Sierpień powoli zmienia wygląd mojego ogrodu. Niektóre kwiaty nadal są w pełnym rozkwicie, podczas gdy inne zaczynają już zasychać i tracą swój dekoracyjny wygląd. Kiedyś właśnie wtedy bez większego zastanowienia chwytałam za sekator i robiłam porządki na rabatach. Z czasem przekonałam się jednak, że nie wszystko, co przekwitło, powinno od razu trafiać na kompost. W niepozornych, suchych kwiatostanach kryje się bowiem coś, co przyda mi się kilka miesięcy później.
Zbieranie nasion z kwiatów zaczynam pod koniec lata. Tych przekwitłych roślin już nie wyrzucam
Jeszcze kilka sezonów temu sierpniowe porządki oznaczały dla mnie przede wszystkim usuwanie wszystkiego, co przestało kwitnąć. Teraz do części zaschniętych roślin podchodzę zupełnie inaczej. Zamiast od razu je ścinać, pozwalam wybranym kwiatom zakończyć cały naturalny cykl i wytworzyć nasiona. Szczególnie chętnie zbieram nasiona z kwiatów, które posadziłam wiosną i wyjątkowo pięknie prezentowały się na moich rabatach. Zamiast żegnać się z nimi wraz z końcem sezonu, daję im szansę wrócić w kolejnym roku. Z jednego zakupu mogę w ten sposób pozyskać materiał do następnego wysiewu, a przy większej liczbie roślin wyraźnie ograniczyć wiosenne wydatki.
Zobacz także:
Najłatwiej zacząć od popularnych kwiatów jednorocznych. Zbieram między innymi nasiona aksamitek i nagietków, ale w ten sposób można wykorzystać również kosmosy, nasturcje czy czarnuszkę. Każda z tych roślin wygląda po przekwitnięciu trochę inaczej, dlatego szybko nauczyłam się rozpoznawać, czego właściwie szukam. Nagietki pozostawiają charakterystyczne, powyginane nasiona, natomiast w zaschniętym koszyczku aksamitki można znaleźć mnóstwo długich, cienkich nasion. Czarnuszka tworzy z kolei efektowne torebki nasienne, które same podpowiadają, że warto zajrzeć do środka.
fot. kate8531/Adobe Stock
Nie kieruję się przy tym konkretnym dniem sierpnia. Jedna roślina może być gotowa do zbioru znacznie wcześniej niż druga, nawet jeśli rosną na tej samej rabacie. Obserwuję więc kwiaty i daję im czas na odpowiednie dojrzenie. Kilka takich zbiorów pod koniec lata wystarczy, żebym wiosną miała własny zestaw nasion bez kupowania kolejnych kolorowych saszetek.
Nasiona z własnego ogrodu muszą dobrze dojrzeć. Zbieram je dopiero wtedy, gdy roślina daje wyraźny sygnał
Najważniejsza jest dla mnie cierpliwość. Nie wystarczy, że płatki opadną, ponieważ znajdujące się na roślinie nasiona potrzebują jeszcze czasu na dojrzenie. Czekam, aż odpowiednie części kwiatów wyraźnie zaschną, a sam materiał będzie dobrze wykształcony. Na zbiory wybieram suchy dzień, żeby od początku ograniczyć ilość wilgoci, którą później trzeba będzie usunąć. Nie zbieram również nasion wyglądających na uszkodzone.
Przed zbieraniem zwracam też uwagę, czy roślina nie jest oznaczona symbolem F1. Zebrane z niej nasiona można wysiać, jednak w kolejnym sezonie kwiaty mogą różnić się kolorem, wielkością czy pokrojem od rośliny matecznej. Jeśli zależy mi na bardziej przewidywalnym efekcie, nasiona zbieram przede wszystkim z odmian ustalonych.
To też może cię zainteresować: Pojechałam na wakacje, a mój dom opanowały owady gorsze niż mole. W tym roku się nie dam. Teraz mam sprytny patent
Jak przechowywać nasiona do wiosny? Najpierw pozwalam im naprawdę dobrze wyschnąć
Zebranie nasion to dopiero połowa sukcesu. Zanim schowam je na kilka miesięcy, pozwalam im dokładnie doschnąć w suchym i przewiewnym miejscu. Rozkładam je cienką warstwą, dzięki czemu nie leżą zbite w wilgotną stertę. Później usuwam pozostałości kwiatostanów i inne roślinne drobinki. Nie spieszę się z pakowaniem, bo pozostawiona wilgoć mogłaby zepsuć cały przygotowany zapas.
Dobrze wysuszone nasiona przekładam do niewielkich papierowych kopert. Każdą od razu opisuję nazwą rośliny, odmianą, jeśli ją znam oraz rokiem zbioru. Kiedyś wydawało mi się, że bez problemu zapamiętam zawartość wszystkich pakunków, ale po kilku miesiącach podobnie wyglądające nasiona potrafią skutecznie namieszać. Podpisanie koperty zajmuje kilkanaście sekund, a wiosną bardzo ułatwia planowanie rabat.
Gotowy zapas przechowuję w suchym, chłodnym i ciemnym miejscu. Najważniejsze jest dla mnie zabezpieczenie nasion przed wilgocią i dużymi wahaniami temperatury. Wiosną otwieranie własnych kopert jest trochę jak rozpoczęcie kolejnego rozdziału tej samej ogrodowej historii.

Obserwuj nas na Google







