Małe mieszkanie uczy kreatywności bardziej niż niejeden poradnik wnętrzarski. Kiedy brakuje miejsca, nawet zwykłe pranie potrafi zamienić salon albo balkon w tor przeszkód. Przez długi czas próbowałam różnych rozwiązań, ale każde miało jakiś minus. Zależało mi na czymś, co połączy wygodę z oszczędnością miejsca. Nie przypuszczałam, że rozwiązanie znajdę podczas przeglądania sklepu internetowego Lidla.

Suszarka na pranie z Lidla od razu rozwiązała mój problem. W mikrokawalerce liczy się każdy centymetr

Mieszkam w mikrokawalerce, w której naprawdę nie ma miejsca na przypadkowe przedmioty. Klasyczna suszarka skrzydłowa zawsze stała na środku pokoju albo zajmowała cały balkon, przez co trudno było swobodnie przejść, a o wypiciu kawy na świeżym powietrzu mogłam zapomnieć. Wiedziałam, że musi istnieć lepszy sposób. Podczas przeglądania sklepu internetowego Lidla trafiłam na suszarkę na pranie marki Vileda Acrobath i od razu poczułam, że to może być dokładnie to, czego szukałam. Zamówiłam ją bez większego zastanowienia, bo jej konstrukcja przypominająca niewielką drabinkę wydawała się idealna do małych mieszkań.

Zobacz także:

Po kilku dniach kurier zapukał do drzwi, a ja niemal od razu rozpakowałam przesyłkę. Suszarka okazała się lekka, waży niewiele ponad kilogram, a jednocześnie bez problemu mieści cały wsad mojej pralki. Do dyspozycji jest aż 10 metrów linek, więc nie muszę rozwieszać ubrań w kilku miejscach. Cena 64,57 zł wydała mi się rozsądna, szczególnie gdy pomyślałam, ile przestrzeni odzyskam każdego dnia. Właśnie ta myśl przekonała mnie do zakupu bardziej niż jakikolwiek opis producenta. Już po pierwszym praniu wiedziałam, że nie wrócę do dużej, rozkładanej suszarki zajmującej pół mieszkania.

fot. lidl.pl

Suszarka na wannę daje więcej możliwości, niż przypuszczałam. Regulowana konstrukcja ułatwia codzienne pranie

Największym zaskoczeniem okazała się dla mnie jej wszechstronność. Najczęściej rozkładam ją bezpośrednio na wannie. Regulowane przeguby pozwalają ustawić ją pod różnym kątem, więc łatwo dopasowuję ją do ilości prania albo układu łazienki. Antypoślizgowe nóżki sprawiają, że całość stoi stabilnie, a specjalne osłony chronią wannę przed zarysowaniami. Nie muszę się więc martwić, że po kilku miesiącach użytkowania na emalii pojawią się nieestetyczne ślady.

Kiedy suszarka nie jest potrzebna, składam ją w kilka sekund i wsuwam między pralkę a ścianę, gdzie niemal jej nie widać. Właśnie za to najbardziej ją polubiłam. Nie zajmuje cennego miejsca, nie rzuca się w oczy i nie dominuje wnętrza, jak robią to tradycyjne modele. Balkon znów stał się miejscem do odpoczynku, a nie prowizoryczną suszarnią. Dla mnie to naprawdę ogromna zmiana w codziennym funkcjonowaniu.

Lidl ma więcej perełek. Tylko spójrz na te drewniane krzesła: Nie wierzyłam, że ciocia wyhaczyła te akacjowe krzesła na wyprzedaży w Lidlu. Są składane i posłużą latami

Suszarka na pranie to dopiero początek. Kilka prostych nawyków sprawia, że ubrania schną znacznie szybciej

Odkąd lepiej zorganizowałam miejsce do suszenia, zaczęłam zwracać uwagę także na kilka drobnych nawyków, które przyspieszają schnięcie ubrań. Przede wszystkim wybieram możliwie wysokie obroty wirowania, oczywiście wtedy, gdy pozwala na to metka. Dzięki temu ubrania trafiają na suszarkę znacznie mniej mokre. Staram się też nie wieszać rzeczy zbyt ciasno. Nawet niewielkie odstępy między koszulkami czy ręcznikami sprawiają, że powietrze swobodniej krąży, a tkaniny schną szybciej.

Dużą różnicę robi również dobra wentylacja. Jeśli pogoda na to pozwala, uchylam okno w łazience albo zostawiam otwarte drzwi, aby wilgoć mogła szybciej się ulotnić. Grubsze bluzy czy spodnie od czasu do czasu odwracam na drugą stronę, dzięki czemu schną równomiernie. Staram się także nie nakładać kilku warstw ubrań na jedną linkę, bo wtedy materiał znacznie dłużej pozostaje wilgotny. Te drobne zmiany sprawiły, że pranie przestało zajmować mi pół dnia. Teraz nawet w niewielkiej kawalerce mogę wygodnie wysuszyć cały wsad, nie rezygnując z przestrzeni do życia ani z miejsca na poranną kawę na balkonie.