, od razu pomyślałam, że to ciekawa alternatywa dla poszukiwanych dekoracji z Action. Tym razem nie dostajemy samej figury zwierzęcia, ale gotową kompozycję z zaprzęgiem. Renifer ma smukłą sylwetkę, rozłożyste poroże i jest ustawiony przed saniami. Całość wykonano z ażurowej konstrukcji, przez którą przeplatają się drobne światełka. Po zapaleniu tworzą one delikatny, ciepły blask.

fot. bricomarche.pl

Dekoracja kosztuje 119 zł, czyli o 39,10 zł więcej niż renifer z Action. Różnica jest zauważalna, ale w zamian otrzymujemy również sanie. Przyznam, że właśnie ten dodatek najbardziej mnie przekonał. Sam renifer wygląda ładnie, ale w połączeniu z saniami od razu kojarzy się z zaprzęgiem Świętego Mikołaja. A przecież o taki klimat chodzi mi podczas grudniowego dekorowania domu.

To również może cię zainteresować: Nie tracę czasu na szukanie prezentów w grudniu. Już znalazłam hit dla dzieci w Pepco, rozwija motorykę i wyobraźnię

Według opisu Bricomarché ozdoba ma 90 cm długości i 36 cm wysokości. To dość kompaktowe wymiary, więc nie trzeba mieć ogromnego ogrodu, żeby znaleźć dla niej miejsce. W konstrukcji znajduje się 100 diod LED emitujących ciepłe, białe światło. Dekoracja ma też sieciowe zasilanie i przewód przyłączeniowy o długości 5 metrów oraz klasę szczelności IP44. Jeśli więc nie udało ci się kupić renifera w Action, nie wszystko stracone.