Jeszcze kilka lat temu jesienne weekendy kojarzyły mi się głównie ze spacerami po lesie. Teraz coraz częściej planuję je pod kątem farm dyniowych, bo w Polsce przybywa miejsc, które we wrześniu zmieniają się w prawdziwe pomarańczowe krainy. W tym roku na mojej liście ponownie znalazła się Dobronianka, ale odkryłam też miejsce znacznie bliżej północno-wschodniej części kraju. Od 5 września wraca w jesiennej odsłonie, a na miejscu czekają nie tylko dynie.

Farmy dyniowe wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu. We wrześniu znów ruszam ich szlakiem

Farmy dyniowe stały się jedną z moich ulubionych wrześniowych atrakcji. I trudno się temu dziwić. Łączą wycieczkę za miasto, jesienne krajobrazy, zwierzęta i dekoracje, a do tego są świetnym pomysłem na rodzinny dzień bez konieczności planowania dalekiego wyjazdu. W ostatnich latach podobnych miejsc pojawia się w Polsce coraz więcej.

Zobacz także:

W zeszłym roku odwiedziłam Dobroniankę i właśnie wtedy przekonałam się, że taka wycieczka może być czymś więcej niż okazją do zrobienia zdjęcia wśród dyń. Lubię przede wszystkim sam klimat: drewniane dekoracje, słomę, pomarańczowe dynie rozłożone wokół alejek i możliwość spędzenia kilku godzin na świeżym powietrzu. Dlatego już na początku września zaczynam sprawdzać, które farmy przygotowały jesienne atrakcje.

Do Dobronianki zamierzam wrócić również w tym sezonie, ale tym razem chcę dorzucić do planu kilka nowych adresów. Jeden szczególnie przykuł moją uwagę. To miejsce reklamowane jako „Podlaska Toskania”, gdzie jesienią główną rolę przejmuje ogromna farma dyniowa.

„Podlaska Toskania” leży tuż pod Suwałkami. Jesienią robi się tutaj wyjątkowo pomarańczowo

„Podlaska Toskania” znajduje się w miejscowości Wychodne, około 2 km od Suwałk. Już sama nazwa brzmi intrygująco, ale jesienią miejsce ma dodatkowy argument, żeby wpisać je na listę weekendowych wycieczek. Chodzi o ogromną liczbę dyń i cały zestaw atrakcji przygotowanych wokół nich. W tym sezonie jesienna odsłona rusza 5 września 2026 roku

Najbardziej działa na moją wyobraźnię informacja o 80 tonach dyń, które mają tworzyć jesienną scenerię farmy. Nie chodzi przy tym wyłącznie o ustawione dekoracje. Podlaska Toskania łączy farmę dyniową ze spotkaniami ze zwierzętami, przestrzenią do spacerowania oraz miejscami przygotowanymi do odpoczynku. To szczególnie ciekawa opcja dla rodzin z dziećmi, ale sama chętnie pojadę tam również dla atmosfery i jesiennych widoków.

Od 5 września „Podlaska Toskania” rusza z jesienną ofertą. Za bilet trzeba zapłacić grosze, a atrakcji jest moc

Podstawowy bilet kosztuje 30 zł od osoby, a za dodatkowe 5 zł można skorzystać z przygotowanego miejsca na ognisko. W podstawowej cenie znalazło się zwiedzanie z przewodnikiem, spotkanie ze zwierzętami, karmienie ich oraz marchewki przeznaczone do tego celu. Całość ma trwać do około 1,5 godziny.

Dla mnie dużym plusem jest właśnie obecność przewodnika. Zamiast wyłącznie przejść między dekoracjami, można dowiedzieć się czegoś o miejscu i mieszkających tam zwierzętach. Jesienią dodatkową atrakcją będzie oczywiście farma dyniowa, która ma stać się jednym z najważniejszych punktów całej wycieczki.

Po zwiedzaniu można zostać na ognisko. Udostępnienie przygotowanego miejsca kosztuje 5 zł od osoby, przy czym wyżywienie trzeba zapewnić we własnym zakresie. Jest też opcja za 15 zł od osoby z pełnym wyżywieniem obejmującym kiełbaskę, pieczywo, ketchup, musztardę oraz potrzebne naczynia i sztućce.

To również może cię zainteresować: Byłam rok temu, teraz znów jadę. 4 września otwierają jesienny raj zbudowany ze 140 ton dyń. Jest mini ZOO, pyszne jedzenie, a bilety tanie

Na dzieci czekają też dodatkowo płatne atrakcje. Strefa dmuchańców kosztuje 10 zł od osoby i zgodnie z informacją podaną przez organizatora działa niezależnie od warunków pogodowych. Jesienną nowością są również warsztaty dyniowe za dodatkowe 20 zł od osoby. To godzina zajęć z edukatorem, podczas których dzieci poznają dynię z innej strony, a każde z nich otrzymuje własną dynię.