Są rzeczy, które kupuje się trochę przypadkiem, a potem trudno wyobrazić sobie bez nich wyjazd. Tak właśnie było u mnie z inteligentnym lokalizatorem Fresh ’n Rebel z Action. Początkowo miał być tylko dodatkiem do walizki, bo po kilku stresujących sytuacjach na lotnisku miałam już dosyć sprawdzania, czy ktoś przypadkiem nie zabrał mojego bagażu. Po pierwszej podróży z tym małym gadżetem szybko zrozumiałam, że to jeden z tych prostych zakupów, które naprawdę robią różnicę.
Wpadł mi w oko od razu. W Action kosztuje mniej niż śniadanie na lotnisku
Najpierw zwróciłam uwagę na wygląd. Ten lokalizator w ogóle nie przypomina typowego elektronicznego urządzenia. Jest mały, okrągły, minimalistyczny i wygląda bardziej jak modny brelok niż gadżet technologiczny. W Action są dostępne różne kolory, ale mnie najbardziej spodobała się pastelowa wersja w odcieniu niebieskim. Przy walizce wygląda naprawdę estetycznie i od razu ją wyróżnia.
Zobacz także:
fot: action.com
Lubię rzeczy praktyczne, ale nie ukrywam, że wygląd też ma dla mnie znaczenie. Ten lokalizator nie wygląda tandetnie, nie rzuca się agresywnie w oczy i spokojnie można przypiąć go nie tylko do walizki, ale też do torebki, kluczy albo plecaka. U mnie szybko przestał być „gadżetem na podróż” i zaczął działać też na co dzień.
Dużym zaskoczeniem była cena. Jedna sztuka kosztuje 29,95 zł, więc jak na taki produkt to naprawdę niewiele. Po przetestowaniu wiem jednak, że bardziej opłaca się zestaw trzech sztuk za 67,95 zł. Wtedy jedna wychodzi tylko 22,65 zł. Ja zrobiłam dokładnie tak: jeden lokalizator przypięłam do walizki, drugi wrzuciłam do torby podręcznej, a trzeci zostawiłam przy kluczach. Dzięki temu wszystko, co najczęściej gdzieś odkładam albo gubię przed wyjściem, mam pod kontrolą.
fot: action.com
Przypięłam go do walizki i od razu poczułam różnicę. Obsługa jest banalnie prosta
Najbardziej obawiałam się tego, że konfiguracja będzie skomplikowana. Na szczęście całość zajęła dosłownie chwilę. Lokalizator działa zarówno z Androidem, jak i Apple, więc można połączyć go z aplikacją Google „Znajdź moje urządzenie” albo Apple „Znajdź”. W praktyce wygląda to bardzo prosto — uruchamia się urządzenie, łączy z telefonem i gotowe.
Przed ostatnim lotem przypięłam lokalizator do uchwytu walizki i pierwszy raz naprawdę poczułam różnicę podczas odbioru bagażu. Zwykle stoję przy taśmie i przez kilka minut zastanawiam się, czy ta czarna walizka to już moja, czy jednak kogoś innego. Tym razem było dużo spokojniej. Wiedziałam, że w razie problemu mogę szybko sprawdzić lokalizację bagażu w telefonie.
Najbardziej doceniłam to podczas przesiadki. Każdy, kto lata częściej, wie, że właśnie wtedy najłatwiej o stres związany z bagażem. Walizki potrafią pojawić się później, czasem jadą na inną taśmę, a czasem człowiek po prostu nie jest pewny, czy wszystko doleciało razem z nim. Ten mały lokalizator z Action nie sprawia oczywiście, że walizka nagle pojawia się szybciej, ale daje coś dużo ważniejszego — spokój i poczucie kontroli.
Podoba mi się też to, że urządzenie jest lekkie i praktycznie go nie czuć. Nie zajmuje miejsca, nie przeszkadza podczas pakowania i nie trzeba pamiętać o żadnej skomplikowanej obsłudze. To po prostu jeden z tych gadżetów, które działają w tle.
Moja walizka w końcu się wyróżnia. Te triki też pomagają nie zgubić bagażu
Odkąd używam lokalizatora z Action, dużo spokojniej podchodzę do podróżowania. Nie panikuję już przy taśmie bagażowej i nie sprawdzam co chwilę, czy ktoś przypadkiem nie odjechał z moją walizką. Sam lokalizator bardzo pomaga, ale przy okazji zaczęłam stosować też kilka innych prostych trików.
Pierwszy to kolorowy pasek albo zawieszka przy walizce. Nawet zwykły detal sprawia, że bagaż od razu wyróżnia się w tłumie identycznych czarnych walizek. Ja postawiłam na szeroki pasek w mocnym kolorze i teraz widzę swoją walizkę praktycznie od razu po pojawieniu się na taśmie.
To również może cię zainteresować: Tak świecą pływające solarki z Action. Rewelacja, biorę od razu do ogrodu
Drugi patent to zdjęcie walizki przed lotem. Robię je telefonem jeszcze przed oddaniem bagażu. Jeśli coś się dzieje, dużo łatwiej pokazać obsłudze dokładnie, jak wygląda walizka. To drobiazg, ale naprawdę ułatwia sytuację.
Trzeci sposób jest banalny, ale wiele osób o nim zapomina — warto schować do środka kartkę z numerem telefonu i adresem mailowym. Jeśli zewnętrzna zawieszka odpadnie, linia lotnicza nadal może łatwiej skontaktować się z właścicielem.
Mimo wszystko to właśnie lokalizator z Action zrobił u mnie największą różnicę. To niedrogi gadżet, który realnie ułatwia podróżowanie i daje większy spokój podczas lotów. A po kilku wyjazdach mogę już spokojnie powiedzieć, że był to jeden z najbardziej praktycznych zakupów przed podróżą.









