Mam kilka produktów do prania, do których wracam niemal z przyzwyczajenia. Wiem, jak pachną i jak zachowują się na moich ubraniach, więc rzadko mam powód, żeby szukać czegoś nowego. Z drugiej strony uwielbiam moment, gdy po otwarciu pralki od razu czuję piękny aromat świeżego prania. Jeszcze lepiej, gdy zostaje on na bluzie czy swetrze również po wysuszeniu. Właśnie dlatego czasem daję szansę nowemu płynowi i tym razem naprawdę było warto.

Włoski płyn do płukania z Dealz przyciągnął moją uwagę fikuśnymi butelkami. Na promocji mega się opłaca

Do Dealz wybrałam się z listą rzeczy, których akurat brakowało mi w domu. Płynu do płukania nie miałam na niej zapisanego, bo od dawna chętnie sięgałam po Lenora i nie planowałam żadnych zmian. W alejce z chemią gospodarczą moją uwagę przyciągnęły jednak fikuśne butelki Tesori d’Oriente. Każda miała inny kolor i bogato zdobioną grafikę, więc trudno było przejść obok nich obojętnie. Gdy zobaczyłam, że mam przed sobą produkt włoskiej marki, uznałam, że zdecydowanie chcę go przetestować. Tym bardziej że cena wyglądała całkiem rozsądnie.

Zobacz także:

Płyn do płukania Tesori d’Oriente nie służy wyłącznie do nadawania tkaninom zapachu. Ma skoncentrowaną, kremową formułę, która zmiękcza włókna i nadaje im większą elastyczność. Ma też redukować osady mineralne na tkaninach, dzięki czemu przeciwdziała ich sztywnieniu i utracie miękkości. Kolejną zaletą jest wygładzenie materiału, które może ułatwiać późniejsze prasowanie. Producent wskazuje również, że regularne stosowanie pomaga utrzymać ubrania w dobrym stanie przez dłuższy czas. Po praniu najbardziej doceniam jednak to, że moje rzeczy są przyjemne w dotyku i mięciutkie.

Cena na promocji szybko przekonała mnie do zakupu. Jedna butelka ma 1,16 l i wystarcza aż na 58 płukań. Teraz w Dealz przy zakupie dwóch opakowań płacę 16 zł za sztukę, ponieważ drugi płyn jest 40% tańszy. Co fajne, mogę wybrać dwa różne zapachy, więc od razu wzięłam na próbę więcej niż jeden wariant. Po przeliczeniu jedno płukanie kosztuje mnie zaledwie 28 gr. Przy takiej wydajności jest to naprawdę niewielki wydatek na jedno pranie.

fot. dealz.pl

Wybrałam mgiełkę Ayurveda w turkusowej butelce. Ubrania są mięciutkie, a orientalny zapach czuję przez wiele godzin

Spośród trzech butelek najbardziej spodobała mi się turkusowa Ayurveda. Jej zapach jest bogaty, słodki i orientalny, ale nie ogranicza się do jednej dominującej nuty. Łączy aromaty drewna i bursztynu ze słodką pomarańczą oraz cytryną. W kompozycji pojawiają się również paczula i drzewo cedrowe. Całość ma ciepły charakter, który szczególnie dobrze pasuje mi do swetrów, bluz i innych ubrań, po które sięgam w chłodniejsze dni.

fot. archiwum prywatne/story.pl

Po wyjęciu prania z bębna od razu czuję zapach Ayurvedy. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że nie kończy się on wraz z wyschnięciem ubrań. Kiedy rozwieszam mokre rzeczy w mieszkaniu, aromat delikatnie rozchodzi się po pomieszczeniu i przez jakiś czas działa trochę jak domowy zapach. Później nadal wyczuwam go na tkaninach, również wtedy, gdy zakładam ubrania. Nie muszę przy tym rezygnować z miękkości, bo po zastosowaniu koncentratu materiały są przyjemne w dotyku. Właśnie połączenie zapachu i tego efektu sprawiło, że mój ukochany Lenor zyskał mocną konkurencję.

W wariancie Ayurveda pojawiają się również olejek amla oraz olejek paczuli. Amla zawiera witaminę C, nienasycone kwasy tłuszczowe i minerały. Paczula nadaje kompozycji charakterystyczny, słodki i bogaty aromat. Producent opisuje cały wariant jako relaksujący i przywracający równowagę. Ja nie potrzebuję jednak wielkich słów, żeby go polubić. Wystarczy mi otworzyć pralkę i poczuć intensywny aromat na świeżo wypranych ubraniach.

W Dealz upolowałam też inny hicior do domu. Zobacz: To najbardziej frustrujący zakamarek mojej umywalki. Teraz czyszczę go „magiczną pianką” za 16 zł i mam spokój

Pozostałe płyny do płukania Tesori d’Oriente pachną zupełnie inaczej. W Dealz znalazłam też białe piżmo i tajemnicze Byzantium

Drugim płynem, który włożyłam do koszyka, był Byzantium. Skusiła mnie nie tylko pięknie zdobiona butelka, ale przede wszystkim bardziej luksusowa kompozycja zapachowa. Łączy czarną różę z ciepłymi nutami labdanum, czyli aromatycznej żywicy od dawna wykorzystywanej między innymi w perfumach. Zapach ma nawiązywać do starożytnego Bizancjum i rzeczywiście jest zupełnie inny od słodszej Ayurvedy. Jest głębszy, bardziej tajemniczy i zdecydowanie bardziej perfumeryjny. Dzięki promocji nie musiałam wybierać między nimi i właśnie to najbardziej spodobało mi się przy tych zakupach.

Na półce w Dealz dostępny jest jeszcze trzeci wariant, Muschio Bianco, czyli białe piżmo. Tego nie kupiłam, ale jego opis również zwrócił moją uwagę. To orientalna, zmysłowa kompozycja o mocno piżmowym i bursztynowym charakterze. Zapach ma być intensywny i długo pozostawać na tkaninach, a sam płyn dodatkowo pomagać w neutralizowaniu nieprzyjemnych aromatów. Przy kolejnych zakupach właśnie po tę szarą butelkę chętnie sięgnę jako następną. Na razie jednak Ayurveda i Byzantium skutecznie sprawiły, że mój ukochany Lenor musi zrobić im trochę miejsca przy pralce.