Są takie przepisy, które z miejsca trafiają na listę domowych klasyków. Tak właśnie jest z tymi pączkami pieczonymi, które zamiast smażenia w głębokim tłuszczu lądują prosto do piekarnika. Z zewnątrz złociste, w środku miękkie i pachnące wanilią, a dzięki purée z batatów – cudownie wilgotne.
Ten przepis to hit od Marty Dymek z Jadłonomii, który nie tylko genialnie smakuje, ale też świetnie się sprawdza, bo pączki zawsze wychodzą. Bez stresu, bez litra oleju do wylania i bez dymu w całej kuchni.
Zobacz także:
Bataty, wanilia i... magia. Tak powstają najlepsze pieczone pączki
Zaczyna się jak klasyczne drożdżowe ciasto, ale już na starcie czuć, że to będzie coś innego. Do miski wpadają: trzy szklanki mąki (może być pszenna albo orkiszowa), letnie mleko roślinne (lub krowie), cukier trzcinowy, sól, wanilia i drożdże instant. Miksowanie trwa tylko chwilę – wystarczy minuta, może dwie. Potem wjeżdża sekretny składnik, który robi robotę – purée z batatów. Można też podmienić je na dynię albo marchewkę, ale bataty dają najwięcej słodyczy i tej delikatnej, aksamitnej konsystencji. Dodawane po łyżce, sprawiają, że ciasto zaczyna być coraz bardziej elastyczne i miękkie.
Gdy wszystko zaczyna ładnie odchodzić od ręki, czas na olej kokosowy – też dodawany stopniowo. To właśnie dzięki niemu pączki mają puszystą strukturę i lekko egzotyczny zapach, który idealnie łączy się z nadzieniem z marmolady. A skoro mowa o wnętrzu – klasyczna wieloowocowa sprawdza się świetnie, ale jeśli gdzieś w spiżarce czeka słoiczek z różą, warto go wyjąć. Pączki formuje się w dłoniach po nałożeniu marmolady, układa na blasze, przykrywa i pozwala jeszcze chwilę podrosnąć.
Zamiast smażenia – 15 minut w piekarniku. Plus lukier i pomarańczowa kropka nad „i”
To najpiękniejszy moment – rozgrzany piekarnik (180°C), blacha pełna puszystych kuleczek i zapach, który powoli zaczyna roznosić się po całym domu. Po kwadransie pączki są gotowe – złociste, lekko popękane, mięciutkie. Jeszcze ciepłe dostają szybki lukier z cukru pudru i wody, a na wierzch trafia skórka pomarańczowa. Efekt? Wyglądają jak z cukierni, ale smakują lepiej, bo wiadomo – domowe.
Największy plus? Brak smażenia. Zero pryskającego tłuszczu, żadnego wietrzenia kuchni przez pół dnia, nie trzeba też martwić się o to, czy olej ma dobrą temperaturę. A dla tych, którzy starają się jeść lżej – to pączki z kategorii tych „mniej grzesznych”. Pieczone, z roślinnym mlekiem, bez jajek, a do tego z warzywnym twistem w środku. Świetnie się sprawdzają nie tylko w tłusty czwartek, ale też jako weekendowe wypieki, które znikają szybciej, niż zdążą wystygnąć. Więc jeśli jest ochota na coś słodkiego, ale bez smażonego tłuszczu – to właśnie te pączki będą strzałem w dziesiątkę.









