Bardzo nie lubię, jak w mieszkaniu podejrzanie pachnie. A za taki podejrzany zapach uważam aromat wypełnionego po brzegi kosza na pranie, zapaszek po smażeniu cebuli i kotletów czy gryzące nuty unoszące się nad butami niektórych domowników. Oczywiście, najlepszą metodą, aby się tych nieprzyjemnych woni pozbyć, jest sprzątanie, zmywanie i pranie, a następnie wietrzenie mieszkania. Niestety, mój czuły nos nawet wówczas wyłapuje fałszywe nuty. Poza tym czasem po prostu nie sposób ciągle utrzymywać domu w nieskazitelnej czystości, a jednak miło w nim przebywać, gdy nic brzydko nie pachnie.

Próbowałam już chyba wszystkiego. Bez spodziewanych efektów

Kupowałam odświeżacze do łazienek, ale miały tak duszącą formułę, że narzekali wszyscy domownicy. Kupowałam też produkty zapachowe podłączane do wtyczek kontaktowych, ale mąż bardzo źle na nie reagował, czuł się rozbity i zamulony po godzinie wdychania. Olejki z patyczkami u nas nie działały – ani tanich, ani drogich nie było czuć wcale, chyba że nos podetknęłam pod same patyczki. Świeczek i kominków na olejki używać nie chce, bo mam dzieci i kota, więc otwarty ogień jest w naszym domu wykluczony.

Zobacz także:

Nowość inspirowana kosmetykami. Kupiłam na próbę

Postanowiłam więc wypróbować nowość, przynajmniej dla mnie to nowość, czyli perfumy do wnętrz. Wybrałam zapach Jasmine Sandalwood ze sklepu internetowego Sinsay za 12,99 zł. Cena kusząca, więc uznałam, że nawet gdyby się nie sprawdził, to nie będzie żal. No i jestem bardzo mile zaskoczona. Zapach jest świeży, kwiatowy dzięki aromacie róży i jaśminu i ma miłą, głęboką nutę drzewa sandałowego. Nie zamula, nie drażni, nie jest też przesadnie intensywny. Po rozpyleniu, utrzymywał się w mieszkaniu się jakieś 3-4 godziny. Ciałkiem ciekawą opcją jest możliwość dozowania tychże perfum dokładnie wtedy, kiedy się chce i tam, gdzie cię chce, i w takiej ilości, w jakiej potrzeba. Ta opcja jest niedostępna przy świecach, olejkach czy dyfuzorach.

Fot. sinsay.com

Interesująca linia zapachów. Dekoracyjne opakowania

Cechą charakterystyczną tego produktu jest podobieństwo do prawdziwych kosmetyków polegające na tym, że zapach zbudowany jest na trzech nutach. Perfumy do wnętrz także mają nutę głowy, którą czuć najmocniej na początku. Nutę serca, która jest najbardziej wyrazista i odpowiada za charakter zapachu. A także nutę bazy, najtrwalszą i wyczuwalną nawet wtedy, gdy inne zwietrzeją. Sinsay sprzedaje ten produkt w szklanej, ryflowanej butelce o pojemności 80 ml z dyfuzorem. Sama buteleczka jest bardzo estetyczna i może pełnić funkcje dekoracyjną, a każdy zapach ma inny kolor.

Odświeżacz powietrza do domu można też zrobić samodzielnie. Przeczytaj: W mieszkaniu pachnie mi jak w luksusowym hotelu. A odświeżacz robię z tego, co mam pod ręką. Koszt zerowy, chwila roboty

Trzy linie zapachowe. Można uzupełnić innymi produktami z serii

Perfumy były dostępne w trzech zapachach – piszę „były”, bo wariant Midnight Essence z kwiatem pomarańczy i jaśminem w nucie serca się już wyprzedał. Zostały dwa: Tropical Flower z esencją fiołka, lotosu i lilii oraz mój ulubiony Jasmine Sandalwood z zapachem jaśminu, róży i drzewa sandałowego. W tej samej gamie zapachowej sklep ma w swoim asortymencie świeczki z trzema knotami w szklanych pojemnikach. Wyglądają bardzo dekoracyjnie. Słoiczki są z ryflowanego szkła w rozmaitych kolorach w zależności od zapachu. Kosztują trochę więcej, bo 25,99 zł. Myślę, że perfumy do wnętrz to ciekawy produkt dla osób, które szukają niedrogiej metody na szybkie odświeżenie zapachu w mieszkaniu. To też budżetowa alternatywa dla dużo droższych produktów z dozownikami automatycznymi.