Jeszcze kilka lat temu byłam przekonana, że zazdrostki już na dobre zniknęły z polskich domów. Zastąpiły je rolety dzień-noc, plisy i długie zasłony. Sama również uważałam, że to rozwiązanie, które pasuje wyłącznie do starych mieszkań albo wiejskich domów. Gdybym ktoś wtedy powiedział mi, że sama będę szukać zazdrostek do swojej kuchni, pewnie tylko bym się uśmiechnęła.

Kilka dni temu przeglądałam nowości na stronie Sinsay i właśnie wtedy natknęłam się na komplet zazdrostek z kwiatowym wzorem. Zatrzymałam się na chwilę, bo od razu przypomniała mi się kuchnia mojej babci. Miała je w każdym oknie. Latem delikatnie poruszały się od wiatru wpadającego przez uchylone okno, a do środka wpuszczały miękkie światło. Wtedy wydawały mi się czymś zupełnie zwyczajnym. Dziś wracają w zupełnie innym wydaniu.

Zobacz także:

Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo zmienił się ich wygląd. Nie są ciężkie, gęsto haftowane ani przesadnie ozdobne. Wręcz przeciwnie – wyglądają lekko i subtelnie. Kwiatowy wzór jest delikatny, materiał przepuszcza światło, a całość sprawia wrażenie dodatku, który równie dobrze mógłby zawisnąć w nowoczesnym mieszkaniu urządzonym w stylu skandynawskim.

Pomyślałam, że za 19,99 zł warto sprawdzić, czy rzeczywiście zrobią taką różnicę. Kiedy kilka dni później zawiesiłam je w kuchni, zrozumiałam, dlaczego coraz więcej osób wraca do takich dodatków. Pomieszczenie od razu stało się bardziej przytulne, ale jednocześnie nie straciło lekkości. Zamiast ciężkiej firany pojawił się subtelny akcent, który od razu przyciąga wzrok.

Nowoczesne zazdrostki nie przypominają już tych sprzed lat

Komplet z Sinsay składa się z dwóch zazdrostek z delikatnym motywem kwiatowym, które można zawiesić na klasycznym karniszu do zazdrostek. Jasna tkanina wpuszcza do wnętrza dużo naturalnego światła, dzięki czemu kuchnia pozostaje jasna nawet wtedy, gdy okno jest częściowo zasłonięte. To rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdzi się w mieszkaniach na parterze lub tam, gdzie chcemy zyskać odrobinę prywatności bez całkowitego zasłaniania okna.

Najbardziej spodobało mi się to, że zazdrostki nie dominują wnętrza. Wręcz przeciwnie – stają się jego delikatnym uzupełnieniem. Świetnie komponują się z drewnianym blatem, ceramicznymi naczyniami, lnianymi dodatkami czy roślinami ustawionymi na parapecie. To właśnie dzięki takim drobiazgom kuchnia zaczyna wyglądać bardziej domowo, a jednocześnie nie sprawia wrażenia staromodnej.

Fot. Sinsay.pl

Za niecałe 20 zł trudno o łatwiejszą metamorfozę kuchni

Najbardziej lubię dodatki, które nie wymagają wielkich zmian. Nie trzeba malować ścian, wymieniać mebli ani kupować nowego stołu. Czasami wystarczy jeden element, żeby całe wnętrze zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Właśnie takie wrażenie zrobiły na mnie zazdrostki z Sinsay.

Po ich zawieszeniu kuchnia od razu wydała się cieplejsza. Do środka nadal wpada dużo światła, ale okno nie wygląda już pusto. To efekt, którego nie dają rolety ani plisy. Lekko marszczona tkanina sprawia, że wnętrze staje się bardziej przytulne, a jednocześnie nie traci nowoczesnego charakteru.

Dużym plusem jest także uniwersalność. Takie zazdrostki dobrze wyglądają zarówno w kuchniach urządzonych w stylu skandynawskim, rustykalnym, jak i klasycznym. Wystarczy zestawić je z drewnianymi dodatkami, ceramicznym wazonem, wiklinowym koszem albo prostą doniczką z ziołami. Nie trzeba kupować całej nowej kolekcji dekoracji – jeden niewielki dodatek potrafi zrobić naprawdę dużą różnicę.

Za 19,99 zł trudno znaleźć produkt, który w kilka minut tak wyraźnie odmienia wnętrze. To właśnie dlatego coraz częściej zamiast kosztownych zmian wybieramy dodatki, które pozwalają odświeżyć mieszkanie niewielkim kosztem. Uwielbiam kupować super rzeczy w niskich cenach. Ostatnio kupiłam za... 2.99 hitową szklankę. Tyle potrafi przecież kosztować bułka na śniadanie.

Trend wraca do polskich kuchni. Tym razem w zupełnie nowym wydaniu

Jeszcze kilka lat temu wiele osób kojarzyło zazdrostki wyłącznie z mieszkaniami naszych babć. Przez długi czas uchodziły za dodatek niemodny, który ustąpił miejsca nowoczesnym roletom i minimalistycznym aranżacjom. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Moda na przytulne wnętrza sprawiła, że coraz chętniej wracamy do rozwiązań, które jeszcze niedawno wydawały się zapomniane. Drewno, len, ceramika, naturalne tkaniny i delikatne firanki ponownie pojawiają się w aranżacjach kuchni. Nowoczesne zazdrostki nie przypominają jednak tych sprzed kilkunastu lat. Są lżejsze, mają subtelniejsze wzory i dużo łatwiej dopasować je do współczesnych mieszkań.

To właśnie dlatego komplet z Sinsay tak bardzo zwrócił moją uwagę. Nie wygląda jak produkt wyjęty z dawnego katalogu. Raczej jak dodatek inspirowany stylem retro, ale zaprojektowany z myślą o dzisiejszych wnętrzach. Dzięki temu może spodobać się również osobom, które do tej pory nie brały zazdrostek pod uwagę.

Fot. Sinsay.pl

Czasami wystarczy jeden detal, żeby kuchnia znowu miała swój klimat

Nie planowałam żadnych zmian. Weszłam na stronę Sinsay z myślą o zupełnie innych zakupach, a skończyło się na czymś, czego jeszcze niedawno w ogóle nie rozważałam. To pokazuje, że czasami właśnie najprostsze dodatki potrafią najbardziej zaskoczyć.

Dziś, kiedy wchodzę rano do kuchni i odsłaniam okno, od razu zwracam na nie uwagę. Zazdrostki z kwiatowym wzorem sprawiają, że wnętrze wygląda cieplej i bardziej domowo, ale jednocześnie nie traci lekkości. Nie zasłaniają światła, nie przytłaczają pomieszczenia i nie dominują całej aranżacji.

Jeżeli, tak jak ja, do tej pory uważałaś, że zazdrostki to relikt przeszłości, ten komplet może pozytywnie cię zaskoczyć. Za 19,99 zł trudno o prostszy sposób na odświeżenie kuchni i przekonanie się, że niektóre trendy naprawdę zasługują na swój powrót. Zresztą ostatnio mam szczęście do przedmiotów, które tanim kosztem zmieniają oblicze wnętrza na lepsze. Nie kupiłam nowych mebli, a balkon i tak przeszedł metamorfozę. Latarenka z Action zrobiła cały efekt.