Połowa lata to dla mnie jeden z najlepszych momentów na urządzanie tarasu i ogrodu z myślą o kolejnych sezonach. Sieciówki zaczynają wtedy mocno przeceniać wyposażenie zewnętrzne, choć przed nami nadal sporo ciepłych dni. Nie chcę jednak kupować mebli i dodatków tylko z myślą o ostatnich tygodniach wakacji. Wolę wybierać takie, które posłużą mi również w kolejnych sezonach i za rok ponownie staną się częścią letniej aranżacji. Właśnie dlatego podczas wyprzedaży najbardziej interesują mnie ponadczasowe rzeczy, które można kupić znacznie taniej i korzystać z nich przez lata.

Krzesła ogrodowe z Jysk od razu przykuły moją uwagę. Po rozmowie ze sprzedawczynią wzięłam cztery

Od pewnego czasu rozglądałam się za kompletem krzeseł na taras, ale nie chciałam kupować pierwszych, które wpadną mi w oko. Zależało mi na czymś, co wykorzystam przez kilka sezonów i co nie będzie wyglądało ciężko przy stole. W Jysk zatrzymałam się przy czarnych, kubełkowych krzesłach, a podczas rozmowy sprzedawczyni wspomniała, że przy obecnej wyprzedaży znikają z dnia na dzień. To właściwie przesądziło sprawę, bo przy zakupie kompletu ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, było wracanie po kolejne sztuki i odkrycie, że już ich nie ma.

Zobacz także:

Regularna cena jednego krzesła wynosiła 499 zł, natomiast teraz spadła do 165 zł. To aż 66% obniżki, a produkt jest oznaczony jako dostępny do wyczerpania zapasów. Szybko przeliczyłam, że cztery sztuki będą mnie kosztowały 660 zł. Przy wcześniejszej cenie za taki sam komplet musiałabym zapłacić 1996 zł, więc różnica jest naprawdę duża. Zamiast kombinować później z czterema różnymi modelami, od razu zdecydowałam się na cały zestaw.

Kubełkowe krzesła ogrodowe wyglądają lekko mimo czarnego koloru. Ażurowa forma robi tutaj całą robotę

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to ich kształt. Siedzisko płynnie przechodzi w zaokrąglone oparcie i podłokietniki, dzięki czemu całość przypomina szeroki kosz. Nie ma jednak efektu masywnego fotela, który wizualnie zabiera połowę tarasu. Prześwity pomiędzy pasami technorattanu nadają konstrukcji lekkości i sprawiają, że nawet czarny wariant wygląda dość subtelnie. Proste stalowe nogi dodatkowo równoważą rozbudowaną górę.

fot. jysk.pl

Krzesło ma 60 cm szerokości, 62 cm głębokości i 79 cm wysokości. Siedzisko znajduje się na wysokości 45 cm, natomiast podłokietniki na 66 cm. Jedna sztuka waży 6 kg, więc nie jest to drobne krzesełko, które przy każdym podmuchu wiatru będzie przesuwało się po tarasie. Konstrukcja została przetestowana dla obciążenia do 110 kg. Podoba mi się również to, że forma jest dekoracyjna sama w sobie i nie potrzebuje wielu dodatków, żeby dobrze prezentować się przy stole.

Czarny kolor był dla mnie dodatkowym argumentem. Pasuje do drewna, jasnych poduszek, dużych donic i zieleni roślin, więc nie narzuca jednego sposobu urządzenia przestrzeni. Mogę zmieniać tekstylia czy dekoracje stołu, a baza pozostanie ta sama. Właśnie takiego spokojnego tła szukałam na taras.

Zerknij też na hicior z Sinsay: Rzuca na ściany zjawiskowe cienie i wygląda jak designerski eksponat. W Sinsay zapłaciłam 10x mniej niż w drogich wnętrzarskich

Krzesła z technorattanu wybrałam również ze względów praktycznych. Ten materiał dobrze sprawdza się na zewnątrz

Wygląd to jedno, ale przy meblach ogrodowych znacznie ważniejsze jest dla mnie to, co dzieje się z nimi podczas codziennego użytkowania. Siedzisko, oparcie i podłokietniki wykonano z technorattanu, czyli polietylenu naśladującego wygląd naturalnej wikliny. Dzięki temu krzesła mają plecionkowy charakter, ale są przystosowane do warunków panujących na zewnątrz. Producent podaje, że materiał jest odporny na warunki atmosferyczne i nie wymaga pielęgnacji. To spory plus, jeśli meble mają faktycznie służyć na tarasie. Stelaż i nogi wykonano ze stali, a metalowe elementy są malowane proszkowo. 

Właśnie połączenie technorattanu ze stalową konstrukcją przekonało mnie, że nie kupuję mebli tylko na kilka pozostałych tygodni lata. Cztery czarne krzesła mają zostać na moim tarasie przez kolejne sezony, a ich prosty fason daje mi dużą swobodę w zmienianiu otoczenia. Przy cenie 165 zł za sztukę taki zakup był dla mnie znacznie ciekawszy niż komplet typowo sezonowych mebli, które za rok mogłyby już przestać mi się podobać. Wygląda więc na to, że tym razem ostrzeżenie sprzedawczyni o szybko znikających sztukach wyszło mi na dobre.