Jesienią mam ochotę trochę ocieplić mieszkanie, ale nie oznacza to, że od razu kupuję nowe meble i zmieniam cały wystrój. Zwykle zaczynam od tekstyliów. Wyciągam grubszy koc, zmieniam kilka poszewek i dokładam cieplejsze dodatki. W tym roku zaczęłam jednak patrzeć również w stronę okna. Do tej pory zasłony były dla mnie przede wszystkim dekoracją, ale okazuje się, że na chłodniejsze miesiące warto zwrócić uwagę także na ich grubość i rodzaj materiału.
Nie planowałam zmieniać zasłon na jesień i zimę. Dopiero pomysł z grubszym welurem sprawił, że zaczęłam się za nimi rozglądać
Moje dotychczasowe zasłony są dość uniwersalne. Pasują do salonu właściwie przez cały rok i właśnie dlatego nie widziałam powodu, żeby je zmieniać. W końcu po co wydawać pieniądze na coś nowego, skoro stare nadal dobrze wyglądają?
Zobacz także:
Zaczęłam się nad tym zastanawiać dopiero wtedy, gdy usłyszałam o wymienianiu lekkich zasłon na grubsze modele w chłodniejszych miesiącach. Welur od razu wydał mi się ciekawy. Sama kojarzyłam go dotąd głównie z eleganckimi wnętrzami, hotelowymi pokojami i cięższymi jesiennymi dekoracjami. Nie myślałam o nim jako o praktycznym wyborze na jesień.
A przecież okno jesienią zaczyna odgrywać trochę inną rolę niż latem. W ciepłych miesiącach najbardziej zależy mi na lekkości i dużej ilości światła. Kiedy dni robią się krótsze, coraz chętniej otaczam się grubszymi tkaninami. W salonie pojawiają się koce i miękkie poduszki, więc bardziej mięsista zasłona naturalnie pasuje do tej zmiany.
Nie chciałam jednak kupować ciężkiej, jednolitej kotary, która całkowicie zdominuje moje niewielkie wnętrze. Zależało mi na czymś, co będzie miało jesienny charakter, ale nie sprawi, że salon nagle zrobi się ciemny i ponury. Zaczęłam więc przeglądać welurowe zasłony w spokojnych kolorach. Najbardziej interesowały mnie szarości, beże i brązy, bo łatwo połączyć je z rzeczami, które już mam. Nie chciałam przecież wymieniać połowy salonu tylko dlatego, że zmieniłam dekorację okna.
Szybko przekonałam się też, że welur wcale nie musi być gładki. Wzorzyste modele wyglądają znacznie lżej, szczególnie kiedy tło pozostaje jasne. I właśnie przy jednej takiej zasłonie zatrzymałam się w Sinsay.
Welurowe zasłony dobrze pasują do mieszkania na chłodniejsze miesiące. Grubsza tkanina może ograniczyć nieprzyjemny chłód od okna
Pomysł z welurowymi zasłonami spodobał mi się przede wszystkim dlatego, że jesienią szukam dodatków, które nie są wyłącznie ozdobą. Grubsza tkanina może stworzyć dodatkową warstwę pomiędzy wnętrzem a chłodną powierzchnią okna. Dzięki temu w jego pobliżu można mniej odczuwać nieprzyjemny chłód.
Dla mnie równie ważny jest także sam wygląd weluru. Jesienią ta faktura pasuje mi zdecydowanie bardziej niż cienkie, bardzo lekkie materiały. Dobrze współgra również z tym, co o tej porze roku i tak pojawia się u mnie w salonie. Miękki koc na sofie, kilka poduszek, ciepłe światło lampy i grubsza zasłona tworzą spójną całość.
Pozostawała tylko kwestia ceny. Nie chciałam wydawać dużej kwoty na sezonową zmianę, zwłaszcza że moje stare zasłony nadal są dobre i mogę do nich wrócić wiosną. Właśnie dlatego model znaleziony w Sinsay zainteresował mnie jeszcze bardziej.
Welurową zasłonę z metaliczną paprocią znalazłam w Sinsay za 49,99 zł. Roślinny wzór pięknie połyskuje i od razu przyciągnął mój wzrok
Zasłona z Sinsay kosztuje 49,99 zł. Ma 140 cm szerokości i 260 cm długości, dlatego przed zakupem koniecznie zmierzyłabym własne okno i karnisz. Wymiary mają tutaj ogromne znaczenie, szczególnie gdy zależy nam na tym, żeby tkanina po zawieszeniu ładnie się układała. Model jest wykonany z poliestru i ma welurowe wykończenie. Według informacji podanych przy produkcie zasłona przeznaczona jest między innymi do salonu i sypialni. Ma także taśmę umożliwiającą zawieszenie.
fot. sinsay.com
Mnie jednak najpierw zainteresował wzór. Na jasnym, szarym tle pojawiają się roślinne motywy przypominające liście paproci. Są utrzymane w różnych odcieniach, między innymi brązach i cieplejszych beżach. Dzięki temu zasłona nie wygląda płasko. Najciekawszym detalem jest metaliczne wykończenie. To właśnie ono sprawia, że część wzoru łapie światło i delikatnie połyskuje. Nie jest to dla mnie krzykliwa dekoracja. Efekt najbardziej podoba mi się dlatego, że pojawia się na roślinnym motywie i przełamuje spokojne kolory całej tkaniny.
To również może cię zainteresować: Kiedy ich dotknęłam, od razu pomyślałam o hotelu. Dino ma mięciutkie ręczniki z elegancką obwódką. Jeszcze tylko dziś 23% taniej
Widzę taką zasłonę szczególnie w salonie urządzonym w beżach, brązach, kremach i odcieniach drewna. Wzór jest wystarczająco wyrazisty, dlatego nie dokładałabym już wielu konkurujących ze sobą dekoracji. Wystarczy kilka prostych poduszek i jednolity koc.
W sypialni również mogłaby wyglądać ciekawie. Tam zestawiłabym ją z gładką pościelą i ograniczyła liczbę wzorów na pozostałych tekstyliach. Paprocie na zasłonie mogą wtedy zostać głównym dekoracyjnym akcentem.

Obserwuj nas na Google







