Jesienią znacznie częściej mam ochotę posiedzieć przy stole trochę dłużej. Zamiast szybkiej kawy wypitej w biegu pojawia się herbata, domowe ciasto, śliwki albo jabłka z cynamonem. Wtedy też przypominam sobie, że klimat w domu nie zawsze tworzą duże i kosztowne dekoracje. Nie trzeba od razu kupować nowego obrusu, zmieniać zasłon czy stawiać ceramicznych dyń na każdej półce. Czasem wystarczy jedna rzecz, której rzeczywiście będziemy używać. Ja mam słabość do ładnej ceramiki, szczególnie takiej, która nie wygląda zbyt poważnie. Jesienny talerz z Sinsay od razu przyciągnął mój wzrok. Na jasnym tle ma dynie, gałązki, listki i drobne roślinne motywy w pomarańczowych oraz zielonych kolorach. Do tego dochodzi lekko nieregularny brzeg podkreślony cienką pomarańczową linią. Całość wygląda trochę jak ilustracja ze starej książki kucharskiej. I właśnie za taki swojski charakter polubiłam go najbardziej.

Ceramiczny talerz z Sinsay wygląda jak mały jesienny obrazek. Dynie i kolorowe gałązki robią tutaj całą dekorację

Na pierwszy rzut oka pomyślałam o ręcznie malowanej ceramice, choć trzeba to jasno zaznaczyć, Sinsay nie opisuje tego produktu jako ręcznie malowanego. To moje skojarzenie wynikające z wyglądu wzoru. Dekoracja nie jest geometryczna ani bardzo regularna. Dynie mają różne kształty i odcienie, obok nich pojawiają się zielone oraz pomarańczowe gałązki, a sam brzeg nie jest idealnie prosty. Dzięki temu talerz ma bardziej sielski charakter niż klasyczna biała zastawa. Producent określa go po prostu jako ceramiczny talerz z motywem jesiennym. To bezpieczniejsze określenie, gdy patrzymy na niego pod kątem zakupu. Ja natomiast od razu widzę go na drewnianym stole, obok kubka z herbatą i talerzyka z kawałkiem domowego ciasta.

Zobacz także:

Szczególnie dobrze pasowałaby tu szarlotka. Dynie i ciepłe kolory już same w sobie przywołują jesienne smaki, więc nie potrzeba wielu dodatkowych dekoracji. Taki talerz można położyć nawet na zwykłym jasnym obrusie czy podkładce i stół przestaje wyglądać codziennie. Podoba mi się również to, że wzór znajduje się przede wszystkim przy krawędzi. Środek pozostaje jasny, więc jedzenie nie ginie wśród kolorowych dekoracji. To drobny szczegół, ale przy talerzu, z którego rzeczywiście chcemy korzystać, ma dla mnie znaczenie. Nie chciałabym kupować ceramiki tylko po to, żeby przez trzy miesiące stała na półce. Wolę położyć na niej drożdżówkę, kanapki albo właśnie kawałek ciasta i w ten prosty sposób przemycić trochę jesieni do zwykłego dnia.

fot. sinsay.pl

Jesienny talerz kosztuje w Sinsay 15,99 zł. Za kilka sztuk nie trzeba od razu wydawać fortuny

Cena jest tutaj mocnym argumentem, bo jedna sztuka kosztuje 15,99 zł. Przy takim poziomie cenowym można potraktować talerz jako pojedynczy sezonowy akcent, zamiast wymieniać od razu całą zastawę. Ja zaczęłabym właśnie od jednej albo dwóch sztuk. Jedna może służyć jako talerz do ciasta, druga do przekąsek podczas wieczoru z rodziną. Dopiero gdybym uznała, że naprawdę często po nie sięgam, pomyślałabym o większej liczbie. To mój ulubiony sposób kupowania dekoracji do domu, bo ogranicza późniejsze upychanie rzeczy w szafkach. Cztery talerze kosztowałyby 63,96 zł, więc nawet niewielki komplet można stworzyć bez wydawania kilkuset złotych.

Szukasz ciekawych inspiracji aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Wieczorem robię sobie półmrok jak w hotelowym SPA. Ta mleczna kolumna z Lidla kosztuje grosze, a gwarantuje boski klimat

Nie trzeba też kupować do niego całej jesiennej kolekcji. Wręcz przeciwnie, wzór jest na tyle wyrazisty, że połączyłabym go z tym, co już mam. Białe kubki, przezroczyste szklanki, proste sztućce i lniana albo bawełniana serwetka spokojnie wystarczą. Przy takim zestawieniu dynie pozostaną główną ozdobą. Na stole postawiłabym jeszcze miskę z jabłkami i może mały wazon z gałązkami. Tyle. Nie ma potrzeby zamieniać jadalni w wystawę sklepową, żeby zrobiło się jesiennie. Właśnie dlatego takie niedrogie dodatki są dla mnie ciekawsze od dużych sezonowych dekoracji. Mają praktyczne zastosowanie, a gdy zmieni się pora roku, łatwo schować je do szafki.

Szarlotka będzie na nim wyglądała jak deser z małej wiejskiej kawiarni. Ja wykorzystałabym ten talerz także na co dzień

Najbardziej podoba mi się pomysł, żeby nie czekać z nim na specjalną okazję. Wrzesień i październik to przecież czas, kiedy w domu częściej pojawiają się jabłka, gruszki, śliwki i domowe wypieki. Kawałek szarlotki z gałką lodów, placek ze śliwkami albo zwyczajna bułeczka z cynamonem będą pasowały do takiej ceramiki bez żadnych dodatkowych zabiegów. Talerz może też przydać się rano na kanapki czy wieczorem do przekąsek. Wtedy te 15,99 zł wydane na sezonowy drobiazg ma dla mnie większy sens. 

Pewne jest natomiast, że mamy do czynienia z ceramicznym talerzem z jesiennym motywem. Dla mnie jego największą zaletą pozostaje jednak wygląd. Nie jest przesadnie ozdobny, a mimo to od razu wiadomo, z jaką porą roku się kojarzy. Pomarańczowe dynie, zielone listki i delikatna obwódka wystarczą, żeby zwykłe popołudnie przy herbacie nabrało trochę innego charakteru. Za 15,99 zł nie oczekuję od niego rewolucji w jadalni. Chcę po prostu wyciągnąć go z szafki w chłodne popołudnie, położyć na nim jeszcze ciepłą szarlotkę i pomyśleć, że jesień ma jednak swoje bardzo przyjemne strony.