Jesienne buty zawsze stawiają mnie przed tym samym wyborem. Chcę wyglądać schludnie, założyć płaszcz, jeansy albo dzianinową sukienkę, ale pogoda szybko weryfikuje plany. Mokre liście, kałuże i błoto nie są najlepszym towarzystwem dla delikatnego obuwia. Z drugiej strony nie mam ochoty chodzić po mieście w wysokich gumiakach, które kojarzą mi się przede wszystkim z działką. Dlatego zainteresował mnie krótki model Esmara z Lidla. Fason przypomina botki, a producent wyposażył go w trwałą podeszwę z bieżnikiem i boczne ściągacze. To właśnie połączenie miejskiego wyglądu z typowo praktycznym charakterem kaloszy jest tutaj najciekawsze.

Na pierwszy rzut oka widzę jesienne botki, a nie klasyczne wysokie gumiaki. Krótsza cholewka sprawia, że łatwiej połączyć je z codziennymi ubraniami

Kalosze długo kojarzyły mi się z obuwiem, które wyciągam wyłącznie na działkę, spacer po mokrym lesie albo wyjątkowo ulewny dzień. Ten model wygląda inaczej. Lidl pokazuje nawet wariant stylizowany z płaszczem przeciwdeszczowym, więc zdecydowanie nie jest to propozycja ograniczona do prac w ogrodzie. Ja widzę je przede wszystkim z prostymi jeansami, grubszym swetrem i jesiennym płaszczem. Krótki fason nie przytłacza całej stylizacji, a jednocześnie zachowuje praktyczny charakter kaloszy. Dostępne są rozmiary od 37 do 41. Na stronie pojawiają się warianty w odcieniach niebieskiego, granatu i morskiego, przy czym jeden z modeli ma dodatkowo paski oraz ozdobne nity.

Zobacz także:

Nie nazywam ich jednak klasycznymi botkami, bo konstrukcja jasno pokazuje, z jakim obuwiem mamy do czynienia. Cholewkę wykonano z PVC bez ftalanów i gumki, wyściółkę z poliestru, a podeszwę również z PVC bez ftalanów. To kalosze, które po prostu dostały bardziej miejski fason. I właśnie takie rozwiązanie najbardziej do mnie przemawia. Nie potrzebuję jesienią kolejnej pary butów, która dobrze wygląda wyłącznie przy idealnej pogodzie. Wolę model, po który sięgam również wtedy, gdy od rana pada, chodniki są mokre, a trawnik po nocnym deszczu zamienia się w błoto.

fot. lidl.pl

Podeszwa z bieżnikiem jest tutaj czymś więcej niż modnym detalem. Lidl postawił na rozwiązanie stworzone z myślą o mokrej jesiennej pogodzie

Przy butach na deszcz zaczynam od podeszwy. Może wyglądać niepozornie, ale jesienią to właśnie ona ma dla mnie duże znaczenie. Mokre chodniki, opadłe liście i błoto szybko pokazują, że zupełnie gładki spód nie jest najlepszym wyborem na tę porę roku. Lidl opisuje podeszwę tych kaloszy jako trwałą i wyposażoną w bieżnik. To konkretna informacja producenta, której trzymam się zamiast dopisywać butom właściwości, o których sklep nie wspomina. Nie twierdzę więc, że obuwie gwarantuje brak poślizgu na każdej mokrej powierzchni. Bieżnik jest jednak praktycznym elementem w modelu przeznaczonym na deszczową pogodę.

Szukasz wnętrzarskich inspiracji? To też warto sprawdzić: "Co tu tak śmierdzi stęchlizną?" - córka nie dawała spokoju. Kupiła mi gadżet z Action i wilgoć z szafy zniknęła

Na uwagę zasługują też boczne ściągacze. Producent wskazuje je jako pomoc przy zakładaniu. Przy krótkim bucie to prosty detal, ale rano naprawdę doceniam rzeczy, których nie muszę długo wiązać ani zapinać. Wkładam stopę, pomagam sobie ściągaczami i wychodzę. Za parę trzeba obecnie zapłacić 72,90 zł. Przed zakupem zwracam też uwagę na przeznaczenie butów. Nie są to ocieplane zimowe kozaki. Lidl podaje poliestrową wyściółkę, ale nie opisuje modelu jako obuwia termicznego. Dla mnie to przede wszystkim kalosze na mokrą jesień, a nie para na największe mrozy.

Boczne ściągacze pomagają szybko wsunąć kalosze na stopę. To jeden z tych drobiazgów, które doceniam przy codziennym wychodzeniu z domu

Jesienny poranek rzadko wygląda u mnie jak spokojne szykowanie się do katalogowej sesji. Zwykle jeszcze szukam kluczy, sprawdzam pogodę, chwytam parasol i przypominam sobie, że miałam coś zabrać. Dlatego wygodne zakładanie butów naprawdę ma znaczenie. W tym modelu Lidl zastosował boczne ściągacze, które mają właśnie ułatwiać tę czynność. Podoba mi się, że są jednocześnie częścią wyglądu buta. To jeden z elementów, dzięki którym kalosze przypominają popularne krótkie botki.

Taki fason pasuje mi szczególnie do węższych spodni. Nogawka nie musi walczyć z wysoką cholewką, a całość wygląda lżej niż przy tradycyjnych kaloszach do połowy łydki. Przy płaszczu również nie mam wrażenia, że praktyczne buty całkowicie zmieniają charakter ubrania. Nie oznacza to oczywiście, że kalosze nagle zastępują mi wszystkie jesienne buty. Na suchy dzień nadal wybieram mokasyny czy zwykłe botki. Kiedy prognoza zapowiada deszcz, nie muszę już jednak wybierać między elegantszym ubraniem a typowymi wysokimi gumiakami.

Kalosze nie muszą już oznaczać stroju na działkę albo grzyby. Ten fason spokojnie łączę z płaszczem, jeansami i jesienną sukienką

Najbardziej przekonuje mnie właśnie możliwość wykorzystania tych butów w zwyczajnych, codziennych zestawach. Nie kupuję ich po to, żeby przez większość roku stały na najniższej półce w przedpokoju. Krótka cholewka i fason przypominający botki sprawiają, że traktuję je jak normalny element jesiennej garderoby. Do jeansów dokładam sweter i prosty płaszcz. Przy dzianinowej sukience sięgam po grubsze rajstopy. W obu przypadkach nie potrzebuję żadnych wymyślnych dodatków. But ma pozostać praktyczny i nie wyglądać tak, jakbym za chwilę ruszała przekopywać ogródek. To dla mnie najlepsza odpowiedź na kapryśną jesienną pogodę. Nie udaję, że kalosze są eleganckimi skórzanymi botkami, bo nimi nie są. Producent jasno podaje materiały, z których zostały wykonane. Podoba mi się natomiast, że ich wygląd pozwala wyjść poza typowo ogrodowe zastosowanie.