Wrzesień to dla mnie miesiąc małych domowych zmian. Wieczorami coraz częściej zamykam balkonowe drzwi, cienki koc zamieniam na grubszy, a rośliny zaczynam przygotowywać na chłodniejsze noce. Jest jednak jedna czynność, której wyjątkowo nie lubię. Chodzi o wielkie sprzątanie balkonu przed jesienią i zastanawianie się, gdzie tym razem upchnąć wszystkie rzeczy. W niewielkim mieszkaniu każdy dodatkowy przedmiot staje się problemem. Właśnie dlatego gdy mogę czegoś nie wnosić do środka i jednocześnie oszczędzić sobie pracy, chętnie korzystam z takiej możliwości.

Każdej wiosny skręcałam meble balkonowe, a jesienią wszystko rozkładałam. W tym roku oszczędzę sobie mnóstwo roboty

Przez lata wyglądało to u mnie tak samo. Przychodziła wiosna, robiło się ciepło, a ja z entuzjazmem zabierałam się za urządzanie balkonu. Wyciągałam meble, skręcałam poszczególne elementy i ustawiałam wszystko tak, żeby stworzyć sobie wygodny kącik do wypicia kawy czy odpoczynku po całym dniu.

Zobacz także:

Wiosną nawet nie przeszkadzała mi ta robota. Człowiek cieszy się słońcem i już widzi oczami wyobraźni wszystkie te ciepłe wieczory spędzone na świeżym powietrzu. Zupełnie inaczej wyglądało to jesienią. Gdy przychodził wrzesień i pogoda zaczynała się psuć, czekała mnie powtórka, tylko w odwrotnej kolejności. Trzeba było wszystko dokładnie oczyścić, wysuszyć, rozkręcić i znaleźć miejsce do przechowania. A przecież śrubki i drobne elementy też trzeba gdzieś schować i później pamiętać, gdzie właściwie wylądowały.

Najgorsza była świadomość, że za kilka miesięcy cały proces rozpocznie się od nowa. Przy cięższym zestawie ogrodowym takie przenoszenie jest dodatkowo niewygodne. Zaczęłam więc zastanawiać się, czy naprawdę co roku muszę urządzać sobie taką przeprowadzkę.

W tym sezonie powiedziałam sobie, że wystarczy. Zamiast po raz kolejny rozkręcać meble, zaczęłam szukać sposobu, dzięki któremu mogłabym zostawić zestaw na balkonie i zabezpieczyć go przed niekorzystną pogodą. Rozwiązanie okazało się banalnie proste. Wystarczy odpowiednio duży pokrowiec. Teraz zamiast spędzać czas z kluczami i śrubokrętem, mogę po prostu przygotować meble, nakryć je i zostawić na miejscu.

Pokrowiec na meble ogrodowe z Jysk kosztuje teraz 25 zł. Zakładam go jak pelerynkę i zabezpieczam cały zestaw

W Jysk zwróciłam uwagę na pokrowiec Ljuv przeznaczony na zestaw ogrodowy. Jego wymiary wynoszą 120 x 215 cm, więc przed zakupem koniecznie trzeba zmierzyć własne meble. Sama zawsze robię to dwa razy, bo wolę poświęcić dodatkową minutę niż później zastanawiać się, dlaczego zakupiony pokrowiec nie chce objąć całego zestawu.

Najbardziej spodobała mi się jednak cena. Na pokazanej ofercie pokrowiec kosztuje 25 zł za sztukę, podczas gdy podana cena regularna wynosi 70 zł. To obniżka o 64 proc. Przy takiej różnicy naprawdę zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wcześniej męczyłam się z corocznym rozkręcaniem mebli.

fot. jysk.pl

Sam pomysł jest banalnie prosty. Zamiast chować cały zestaw, nakładamy na niego dużą osłonę. Dla mnie wygląda to trochę tak, jakbym zakładała meblom przeciwdeszczową pelerynkę. Jesienią ma to szczególne znaczenie, bo problemem nie jest przecież wyłącznie niska temperatura. Dochodzą do tego deszcz, wilgoć oraz zabrudzenia nanoszone przez wiatr.

Przed założeniem pokrowca zawsze zadbałabym jednak o jedną rzecz. Meble powinny być czyste i suche. Nakrywanie mokrego zestawu i pozostawienie go w takim stanie na dłuższy czas nie jest dobrym pomysłem. Warto również regularnie zaglądać pod osłonę i kontrolować, czy nie gromadzi się tam wilgoć.

W moim przypadku największą zaletą jest wygoda. Koniec sezonu balkonowego nie oznacza już automatycznie rozbierania całego zestawu na części. Kilka prostych czynności, pokrowiec na wierzch i właściwie gotowe. Gdy pomyślę, ile czasu zabierało mi wcześniej rozkręcanie, przenoszenie i późniejsze ponowne składanie mebli, taka osłona wydaje mi się naprawdę wyjątkowo praktycznym zakupem.

Meble zostawiam pod pokrowcem, ale poduszki zawsze zabieram do mieszkania. Jesienna wilgoć mogłaby zrobić z nimi porządek

Jest jedna rzecz, której nie zamierzam zostawiać na balkonie nawet pod pokrowcem. To wszelkiego rodzaju poduszki, siedziska i miękkie tekstylia. Tutaj wolę poświęcić kilka minut na przenoszenie niż wiosną odkryć przykrą niespodziankę. Jesienią i zimą największym przeciwnikiem takich rzeczy jest wilgoć. Nawet gdy z góry chroni je pokrowiec, warunki na zewnątrz nadal są zupełnie inne niż w mieszkaniu. Mamy chłód, wilgotne powietrze, duże różnice temperatur oraz ograniczone możliwości wysychania materiału.

Właśnie dlatego przed zabezpieczeniem zestawu zdejmuję wszystkie miękkie elementy. Najpierw upewniam się, że są suche i czyste, a później zabieram je do mieszkania. Nie potrzebuję na nie szczególnie reprezentacyjnego miejsca. Ważne, żeby przez kilka zimowych miesięcy mogły spokojnie poczekać w suchych warunkach. Można schować je do szafy, pojemnika albo innego miejsca przeznaczonego na sezonowe rzeczy.

To również może cię zainteresować: Miałam ciemno pod szafkami w kuchni, ale nie zamierzałam kuć ścian. Wyrwałam lampki, które praktycznie same się mocują za 9,33 zł/szt

Sam stelaż i pozostałe elementy zestawu mogę natomiast przygotować do pozostawienia na balkonie zgodnie z zaleceniami dotyczącymi konkretnego materiału, a następnie osłonić pokrowcem. Od czasu do czasu warto sprawdzić, co dzieje się pod spodem, szczególnie po intensywnych opadach lub dłuższym okresie wilgotnej pogody.