Jesienią coraz częściej przygotowuję kolację już po zmroku i właśnie wtedy najbardziej przeszkadza mi słabe światło nad blatem. Duża lampa na suficie świeci, ale kiedy staję przy szafkach, sama zasłaniam część światła. Przy krojeniu, odmierzaniu składników czy robieniu kanapek od razu czuję różnicę. Przez długi czas odkładałam rozwiązanie tego problemu, bo w głowie miałam przewody, wiercenie i przerabianie kuchni. Tymczasem niewielkie dodatkowe źródło światła wcale nie musi oznaczać remontu. W Sinsay znalazłam zestaw trzech okrągłych lampek LED przeznaczonych właśnie do montażu przy meblach. Producent sprzedaje je jako lampki podszafkowe, a cały komplet kosztuje obecnie 27,99 zł, czyli po przeliczeniu 9,33 zł za jedną. Produkt jest oznaczony jako bestseller i dostępny online.

Ciemny blat nie oznacza od razu przerabiania całej kuchni. Te małe lampki LED montuję dokładnie tam, gdzie brakuje mi światła

Najbardziej spodobała mi się prostota całego pomysłu. Zamiast szukać kolejnej dużej lampy, dokładam małe punkty świetlne w miejscu, które rzeczywiście tego potrzebuje. Sinsay określa ten produkt jako podszafkowe lampki LED do mebli. W zestawie znajdują się trzy sztuki, a każda ma około 7 cm średnicy i 2,3 cm grubości. To niewielkie wymiary, dlatego lampki nie dominują wizualnie nad kuchnią. Dla mnie ma to znaczenie. Nie chciałam pod szafkami kolejnego dużego elementu, który od razu rzuca się w oczy.

Zobacz także:

Druga sprawa to brak konieczności doprowadzania przewodu do każdej lampki. Model znajduje się również w kategorii oświetlenia na baterie w sklepie Sinsay. Dzięki temu nie muszę uzależniać miejsca montażu od położenia gniazdka. Właśnie tego szukałam w mojej kuchni. Nie planowałam kucia ściany ani prowadzenia kabla wzdłuż szafek tylko dlatego, że jeden fragment blatu jest wieczorem zbyt ciemny. Takie rozwiązanie daje mi też większą swobodę. Lampki są przeznaczone do mebli, więc ich naturalnym miejscem jest przestrzeń pod wiszącymi szafkami. Widzę dla nich zastosowanie również w głębszej szafce czy innym miejscu, do którego główne oświetlenie nie dociera. Nie traktuję ich oczywiście jak zamiennika głównej lampy w kuchni. To dodatkowe światło do konkretnego miejsca. I właśnie w tej roli mają dla mnie najwięcej sensu.

fot. sinsay.pl

Montaż nie wymaga ode mnie kucia ściany ani prowadzenia przewodów. Przy takim rozwiązaniu najpierw wybieram miejsce, które naprawdę potrzebuje doświetlenia

Przy tradycyjnym oświetleniu podszafkowym największą przeszkodą zawsze była dla mnie wizja montażu. Kiedy kuchnia jest już urządzona, ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest ponowne rozpoczynanie prac przy ścianach. Tutaj cały pomysł jest znacznie mniej inwazyjny. Nie doprowadzam instalacji elektrycznej do miejsca, w którym znajduje się lampka. Nie szukam też sposobu na ukrycie długiego przewodu między szafkami. Zasilanie bateryjne pozwala wykorzystać lampki w miejscach oddalonych od kontaktu. I to jest dla mnie prawdziwa oszczędność, nie tylko pieniędzy, lecz także zachodu. Doświetlenie kilku fragmentów kuchni nie przeradza się w mały remont.

Chcesz więcej ciekawych produktów do domu? To też warto sprawdzić: "Co tu tak śmierdzi stęchlizną?" - córka nie dawała spokoju. Kupiła mi gadżet z Action i wilgoć z szafy zniknęła

Z mocowaniem zachowuję natomiast trochę ostrożności w opisie. Lampki na zdjęciach produktowych są pokazane jako rozwiązanie przeznaczone pod meble, jednak dostępna wersja strony Sinsay nie podaje mi obecnie pełnej instrukcji montażu. Dlatego przed przyklejeniem sprawdzam instrukcję znajdującą się w opakowaniu i przygotowuję powierzchnię zgodnie z zaleceniami producenta. Nie chcę obiecywać, że każda powierzchnia zachowa się identycznie. Sam pomysł jest jednak bardzo wygodny szczególnie w wynajmowanym mieszkaniu albo w kuchni, której nie planuję remontować. Czasami nie potrzebuję nowej instalacji. Potrzebuję po prostu kilku dodatkowych punktów światła dokładnie nad miejscem, w którym wieczorem kroję warzywa czy przygotowuję herbatę.

Trzy niewielkie punkty światła rozkładam tam, gdzie są najbardziej potrzebne. To prosty sposób na doświetlenie blatu, szafki albo ciemnego zakamarka

Zestaw trzech sztuk daje więcej możliwości niż jedna długa listwa. Nie muszę umieszczać wszystkich lampek obok siebie. Rozkładam je w miejscach, w których rzeczywiście brakuje światła. Jedna trafia nad część roboczą blatu, druga może znaleźć się przy ekspresie albo czajniku, a trzecią wykorzystuję przy innym zacienionym fragmencie mebli. Podoba mi się również to, że nie muszę podejmować decyzji na lata. Przy dużej lampie najpierw długo zastanawiam się nad jej położeniem, później dochodzi instalacja i ewentualne poprawki. Małe oświetlenie meblowe traktuję dużo swobodniej.

Trzeba przy tym pamiętać o praktycznej stronie zasilania bateryjnego. Brak przewodu jest wygodny, ale oznacza korzystanie z baterii i ich okresową wymianę. To dla mnie uczciwy kompromis. W zamian dostaję możliwość dołożenia światła bez prowadzenia instalacji w wybrane miejsce. Nie oczekuję też, że trzy niewielkie LEDy zastąpią porządne oświetlenie całego pomieszczenia. Ich zadanie jest inne. Mają rozjaśnić niewielki fragment przestrzeni, który do tej pory pozostawał w cieniu. I właśnie dlatego ten zakup zwrócił moją uwagę. Problem był drobny, ale irytował mnie praktycznie każdego wieczoru. Rozwiązanie również jest drobne. Nie ruszam płytek, nie przerabiam szafek i nie zastanawiam się, którędy poprowadzić przewody. Dokładam światło tam, gdzie go potrzebuję, a kuchnia zostaje dokładnie taka, jaka była.