Są takie momenty w roku, kiedy mam ochotę trochę pozmieniać mieszkanie, ale absolutnie nie myślę o remoncie. Wystarczy kilka drobiazgów, inny kolor poszewki, koc wyciągnięty z szafy czy dekoracja postawiona na komodzie i salon od razu wygląda inaczej. Najbardziej lubię takie zmiany wraz z nadejściem chłodniejszych dni. Dom staje się wtedy miejscem, w którym spędzam coraz więcej czasu, dlatego zależy mi, żeby było w nim przyjemnie i przytulnie.
Gdy zbliża się jesień, zawsze przemycam ją również do swojego mieszkania. Nie zamierzam jednak wydawać fortuny na dekoracje na jeden sezon
Uwielbiam moment, kiedy lato powoli zaczyna ustępować miejsca jesieni. Nie chodzi mi nawet o samą pogodę, bo deszcz i coraz krótsze dni mogłabym spokojnie pominąć. Lubię za to kolory, które zaczynają pojawiać się dookoła. Brązy, zgaszone pomarańcze, beże i ciemna zieleń od razu kojarzą mi się z przytulnym mieszkaniem.
Zobacz także:
Właśnie wtedy zaczynam zmieniać kilka rzeczy w salonie. Chowam najbardziej letnie dodatki, wyciągam grubszy koc i dokładam dekoracje, które pasują do nowej pory roku. Nie robię przy tym wielkiej rewolucji. Mam prostą zasadę, nie chcę wydawać kilkuset złotych tylko po to, żeby przez dwa czy trzy miesiące patrzeć na sezonowe ozdoby. Wolę kupić jeden albo dwa niedrogie drobiazgi i połączyć je z tym, co już mam. Czasem wystarczy dekoracyjna dynia postawiona na komodzie, świeca w ciepłym kolorze albo niewielka figurka. Efekt może być naprawdę zauważalny, a portfel nie cierpi.
Poza tym sezonowe dekoracje mają u mnie pewną wadę. Bardzo szybko zaczyna brakować na nie miejsca. Jesienią kupię pięć nowych ozdób, później przychodzi Boże Narodzenie i pojawiają się kolejne, a wiosną znowu mam ochotę coś zmienić. Właśnie dlatego staram się wybierać rzeczy nieduże i takie, które po sezonie bez problemu schowam do pudełka.
W tym roku wymyśliłam sobie, że potrzebuję czegoś nietuzinkowego na komodę w salonie. Nie chciałam kolejnej dyni, bo kilka już mam. Zamiast tego zaczęłam rozglądać się za jesiennym skrzatem. Wiedziałam też dokładnie, od którego sklepu zacznę poszukiwania.
Po jesienne dekoracje ruszyłam do Action. Znalazłam boskie skrzaty, które robią mi klimat w salonie
Action jest jednym z tych miejsc, do których zaglądam, kiedy chcę szybko i niedrogo zmienić coś w domu. Szczególnie lubię sprawdzać dział z sezonowymi dekoracjami. Jesienią pojawiają się tam zupełnie inne kolory i motywy niż latem, więc nawet zwykłe przejście między półkami potrafi podsunąć mi pomysł na zmianę wystroju. Tym razem również się nie zawiodłam. Na półce zobaczyłam całą gromadkę jesiennych skrzatów i od razu wiedziałam, że właśnie takiej ozdoby szukałam.
Najmniejsze wersje kosztują 8,95 zł za sztukę. Na sklepowej etykiecie widnieje informacja, że mają 25 cm i występują w różnych wariantach. Na półce pojawiły się między innymi skrzaty w charakterystycznych wysokich czapkach, z dużymi nosami i długimi brodami. Kolory mocno kojarzą się z jesienią.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Obok stoją znacznie większe gnomy. Model o wysokości 51 cm kosztuje 24,95 zł. Tutaj również do wyboru są różne warianty. Moją uwagę przyciągnęły szczególnie wysokie czapki ozdobione jesiennymi motywami. Na jednej widać liście, na innej żołędzia. Do tego dochodzą długie, puszyste brody i materiałowe ubranka w stonowanych kolorach.
Jesienny skrzat z Action może stanąć na komodzie, parapecie albo przy fotelu. Kilka prostych dodatków wystarczy, żeby stworzyć wokół niego przytulny kącik
W salonie zaczęłabym od najprostszego rozwiązania. Małego skrzata postawiłabym na komodzie razem z kilkoma dekoracyjnymi dyniami. Nie dokładałabym już wielu innych ozdób, ponieważ sam gnom jest dość charakterystyczny. Przy nim naprawdę nie trzeba wiele.
Obok dobrze wyglądałaby prosta lampka dająca ciepłe światło. Do tego drewniana tacka albo koszyk i właściwie dekoracja jest gotowa. Lubię takie rozwiązania, bo później wystarczy zabrać skrzata i dynie, żeby po zakończeniu jesieni komoda wróciła do swojego zwykłego wyglądu. Mały model za 8,95 zł widzę również na parapecie. Mogłabym postawić go obok doniczki albo dwóch niewielkich dyń. Dzięki temu nie muszę dekorować całego pomieszczenia. Jeden taki punkt wystarczy, żeby zaznaczyć zmianę sezonu.
Większy gnom wymaga już trochę więcej miejsca. Jego 51 cm wysokości sprawia, że nie zginie nawet ustawiony niżej. Sama postawiłabym go obok fotela, przy koszu z kocami albo niedaleko komody. W takim miejscu jego długa broda i wysoka czapka będą dobrze widoczne. Podoba mi się też pomysł ustawienia kilku skrzatów razem. Nie kupowałabym jednak całej armii. Jeden większy model i jeden mały w podobnych kolorach w zupełności mi wystarczą. Przy cenach 24,95 zł i 8,95 zł można stworzyć taki duet bez dużego wydatku.
To również może cię zainteresować: Do pani z Castoramy, która pokazała mi bujany fotel bouclé z przeceny - dziękuję! Ma solidne płozy i wytrzymałą tapicerkę, a jaki wygodny
Kolorystykę reszty salonu dopasowałabym do barw widocznych na figurkach. Beżowy koc, poszewka w rdzawym kolorze albo ciemnozielony akcent wystarczą. Patrząc na półkę pełną tych brodatych jegomości, mam tylko jedno przeczucie. Jesienią 2026 roku będziemy widywać podobne skrzaty naprawdę często. Ja swojemu miejsce w salonie już znalazłam.

Obserwuj nas na Google







