Siwe włosy są moją zmorą od dawna. Niestety, ale zaczęłam siwieć bardzo wcześnie, co mi nie odpowiadało. Postanowiłam zacząć się farbować, najpierw robiłam to w domowym zaciszu, jednak nigdy nie byłam zadowolona z efektu. To dlatego w końcu znalazłam fryzjera, który dobrał odpowiedni kolor i odwiedzałam go regularnie co dwa miesiące. Niestety, ale zaczęłam to odbierać jako obowiązek, a nie przyjemność. Ceny w salonie ciągle rosły i rosły, a ja musiałam odmawiać sobie innych przyjemności, żeby pofarbować włosy. Postanowiłam coś z tym zrobić i poszukać kosmetyku idealnego, który umożliwi mi samodzielne farbowanie włosów w domowym zaciszu. 

Farba w żelu do włosów uratowała mój budżet. Już nie chodzę do fryzjera 

Częste wizyty u fryzjera rujnowały mój budżet, więc kiedy znalazłam to cudeńko z Hebe, wprost skakałam z radości, choć szkoda, że nie ma go w Rossmannie, bo mam tam bliżej. Trwała farba do włosów w żelu Herbatint mnie pozytywnie zaskoczyła. W składzie znajduje się aż osiem organicznych ekstraktów roślinnych, które mają wzmacniać włosy, a co najważniejsze, produkt w stu procentach pokrył moje siwe odrosty. Byłam w szoku, bo na początku obawiałam się, że nie będę potrafiła nałożyć produktu równomiernie na głowę. Okazało się, że to wcale nie takie trudne. Gęsty żel nie spływa i umożliwia precyzyjne i równomierne rozprowadzenie. Oczywiście przed farbowaniem, odpowiednio zabezpieczyłam swoje ubrania i skórę, na dłonie założyłam rękawiczki. 

Zobacz także:

Do wyboru jest aż 28 odcieni farby, a najważniejsze jest to, że można je ze sobą bez problemu mieszać, aby uzyskać wymarzony kolor. Ja akurat dobrałam taki, który mi odpowiada, ale gdybym kiedyś chciała coś zmienić, na pewno skorzystam z tej możliwości i pobawię się w mieszanie różnych farb. 

fot. hebe.pl

Nie tylko farbuje, ale też odżywia. To produkt wart każdych pieniędzy 

Farba w żelu do włosów jest maksymalnie łatwa w użyciu. Dużym atutem jest również to, że jest zupełnie bezzapachowa, a jestem wrażliwa na zapachy, więc ma to dla mnie spore znaczenie. Często u fryzjera przeszkadzał mi intensywny zapach używanych produktów, więc cieszę się, że już nie muszę tego doświadczać. Dzięki ośmiu organicznym ekstraktom roślinnym w składzie kosmetyku, nie tylko uzyskuję upragniony kolor, ale podczas farbowania, odżywiam też włosy. Aloes, meadowfoam, oczar wirgiński, biała brzoza, jeżówka wąskolistna, kora chinowca, orzech włoski oraz rabarbar - to te składniki odpowiadają za nawilżenie i skuteczne odżywienie moich pukli. Po zastosowaniu włosy zawsze idealnie miękkie i pełne blasku. Koleżanka miała włosy tak suche, że chciała ściąć 10 cm. To mleczko je uratowało, znów są miękkie i błyszczą

Poleciłam tę farbę do włosów w żelu również mojej mamie, która ma siwe włosy na całej głowie. Podchodziła do produktu sceptycznie. Ciągle powtarzała, że to się nie uda. Mówiła, że próbowała już wielu drogeryjnych farb i żadna nie sprawdziła się w jej przypadku. Twierdziła, że tylko fryzjer pokryje jej siwe włosy w pełni. Udało mi się ją jednak namówić i pofarbowała sobie włosy w domu. Była pozytywnie zaskoczona efektem. Teraz ciągle powtarza, że woli wydać 59,90 zł na produkt, który zapewni jej upragniony kolor, a oprócz tego też odżywi włosy. To dla niej nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też czasu.