Jesienią suszenie prania w mieszkaniu potrafi wystawić moją cierpliwość na próbę. Rano rozwieszam ręczniki i bluzy, a wieczorem dotykam materiału i nadal czuję wilgoć. Nie mam suszarki bębnowej, więc zaczęłam szukać sposobu, który nie wymaga kupowania kolejnego urządzenia. Okazuje się, że warto przyjrzeć się japońskiej metodzie rozwieszania prania w łuk. Najdłuższe rzeczy trafiają na zewnętrzne części suszarki, najkrótsze do środka, a cały sekret polega na zapewnieniu tkaninom lepszego przepływu powietrza.
Całe życie rozwieszałam pranie tam, gdzie akurat znalazłam wolny szczebelek. Japoński sposób zaczyna się od jednej prostej zmiany w kolejności
Do niedawna nie zastanawiałam się nad tym, gdzie na suszarce powinien znaleźć się ręcznik, gdzie spodnie, a gdzie T-shirt. Wyjmowałam rzeczy z pralki i wieszałam je po kolei: spodnie obok koszulki, ręcznik przy bluzie, skarpetki w pierwszym wolnym miejscu. Jesienią szybko zauważałam konsekwencje. Grubsze ubrania potrafiły być wilgotne jeszcze wiele godzin później, a stojąca w pokoju suszarka właściwie nigdy nie znikała.
Zobacz także:
Japoński trik proponuje zupełnie inne podejście. Chodzi o stworzenie z rozwieszonego prania czegoś w rodzaju łuku. Najdłuższe elementy, na przykład spodnie czy duże ręczniki, wieszamy po zewnętrznych stronach suszarki. Następnie przesuwamy się w kierunku środka i wybieramy coraz krótsze rzeczy. W centralnej części mogą znaleźć się T-shirty, bielizna czy skarpetki. Patrząc na pranie z boku, jego dolna krawędź powinna więc przypominać łuk. Nie jest to żaden trik wykorzystujący specjalne preparaty ani dodatkowy sprzęt. Chodzi przede wszystkim o pozostawienie większej ilości wolnej przestrzeni pod ubraniami i pomiędzy nimi, dzięki czemu powietrze może swobodniej krążyć, a wilgoć łatwiej odparowuje. Jest jednak jeden warunek: nie mogę upchnąć na suszarce wszystkiego tak ciasno, że mokre materiały będą się wzajemnie dotykały. Wtedy nawet najbardziej przemyślany układ niewiele zmieni.
fot. Adobe Stock | New Africa
Koszule przestałam składać na pół na szczebelkach, bo wieszaki już miałam w szafie. To kolejny prosty patent, dzięki któremu materiał ma większy kontakt z powietrzem
Japoński łuk jest najciekawszym elementem tej metody, ale przy okazji warto zmienić jeszcze kilka drobnych nawyków. Jednym z nich jest sposób suszenia koszul, bluzek i T-shirtów. Zamiast przewieszać ubranie przez szczebelek i tworzyć dwie przylegające do siebie warstwy materiału, można wykorzystać zwykły wieszak. Ubranie wisi wtedy podobnie jak później w szafie, a powietrze ma dostęp do większej powierzchni tkaniny. Dodatkową korzyścią może być mniejsza liczba zagnieceń, co później ułatwia prasowanie. Jeśli natomiast zależy mi szczególnie na czasie, ciekawy jest patent z suchym ręcznikiem.
Szukasz ciekawych porad do domu i ogrodu? To też warto sprawdzić: Co roku w styczniu widzę za oknem morze żółtych kwiatów. Ten kaskadowy cud kwitnie na długo przed wiosną. A kosztuje tylko 15,60 zł
Mokre ubranie można położyć na ręczniku, zwinąć razem i delikatnie docisnąć, żeby ręcznik przejął część pozostałej w materiale wody. Dopiero później rzecz trafia na suszarkę. Ważne, żeby nie wykręcać jej agresywnie, zwłaszcza gdy mam do czynienia z delikatną tkaniną. Sama zawsze sprawdzam też oznaczenia na metce, bo wełniany sweter wymaga innego traktowania niż bawełniana koszulka. W praktyce najbardziej podoba mi się to, że żaden z tych sposobów nie wymaga ode mnie dodatkowych zakupów. Suszarkę już mam, wieszaki wiszą w szafie, a suchy ręcznik znajdzie się w każdym domu. Zmieniam więc przede wszystkim sposób wykorzystania rzeczy, które i tak mam pod ręką.
Można idealnie ułożyć ubrania, a potem zepsuć cały efekt, Jesienią największym sprzymierzeńcem mokrego prania okazuje się zwyczajny ruch powietrza
Kiedy robi się chłodno, mój pierwszy odruch jest prosty: zamknąć okna i zatrzymać całe ciepło w mieszkaniu. Tyle że woda znajdująca się w mokrych ubraniach podczas suszenia nie znika. Trafia do powietrza w pomieszczeniu, dlatego przy częstym suszeniu w domu trzeba pamiętać również o wilgotności. Suszarki lepiej nie wciskać pomiędzy meble ani ustawiać tuż przy ścianie, jeśli ogranicza to swobodny przepływ powietrza. Pomóc może również krótkie, intensywne wietrzenie, zamiast trzymania uchylonego okna przez wiele godzin. Jeśli na szybach regularnie zbiera się para, to dodatkowy sygnał, że warto zwrócić uwagę na poziom wilgoci i wentylację pomieszczenia.
W szczególnie wilgotnych mieszkaniach pomocny może być osuszacz. Nie ustawiałabym natomiast mokrych ubrań bezpośrednio na grzejniku bez sprawdzenia, czy jest to bezpieczne dla konkretnego materiału i instalacji. W japońskim sposobie najbardziej podoba mi się właśnie to, że nie próbuje „ugotować” prania wysoką temperaturą. Podstawą jest stworzenie takich warunków, żeby powietrze mogło swobodniej docierać do tkanin i odbierać z nich wilgoć.
Nie kupiłam suszarki bębnowej. Poświęcam za to kilka minut na rozsądniejsze rozwieszanie i później mam mniej czekania
Warto mieć realistyczne oczekiwania. To, jak długo będzie schło pranie, zależy od wielu rzeczy: rodzaju i grubości materiału, temperatury, wilgotności oraz wentylacji w mieszkaniu. Gruby bawełniany ręcznik zawsze będzie większym wyzwaniem niż cienki T-shirt. Japoński układ nie zmieni praw fizyki i nie zapewni każdemu identycznego czasu suszenia. Może jednak poprawić warunki, w których wilgoć odparowuje, a to już wystarczający powód, żeby wypróbować go przy następnym praniu. Ja zaczęłabym od trzech rzeczy: długie ubrania na zewnątrz, krótkie do środka i możliwie dużo wolnej przestrzeni pomiędzy materiałami. Koszule i lekkie bluzki można dodatkowo przenieść na wieszaki, a samą suszarkę ustawić w miejscu z lepszą cyrkulacją powietrza. To raptem kilka minut więcej podczas rozwieszania, a nie zakup kolejnego dużego urządzenia do mieszkania. Szczególnie jesienią, kiedy balkon przestaje być skuteczną suszarnią, a kolejne prania zaczynają ustawiać się w kolejce, taki drobiazg może naprawdę ułatwić codzienność.

Obserwuj nas na Google







